środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 6

Zwieź mnie do domu. powiedziała Nikol gniewnie i stanowczo. Jacob westchnął.
Nikol... nie masz się czego obawiać. Chcemy dla ciebie jak najlepiej. Nic ci się nie stanie. Jesteś bezpieczna. – mówił wpatrując się w jezdnię.
Gdzieś już to słyszałam. Musicie zmienić podręczniki, bo tamci mają taką samą formułkę. – dziewczyna wpatrywała się w drzwi pojazdu w poszukiwaniu klamki. Dotykała ich po kawałku, ale ręka nie napotkała żadnej przeszkody.
Wypuść mnie.
Nie. Uspokój się. Usiądź spokojnie i nie denerwuj się.
Acha mam się nie denerwować. Powiem ci, że to bardzo proste, no bo czym ja mam się denerwować? Przecież wcale nie umknęłam śmierci, nikt mnie nie porwał i dokładnie wiem gdzie jedziemy. Nie, wcale nie mam się czym denerwować i czego obawiać! – krzyczała wymachując rękoma. – Zatrzymaj się. – powiedziała spokojnie, ale nie dostała żadnej reakcji ze strony chłopaka. Zachowywał się jakby nic nie powiedziała. – Zatrzymaj się powiedziałam! krzyknęła.
Zatrzymam się i co? Gdzie pójdziesz? Wiesz gdzie jesteś? Wiesz jak wrócić? Masz komórkę? – mówił bardzo urzędowo.
Zatrzymaj ten cholerny samochód, bo zaraz wyskoczę przez tą cholerną szybę i rozwalę ten swój cholerny łeb! – szukała kolebki, guzika czy czegokolwiek co mogłoby wydostać ją z samochodu.
Powodzenia.parskną śmiechem.
Dziewczyna spojrzała na niego wystraszona. Nie ma drogi ucieczki. Nie ma jak się stąd wydostać. Jej przyjaciel ją uprowadził. Człowiek, któremu zawsze ufała. Patrzyła na niego z niedowierzaniem, z otwartymi ustami, dysząc ze strachu. Nie. Nie zostanę tu. Nie pojadę na żadne narządy, do jakiejś mafii, na handel żywym towarem. Nie dam się. Spojrzała na kierownice, a potem na chłopaka skupionego na jeździe, na tą jego stężałą twarz. Miała jedno wyjście, samobójcze, ale miała. Wzięła głęboki wdech i rzuciła się na Jacoba. Chłopak ani drgną. Samochód ani na centymetr nie zboczył z kursu. Wymachiwała rękoma gdzie popadnie. Obijała jego ciało z całej siły pięściami i wierzgała się w stronę kierownicy. Gdy nagle zrobił coś niespodziewanego... Ścisnął jej gardło a ona przerażona znieruchomiała. Popchnął ją na miejsce pasażera. Puścił jej gardło a ona łapczywie łapała oddech dławiąc się łzami. Nie wiedziała nawet kiedy  jej twarz stała się mokra.
 Kim ty jesteśNa pewno nie moim Jacobem.

Pasy.powiedział lodowatym głosem.
 Nikol z przerażeniem zaczęła się rozglądać za nimi, ale same wysunęły się z fotela i ją zapięły. Patrzyła się oniemiała na pasy i Jacoba. Chłopak wytknął rękę a ona skamieniała. Puknął dwa razy w jej skroń. Popatrzyła na niego nie wiedząc co myśleć, ale zaraz nie miała co. Na jej umysł zaszła mgła a powieki zaczęły robić się zbyt ciężkie. Ostatkiem sił popatrzyła na niego  wystraszona, ale zaraz jej umysł zaszedł ciemnością.                                    


No cześć. Dostawa róż powinna niedługo być. Podobno jest przy granicy. Był problem przy załadunku, ale tak to przewóz jest ok. Na razie nic się nie dzieje. Kwiaciarnia dzwoniła?
Tak pytała się kiedy będzie dostawca. Klienci się dowiedzieli, że mają być niezwykłe kwiaty. Wiedzą tylko, że będą niedługo, ale czy w przyszłym roku czy za miesiąc to im nie zdradzono. Najpierw trzeba sprawdzić przecież czy do czegoś się nadają.
Nadają, nadają. Gdy będę wiedział, że kwiaty są już niedaleko, to was poinformuję.
Moja głowa... Jacob...  dziewczyna zaczęła się budzić.
Szlag. Cześć
Ok. Będę jeszcze dzwonił do niego, bo szef już mi się denerwuje, czy wszystko idzie w porządku. Dobra, na razie.
Jacob moja głowa boli. Nikol złapała się za zaspaną, ciężką, pulsującą głowę. Zacisnęła powieki i próbowała uciszyć tępy ból jaki czuła pod czaszką.
Wiem, zapomniałem, że ty... kurde. Śpij.otępiała zdążyła zauważyć ruch jego ręki i dwa puknięcia w skroń, a potem znów padła.

Powieki Nikol były ciężkie jak z ołowiu. Próbowała je podnieść, ale mozolnie jej to szło. Próbowała sobie przypomnieć gdzie jest, ale chyba jeszcze spała, bo nie starała się zbyt mocno. Gdy w końcu udało jej się otworzyć powieki zauważyła przed sobą dziwną szybę samochodu i ciemną, nocną autostradę. Była pełnia. Patrzyła się tak przez chwilę, gdy sobie coś przypomniała… Spojrzała w bok i ujrzała przyjaciela wpatrującego się w nią. Tabun wspomnień spadł na nią jak betonowy blok. Wyprostowała się i wciągnęła powietrze panicznie szukając klamki, której wiedziała, że nie ma.
Uspokój się. Nie chcę cię znów usypiać. – odezwał się do niej spokojnie. Spojrzała na niego wystraszona i siedziała nieruchomo. Przełknęła gulę w gardle i wciąż wstrzymując oddech czekała aż się ponownie odezwie.
Zacznij oddychać, bo jak dowiozę cię martwą to pogrzebią nas razem. – spojrzał na nią pouczająco. Wypuściła powietrze i powiedziała jakby do siebie.
Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? – zadała pytanie, które wciąż zadawała sobie.
Ty nie musiałaś nic zrobić, po prostu jesteś tą jedyną. Tą, która ma właśnie to coś czego nie ma nikt inny. A nie, jedna osoba ma, ale ona nie może tego zrobić za ciebie. – patrzył wciąż na nią bez wyrazu, mimo że wciąż gnali po autostradzie.
Co to niby jest? Co mam? Mogę to wam oddać, tylko wysadź mnie, błagam…  przełknęła gulę w gardle a załzawione oczy zamazywały jej obraz. Próbowała uspokoić trzęsące się ręce.
Gdybym mógł to od ciebie wziąć, nie wiózłbym cię w śmiertelne niebezpieczeństwo. Zależy mi na tobie, więc chce byś była bezpieczna. – dotknął jej ramienia a ona wyprostowała się jak struna.
Nie wiedziałam, że bezpieczeństwem jest wiezienie kogoś na pewną śmierć!
A co wolisz tam zostać, żeby cię znaleźli i torturowali aż wydasz im informacje, których nie masz?! Tego wolisz?! – krzyczał na nią wściekły – Tego wolisz?! Bo ja mimo, że jestem w stanie wiele wytrzymać tego akurat bym nie wytrzymał. Wolałbym mieć choć 1 % szansy, że przeżyję, a jeśli zginę, to nie będzie to z wyczerpania przez ciężkie katusze. –  popatrzyła się mu w oczy i była jeszcze bardziej wystraszona niż wcześniej, mimo, że dowiedziała się, że Jacob chce dla niej dobrze.
Gdzie jadę? Co ze mną zrobicie? – powiedziała próbując się opanować, ale słabo jej to wyszło, gdyż głos jej drżał razem z całym ciałem.

Sam nie wiem. Mam cię dowieźć a resztę podejmą oni. Jeśli nie zginiesz na samym wejściu to całkiem nie źle. – po tych słowach patrzył się na drogę. W głowie Nikol był totalny chaos.

Jakaś informacja, której nie wiem? Jadę tam, żeby ją dostać?  Jedno jest pewne. Umrę. To słowo odbijało jej się o czaszkę jak echo. Umrę. Umrę. Umrę… Umrę… To tak jakby dowiedzieć, że ma się raka… Wiesz, że zginiesz w ciężkim bólu… Ale w raku jest choć cień szansy, że przeżyjesz a u mnie go nie ma. Po prostu nie ma.  Umrę.

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 5

Próbowała łapać oddech. Czuła jak jakiś płyn wypływał z jej ust. Krztusiła się. Szybko zamykała i otwierała oczy, które ją szczypały. Cały obraz był rozmazany i niewyraźny. Wiedziała tyle, że bolał ją każdy mięsień, ktoś nad nią klęczał oraz było jej bardzo zimno od przemoczonego ubrania, które przyklejało się jak druga skóra. Coraz lepiej łapała kontakt z rzeczywistością.
Nikol, wstawaj. Musimy uciekać. Im szybciej to zrobimy tym mamy większe szanse na przeżycie. Proszę cię. Pomóż mi. Sam nie dam rady, musisz mi trochę pomóc. – usłyszała zdenerwowany głos Jacoba.
Podniosła się powoli na łokciach. Cały świat jej wirował. Jacob pomógł jej wstać. Głowa ją strasznie bolała, jakby przywaliła nią o betonową ścianę. Nie bała się. Była nadal otumaniona podtopieniem, tak w ogóle to nie wierzyła, w to wszystko co się wydarzyło. Nie myślała o niczym. Nawet o spotkaniu przyjaciela. Po prostu  była. Nic więcej. Jej ciężka głowa nawet jej na to nie pozwalała. Zachowywała się jak po lekach psychotropowych. Znajdowali się w jakimś małym pomieszczeniu, w którym panował mrok.
Masz włóż to. podał jej biały szlafrok, taki sam, jaki mieli ludzie na basenie, którzy nie pływali.Będzie ci cieplej i nie wyróżnisz się aż tak. – Włożyła go, a on naciągnął jej na głowę milutki kaptur.
 Wziął ją za rękę i otworzył drzwi. Wyprostował się i pewnie szedł przez korytarz w takim samym ubraniu jak dziewczyny. Nikol trzęsła się nie tylko z zimna, ale dzięki temu zaczynała oprzytomniać. Wszystkie emocje wracały, wszystkie wspomnienia. Spojrzała na twarz przyjaciela i o mało nie pisnęła z radości. Nauczyła się już, że musi się zachowywać jak on. Radość, że jest z nią powodowała uśmiech na jej twarzy, pomimo powagi sytuacji. Martwiła się jednak o kobietę, która zabrała ją na początku. Chciała o nią spytać, lecz wiedziała, że to nie jest ten moment.
Szli w napięciu korytarzem z mnóstwem drzwi, skręcili w następne rozwidlenie. Chłopak trzymał ją za rękę i ściskał, gdy się zatrzęsła, dodając jej otuchy.  Chciała cały czas oglądać się za siebie, by sprawdzić, czy zobaczy strasznych mężczyzn w czarnych garniturach. Bała się odgłosu własnych kroków, które odbijały się w tej grobowej ciszy. Skręcili do następnych drzwi po lewo i stanęli przed nimi. Przy tych drzwiach widniał czytnik, na podobę alarmu. Wpisał długi ciąg liczb i usłyszeli ciche szczęknięcie. Weszli do dalszego labiryntu korytarzy. Jacob wydawał się sztywny i chłodny, Nikol też się starała, tak samo jak nie szczękać zębami, co było już o wiele trudniejsze. Postanowiła zagryźć je mocno.
 Szli chwilę i ustali przed następnym wejściem. Chłopak puścił jej dłoń i wskazał, aby poszła przodem. Popchnęła drzwi i stanęła jak wryta.
Znaleźli się w holu, gdzie byli Oni. Serce biło jej tak, że była pewna tego, że je słyszą na końcu pomieszczenia. Oddychała bardzo szybko i spięła się gotowa do biegu, ale poczuła dłoń na plecach. Otrzeźwiła się i powtarzała cały czas w głowie te słowa jak mantrę, której starała się trzymać. Próbowała się skupić na tym niż na oprawcach.
Zachowuj się naturalnie. Zachowuj się naturalnie.
Mimo to cała się trzęsła. Szczękała zębami, pomimo prób, a adrenalina tak jej podskoczyła, że nie czuła już zimna. Ledwo miała siłę iść. Powłóczyła nogami jak z galarety, nadal z jego ręką na plecach, która pocierała jej szlafrok, jakby jej było zimno. Skierowali w stronę następnej windy
Uspokój się. Nic wam nie zrobią. Zobacz, nawet nie są wami zainteresowani.
Cały czas myślała gorączkowo. Stanęli przed drzwiami celu. Jacob wyciągnął rękę, aby wpisać znów jakiś kod. Nikol poczuła, jak jego dłoń nerwów zatrzęsła się na jej plecach.
I tyle wystarczyło.
Potem wszystko działo się bardzo szybko. Chłopak szarpnął gwałtownie i pociągnął w stronę długich korytarzy. Biegła ile sił w nogach, ale nie nadążała za nim. Obejrzała się do tyłu. Tuż za nią biegli oni. Znów zaczęła krzyczeć przerażona. Serce waliło jej jak po amfetaminie, a adrenalina buzowała w jej żyłach.
Bieg. Krzyk. Zamęt. Chaos.
 Chłopak podniósł ją zręcznie i biegli jeszcze szybciej. Czuła się, jakby wystawiła głowę, przez szybę pędzącego samochodu. Skręcili tak gwałtownie w jeden z korytarzy, że dziewczynę odrzuciło, ale on trzymał ją ciasno. Miała wrażenie, jakby jej wnętrzności splątały się w jeden wielki supeł. Dziko dopadli jedne z drzwi, a Jacob wpisywał tak szybko kod, że nie było widać jego palców.
I nic.
Przerażona twarz chłopaka wystarczyła, żeby Nikol wiedziała, że coś jest nie tak. Znów gwałtownie ruszył przed siebie trzymając w ramionach brunetkę. Wpadł na następne drzwi z kodem i stało się to samo, co z poprzednimi. Tak przerażonego, Nikol go nigdy w życiu nie widziała. W oczach miał szał, a z czoła lał się pot.
Skręcili w drzwi bez kodu. Zobaczyła, że mężczyźni zatrzymali się i uśmiechnęli złowrogo, jakby wygrali ten maraton.
O co chodzi?
Chciała to powiedzieć przyjacielowi, ale nie było czasu. Znaleźli się w zupełnie pustym pomieszczeniu z jedną stalową ścianą. Na końcu pokoju znajdowały się metalowe, ciężkie drzwi. Ich cel. Jacob puścił Nikol i sam dobiegł do nich, a następnie stanął jak wryty. Wyglądał jak słup soli z rozpostartymi oczami i otwartymi ustami.
Co się dzieje…
 Nikol chciała się odezwać, ale przerwał jej czytnik, który nie wyglądał jak poprzednie. Bardziej przypominał bardzo dziwny, wbudowany tablet. Z urządzenia wydobył się pisk i zaczęło, jak drukarka, skanować ich.
O nie...Usłyszała szept wydobywający się z  ust Jacoba
– Jacob, o co chodzi? Powiesz mi co się dzieje! – krzyknęła piskliwym głosem, zaciskając pięści. Nie miała pojęcia co się dzieje, dlaczego on się tak zachowuje, jakby wydano mu wyrok śmierci.
O nie...
 Spojrzała na niego i po tym spojrzeniu wiedziała, że zaraz wydarzy się coś bardzo, bardzo złego. A może nawet spełni się jej myśl.
Gdy zostali zeskanowani od góry do dołu usłyszeli głośny szczęk, jakby otwierały się olbrzymie, stalowe drzwi. Dziewczynę ogarnęła nadzieja i euforia, że może jednak im się udało, ale to nie one były źródłem dźwięku. Podeszła do chłopaka i złapała go za rękę, ale on tego nie zauważył. Z niedowierzaniem wpatrywał się w ogromną, stalową ścianę. Dziewczyna poczuła się jakby dostała klaustrofobii. Miała wrażenie jakby ściany zaczęły coraz szybciej się do niej zbliżać.
A raczej jedna.
Nie miała jednak tylko wrażenia, gdyż to działo się naprawdę. Czuła, jakby została pozbawiona kręgosłupa. Fala drgawek owładnęła jej ciałem. Żołądek podszedł jej do gardła. W środku zdawała się pusta, a jej głowa nie umiała skleić żadnej myśli. Zaczęła krzyczeć, jak jeszcze nigdy.
Przepraszam...szepną Jacob.
Zacisnęła czy, oczekując miażdżącego cierpienia. Ból przeszył jej ciało jak prąd, nie mogła wziąć głębokiego oddechu. Ściana zatrzymała się, jednak ścisnęła ich niebezpiecznie. Czuła ból w piersiach i brzuchu. Ucisk był tak silny, że gdy łapała tlen, płuca przylegały do żeber, powodując cierpienie. Łzy leciały jej jak grochy, chociaż sama nie miała pojęcia z jakiego powodu. Szczęścia. Strachu. Wydarzeń. Czy czegokolwiek innego. Po prostu ryczała, nie mogąc się opanować.
Była tak bardzo roztrzęsiona, a na dodatek nie miała pojęcia, co robić. Ściana dociskała jej klatkę piersiową blokując jej ruchy. Nie wiedziała czy dziękować Bogu, że żyje, czy to dopiero początek zabawy.
Nikol... Nic ci nie jest?Usłyszała troskę w roztrzęsionym głosie przyjaciela. Nie widziała go, ale wiedziała jak może wyglądać.
Żyje.wyłkała.
Dasz radę się przepchnąć?
 Zaczęła się wiercić i używając dużej siły, zdołała przejść jakieś pół metra. Poczuła piekące szczypanie na policzku, syknęła.
Co jest? Był tuż za nią.
Zdarłam policzek.Poczuła ciepłą, metaliczną ciecz na ustach.
Dasz radę. Wierzę w ciebie. – Dotknął jej nadgarstka.
 Wzięła płytki wdech i używając resztek sił ruszyła przed siebie, jęcząc przy każdym zarysowaniu skóry. Po kilku minutach znaleźli się przy metalowych drzwiach, które ich przed chwilą uwięziły. Gdy tak stali razem ściśnięci, skaner znów się włączył. Wyprostowali się przerażeni. Nie mieli już drogi ucieczki.  Nagle coś zapikało i usłyszeli szczęknięcie drzwi. Nikol znów trzęsła się jak nałogowa alkoholiczka, rozglądając się, jak ratować życie. Nie było to potrzebne.
Drzwi stanęły przed nimi otworem.
Spojrzeli po sobie nie wiedząc, czego się spodziewać tym razem. Jacob złapał jej dłoń i popchnął ciężkie wejście. Ujrzeli garaż, pełen niesamowitych, dziwnych pojazdów.
Jesteśmy uratowani. – powiedział z euforią. Spojrzał na nią, obdrapaną, z zaschniętą krwią na twarzy, z przerażeniem jak i ulgą w oczach. Z nadzieją. Opanowali się by nie skoczyć sobie do ramion, gdyż wiedzieli, że to jeszcze nie ten moment. Szczęśliwi ruszyli do białego samochodu, wartego miliony.
Był cały biały, a jego koła wyglądały, jakby były tylko narysowane, tam gdzie powinny być. Nie to zdawało się najdziwniejsze. W miejscu, gdzie znajdowała się  przednia szyba dalej ciągnęła się blacha z dachu. Nie, to nie była blacha, to jakby czarna osłona.
Lampy, długości ramion, świeciły dziwnie, za czystym blaskiem, gdy tylko podeszli. Nikol aż odskoczyła, wystraszona, ale chłopak ją uspokoił. Pokiwała głową i przyjrzała mu się jeszcze raz.
A drzwi?To te jakby czarnym flamastrem, namalowane dwie kreski na środku boku samochodu?
 Po bokach kanciasty a z przodu przechodzący w wygładzoną blachę, czy co to było.  Kształt auta był opływowy, stworzony do mknienia po autostradzie. Całość wydawała się dumna. Wyglądał, jakby lewitował nad ziemią.
 Gdy stanęli przed nim, drzwi się same, jakby rozpłynęły się w powietrzu ukazując ciemną tapicerkę i pełną technologii tablicę rozdzielczą. Dziewczyna była zachwycona.
Podziwiała wnętrze. Na szybie, która przypominała czarny ekran widziała, jakby przez kamer to, co działo się przed autem. W rogach przedniej szyby były nagrania tego, co się widniało obok pojazdu jak i za nim.
Deska rozdzielcza okazała się jedynym, wielkim telewizorem. Na samym środku, wielkimi liczbami odliczał się czas. Po bokach, tej dziwnej deski rozdzielczej, liczby, wyrazy, znaki. Dziewczyna wiedziała jednak, do czego służą i co oznaczają.
Siedzenia miał czarne. Nie wyglądały one jednak jak zwykłe siedzenia w samochodzie, gdyż przy każdym jej ruchu dopasowywały się do niej.
Była wyczerpana fizycznie jak i psychicznie. Gdy usiadła na tym wygodnym fotelu, miała ochotę położyć się i zapomnieć o tym koszmarnym dniu.
Dniu, a czuję jakby moja osiemnastka była takim odległym wspomnieniem.
  Położyła głowę na zagłówek.
Błagam wydostań mnie stąd. Zabierz mnie do domu. Nic nie mów, tylko jedź.    
Gdy tylko zamknęła oczy, usnęła. Ostatnie, co pamiętała to, to że Jacob coś mówił, a potem już spała. Nie miała pojęcia jak stamtąd się wydostali, ani co się działo wokoło. Dręczyły ją koszmary, dlatego zaznała wypoczynku za dobrze ani za długo. Gdy się obudziła, pędzili z bardzo dużą prędkością po autostradzie. Spojrzała na piękną, wymęczoną, podrapaną twarz chłopaka. Był skupiony i zamyślony. Odwrócił wzrok do niej a ona próbowała się uśmiechnąć, ale wyszło jeszcze gorzej.
Dziękuję. – wychrypiała.
Prawie cię zabiłem a ty mi dziękujesz? – Był zdenerwowany, zły na siebie, zły na wszystko co się wydarzyło. Cały plan wziął w łeb. O mało nie zabił Nikol, nie znalazł Niki i nie wiedział, co dalej.
Gdyby nie ty bym już dawno była martwa.powiedziała poważnie.
On nie zwracał na nią uwagi, był zapatrzony w jezdnię, ale poczuł jej dotyk na swojej dłoni, przez co przeszedł go dreszcz.
Siedzieli chwilę w ciszy. Odwróciła głowę w stronę okna. Patrzyła na rozmazany krajobraz. Odezwała się, wciąż patrząc w szybę.
Co mi groziło? Czy oni też są w niebezpieczeństwie? Wróciła myślami do obłąkanej twarzy przyjaciółki i jej słowach, gdy miała wychodzić z pomieszczenia, „Jesteś tu bezpieczna. Nie masz się, czego bać. Naprawdę. Jak by chcieli ci coś zrobić już dawno mieli szansę nie?”. Pomyślała o Rudej, która jej pomogła. O Julii i Zuzce. Jacob westchnął i zamknął oczy na moment.
Im nic nie będzie. Pobawią się trochę, wyciągnął parę informacji o twoim życiu i wszystkim, co z tobą związane, a na koniec odstawią do domu nim ktokolwiek zorientuje się o ich zniknięciu. Nimi się nie martw, martw się o siebie. Spojrzał na nią zaniepokojony. Jesteś w zagrożona. Pragną twojej śmierci, jak ludzie wygranej. – powiedział z obrzydzeniem Wzdrygnęła się. – Nie mogę ci za dużo powiedzieć. Przekaże tylko tyle, że przed nimi i nami broniła cię twoja matka. Nie dała cię w żadne ręce, mimo, że Szejn nachodził ją przez osiemnaście lat. Nie dała cię na szkolenie, bo wiedziała, że nie wyszłabyś z tego cało, po chociaż jednej misji. Nie dożyłabyś piątych urodzin. Twoja matka nie zgodziła się, aby cię wykorzystali do własnych celów. Gdyby cię zostawiła i przez nich złamałabyś prawo, to by było z tobą bardzo, ale to bardzo źle.  – Cały czas wpatrywał się w przednią szybę. Nikol trawiła te wszystkie informacje.
 Ludzie, których widzę pierwszy raz w życiu, chcą mnie zabić.
Ludzie, którzy mi pomogli, chcą mnie tak wykorzystać, że tego nie przeżyję.
Mój przyjaciel, mój Jacob, którego znam od maleńkości, mówi mi, że pracuje w jakimś gangu? Grupie przestępczej? Wywiozą mnie na narządy? Do okradania banku czy sklepów jubilerskich?

Nic nie wiem, ale z tego co wychodzi nigdzie nie jestem bezpieczna. Nigdzie. Nika mówiła, że tamci mi nic nie zrobią. Nie wiem. Już nic nie wiem. Chłopak, który mnie uratował, mówił mi, że każdy pragnie mojej śmierci? To, kim ja do cholery jestem? Co ja do zakichanej nędzy zrobiłam, że aż chcą mnie zabić?! Co to za ludzie? Nie mogę nikomu ufać. Tylko samej sobie. Nikomu, a zwłaszcza jemu.

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 4

Ostre światło znów paliło ją  w oczy, więc przysłoniła je ręką. Leżała. Nie miała pojęcia, gdzie i jak się tam dostała. Ktoś nad nią pochylał. 
Ruda.
Niedługo tu po ciebie wrócę. Masz się stąd nie ruszać. – wyszetała szybko i złapała biały fartuch, a następnie założyła go. Nikol nie zauważyła, gdzie zniknęła. Jęknęła boleśnie, gdy przechyliła głowę.
Próbowała sobie coś przypomnieć, ale w jej pamięci była jedna wielka biała plama, która nie dała odkryć, co było za nią. Podniosła się na ramionach, by chociaż dowiedzieć się, gdzie jest.
Przynajmniej wiem, jak się nazywam. Może aż tak źle nie jest.
Westchnęła i złapała się za pulsujący mózg. Nie odczuwała bólu w żadnym miejscu, poza głową. Pomimo, że rozejrzała się po pomieszczeniu nie kojarzyła go. Nie był to miejscowy szpital w jej miasteczku. Ściany także olśniewały bielą, ale w pokoju nie znajdowało się nic poza jej łóżkiem o wyższym standardzie niż fundowanym przez NFZ.
Dlaczego nie pamiętam co się stało?
 W momencie, gdy chciała wstać z łóżka przyszła do niej bardzo wysoka, przepiękna kobieta. Jej grube włosy zebrane w kok niesamowicie kontrastowały z dziwnie ciemnymi oczami. Nikol wydawała się podobna do niej, tak jak do Niki czy Jacoba, a także i Rudej.
Czemu? Zawsze wyróżnialiśmy się na tle innych, a ostatnio wydaje mi się, że jestem przeciętna.
Widzę, że śpiąca królewna się obudziła  uśmiechnęła się promiennie, a jej uśmiech także wywoływał w niej uczucie spokoju i zaufania, lecz coś jej w niej nie pasowało.
Kobieta ustała koło łóżka Nikol i ze skupieniem wpatrywała się w nią, nie wykonując przy tym żadnych czynności, anie nie zadając pytań. Po prostu wydawało jej się, jakby analizowała ją. Zdezorientowana nastolatka poczuła skrępowanie, dlatego zaczęła się wiercić.
Obłąkało ją? Wiedziałam, że jestem wariatką, ale nie w takim stopniu żeby zamykać mnie w jakimś ośrodku!
Nikol nie mając nic innego do roboty przyglądała się jej, czekając aż ta coś powie, ale gdy skończyła swoją czynność, jak gdyby nigdy nic wzięła się za mierzenie jej ciśnienia. Wydawał jej się to dobry pomysł na zadawanie pytań.
Dlaczego niczego nie pamiętam? – zapytała w końcu. Czuła się bardzo dziwnie, nie wiedząc, co się stało. Pamiętała tylko odczucia. Najpierw frajdę, potem panikę i następnie niezrozumiały spokój. Nie mogła tego wszystkiego zrozumieć. Zapamiętała tylko jeden obraz. Kojarzył jej się z lustrem, światłem.
– Szok po urazowy. Chciałaś popełnić samobójstwo. – Popatrzyła jej w oczy wymawiając ostatnie zdanie. Nikol wciągnęła powietrze i pokiwała głową nieobecna. Nadal nic nie pamiętała, a nawet nie przypomniało jej się żadne wydarzenie.
Dlaczego? Dlaczego to zrobiłam? Co się stało?
Ile spałam? – Przełknęła ślinę, obawiając się, że może zapadła w jakąś śpiączkę i wybudziła się po kilku latach, przesypiając najlepszy okres swojego życia.
Miesiąc. – Nikol zamrugała. Potem jeszcze raz i jeszcze raz. Serce jej przyspieszyło.
Miesiąc? Miesiąc wyjęty z życia?! Miesiąc szkoły, miesiąc miłości, miesiąc zabaw?
Zaczęła panikować.
            – Uspokój się, bo podam ci leki. Połóż się i odpoczywaj. Dużo przeżyłaś w ciągu tych kilku minut. Nie wstawaj z łóżka i ani mi się waż wychodzić. Lekarz nakazał ci się nie przemęczać. – Pogroziła palcem i posłała jej radosny uśmiech. Nikol nie było do radości.
            Miesiąc. Miesiąc. Miesiąc, bo odechciało mi się żyć. Dlaczego? Jak?
            Chciała zasypać pielęgniarkę pytaniami, ale ona przyłożyła palec do ust, a następnie pokazała, że ma iść spać, po czym wyszła. Dziewczyna runęła na łóżko.
            Miesiąc. Ale może lepiej niż rok? Żebym chociaż cokolwiek pamiętała, byłoby mi łatwiej.
            Nie miała czasu, by tępo patrzeć w sufit, gdyż nie została na długo sama. Do pomieszczenia zaraz wślizgnęła się ruda lekarka, która leczyła ją po spotkaniu z Ninją.
            Jeśli coś takiego w ogóle było.
            Nikol usiadła i chciała się odezwać, ale ona przyłożyła palec do ust i wskazała, że ma nic nie mówić. Posłuchała się jej. Przyczłapała szybko do jej łóżka, kładąc na nim jakieś ubrania i biały fartuch. Dziewczyna zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc sytuacji.
            – O… – zaczęła, ale ta znów kazała jej się uciszyć.
            – Wszystko ci opowiem, ale nie jest to najlepszy moment. Na razie musisz wiedzieć tylko tyle, że zostałaś porwana. Nie wiem czy pamiętasz napad, ale nie jest na to czas. Wszystko ci się przypomni, ale teraz musimy uciekać. Szybko się przebierz. Mam minutę. – szeptała tak cicho, że momentami Nikol jej nie słyszała, ale wiedziała o co chodzi. Zapała się za włosy, kiwając przecząco. Nic nie rozumiała.
            Jakie porwanie? Jaki napad? Chciałam popełnić samobójstwo! Miesiąc byłam w śpiączce! O czym do cholery ona mówi!
            Nagle jakby dostała obuchem w głowę. Wspomnienia zaczęły zalewać ją obrazami, powodując falę kolorów, dźwięków i niezrozumiałego przesłania.
            Osiemnastka. Wyjście. Dresy. Jacob. Nika. Zuza. Julia. Napad. Nuż. Błyszczące, lustrzane samochody. Postrzały. Porwanie.
            – Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie! – zaczęła krzyczeć.
Ruda szybko złapała ją i zasłoniła jej usta. Wystraszona spoglądała na drzwi, szepcząc jej do ucha.
            – Żyją. Oni żyją. Nie bój się, ale jeśli ty chcesz także musisz się mnie słuchać. Chcesz wrócić do domu czy nie?
 Nikol powoli uspokajała się, ale nadal przez jej ciało przechodziły dreszcze. Pokiwała twierdząco głową. Kobieta stwierdziła, że już nie sprawa zagrożenia dla nich obu, więc puściła ją. Wzięła rzeczy i wepchnęła jej w dłonie.
            – A teraz bierz to i spadamy. – rozkazała.
            Dziewczyna już miała się odwrócić, gdy zapytała tak szybko, by tamta nie mogła jej przerwać.
            – Czy oni tu są? – Widać było, że Ruda chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią, ale gdy ta spojrzała na nią tymi wielkimi oczami, trzymając tak niewinnie przekazane rzeczy, nie mogła skłamać. Zagryzła wargę i powoli pokiwała głową. Nikol nabrała powietrzy, by pytać dalej, ale ta uniosła palec uciszając ją.
            – Chcesz żyć, czy nie? – Jej poważne, srogie spojrzenie zadziało i dziewczyna odwróciła się, by ściągnąć z siebie dziwną, luźną sukienkę zapinaną na suwak z przodu.
            –  Ile tu jestem? – zapytała w czasie ubierania.
            – Dzień.
            Nikol wyprostowała się.
            Dzień? A co z moją dziurą w brzuchu? Przecież to nie mogło się zaleczyć nawet najnowocześniejszą techniką medycyny w jeden dzień! On mnie przeszył! Rozciął moje wnętrzności! Powinnam nie żyć!
            – Wiele rzeczy nie wiesz.– Usłyszała. – Ale jeśli zaczniesz nad tym myśleć teraz, zginiesz nie tylko ty.


Znalazły się w dużym, okrągłym holu. Podłoga została wyłożona lśniącymi płytkami, a ściany odbijały światło od białych, szklanych płyt. Znajdowała się tam winda i wejście do rury, jak do tej na basenie oraz kilka mlecznych drzwi. Nie było tam ani żywej duszy. Włosy rudej kobiety silnie kontrastowały z otoczeniem.
Ruszyła ona przodem, mając nadzieję, że nastolatka idzie za nią, jednak Nikol stanęła. Tamta chyba zorientowała się, gdyż odwróciła się by sprawdzić.
            – Muszę ich zobaczyć. Musimy im pomóc. – panikowała dziewczyna.
            – Właśnie tam idziemy. – szepnęła już zdenerwowana.
            Złapała Nikol za rękę i pociągnęła ją do przeciwnych drzwi, wpychając ją do środka. Sama je cicho zamknęła, ale nie weszła razem z nią.
Nikol niepewnym krokiem ruszyła do przodu, cały czas przypatrując się Nice, która siedziała na takim samym łóżku jak ona wcześniej. Miała na sobie identyczną, luźną sukienkę. Nogi dziewczyny trzęsły się tak bardzo, że gdy tylko doszła do przyjaciółki upadła na kolana. Wzięła głęboki wdech i złapała ją za ciepłą dłoń. Pasemko grzywki założyła za ucho i uśmiechnęła się do niej, ta jej odpowiedziała tym samym. Nie był to jednak ciepły, prawdziwy uśmiech, a bardziej jak zwykłe, uniesione kąciki ust. Nikol zapłakała cicho, ale szybko otarła rękawem białego fartucha łzy, próbując się uspokoić. Niepokoiło jej to, że blondynka nie zachowywała się naturalnie, normalnie. Wyglądała ze swoją spuszczoną głową, jakby nabrała zbyt dużo środków uspokajających. Jej łagodny wyraz twarzy jej nie pasował, taki pogodny, spokojny, zrelaksowany. Nikol spojrzała w tak znane jej oczy, głaszcząc jej dłoń. Nie były one tak jak zawsze szalone, pełne życia, tylko wyrafinowane, bez tego błysku.
Skarbie, co oni ci zrobili? Myszko, przepraszam, tak bardzo cię przepraszam.
Przepraszam, że cię zawiodłam. – wyszeptała. – Przepraszam. – Pocałowała jej rękę, za którą ją cały czas trzymała. Zdezorientowana Nika popatrzyła na Nikol, jak na dziecko, które ma nie równo pod sufitem. Brunetka chciała krzyczeć. Chciała uciekać od tego, ale nie miała gdzie. Chciała zabrać ją do domu, gdzie byłyby bezpieczne.
Czemu mnie przepraszasz? Nie masz za co. Wszystko jest w porządku. Czuję się bardzo dobrze. Lekko. Jak bym mogła latać. – westchnęła.
 Jej głos był leciutki, melodyjny, spokojny. Nie pełen radości, marzeń i tego, co miała tylko Nika. Zachowywała się, jak po jakiś psychotropach.  Nikol się to bardzo nie podobało.
 Nika... – szepnęła, dławiąc się łzami. – Wydostanę cię stąd rozumiesz? Ciebie i Zuze, i Julię, i Jacoba, wszystkich. Nie zostawię was. Obiecuję. Tu jest niebezpiecznie. Oni są źli. – rozejrzała się.
Próbowała się nie załamywać, ale ciężko jej to szło. Cały czas nie mogła się opanować. Czekała, aż Ruda po nie wróci i będą mogły stąd uciec. Wzięła drżący oddech i wypuściła powoli ciężkie powietrze.
Kochanie, posłuchaj mnie. – Nika popatrzyła na nią, nadal nieobecna. Nikol złapała ją za podbródek i uniosła tak, by ani na chwilę nie zerwać kontaktu wzrokowego. – Wiesz. Gdzie. Jest. Jacob? – mówiła powoli, by dziewczyna ją dobrze zrozumiała. Ona natomiast pokręciła przecząco głową. Nikol zaklęła pod nosem. Westchnęła i zaczęła się podnosić, kiedy blondynka odezwała się niespodziewanie.
Jesteś tu bezpieczna. Nie masz się, czego bać. Naprawdę. Jak by chcieli ci coś zrobić już dawno mieli szansę, nie? – Nikol odwróciła się zdezorientowana.
Nie zdziwiło jej to, że się odezwała, tylko sposób w jaki to mówiła. Była przekonana. Nie mówiła już głosem rozwianych, spokojnym, tylko stanowczym i pewnym. Brunetka zamrugała i popatrzyła na przyjaciółkę zastanawiając się, czy ona wiedziała co właśnie powiedziała. Uśmiechnęła się do niej i chciała jej wytłumaczyć, że wcale tak nie jest, gdy w tym momencie do pomieszczenia wpadła Ruda.
            – Szybko, idziemy. – Podbiega do niej  szarpnęła ją za rękę, prowadząc do wyjścia, ale Nikol zaczęła się szarpać. – Uspokój się. Im nie chodzi o nich. Chcą ciebie. Nic im nie zrobią. – powiedziała poważnym, stanowczym głosem. Nikol przez chwilę się zawahała. Odwróciła się na przyjaciółkę, a następnie na kobietę.
            – Zaufaj mi. – szepnęła cicho. Dziewczyna ostatni raz obejrzała się, ale kiwnęła głową niepewna. Wyszły, a ona cały czas miała w głowie obraz przyjaciółki.
Gdzie jest Jacob? – zapytała cicho, gdy weszły do windy.  Ruda kliknęła guzik i zaczęły zjeżdżać na dół.
            – W bezpiecznym miejscu. To on nam pomoże. Ja doprowadzę cię do wyjścia, on zawiezie cię na miejsce. Mamy dwadzieścia sekund zanim winda zjedzie na dół i się otworzy. Wtedy musimy zagrać niezły teatrzyk. Zrozumiałaś? – Nikol poczuła ulgę, że chłopakowi nic nie jest, a nawet pojedzie z nią, jednak cały czas bała się o dziewczyny, które zostaną.
            – Ale wydostaniesz potem je, prawda? – Zagryzła mocno zęby oczekując odpowiedzi. Kobieta przytaknęła.
            – Oczywiście. 
            Chociaż tyle.
A teraz mnie posłuchaj. Nie krzycz, bo narobisz sobie problemów jak i mnie. Nie jesteś tu bezpieczna. Jesteś cały czas nas będą obserwować, dlatego musisz zachowywać się naturalnie. Zrobiłam tyle, ile dałam radę, ale nie wiem na ile to starczy, dlatego ty także musisz się przyłożyć, jeśli mamy z tego wyjść cało. – Szybko zerknęła na liczbę poziomów i mówiła dalej. – Albo będziesz ze mną współpracować, albo nie. Wiedz, że to bardzo niebezpieczni ludzie. Złapała ją za dłoń i ścisnęła, by dać jej trochę otuchy. – I przestań się trząść, to nie pomoże. – skarciła ją. Kiwnęła. – Pięć sekund. – mruknęła.
Łatwo mówić, trudniej zrobić. Jak mam się nie bać, gdy jeden mój zły krok, a mogę zagrozić nie tylko sobie?!
Wzięła kilka wdechów, by móc się opanować. Chodź trochę. Cały czas niepokoiła się o przyjaciół, którzy zostali na górze. Kobieta złapała ją za ramię.
Co jeśli coś im zrobią? Ukarzą za to, że ja uciekłam? Dlaczego?
Drzwi windy otworzyły się. Na parterze czekało na nich trzech wysokich mężczyzn w czarnych garniturach. Dziewczynie wydawało się, że Jacob był wysoki ze swoim dwa dwadzieścia, ale oni nie dość, że przerastali go w barach, to na dodatek mieli z dziesięć centymetrów więcej. Żołądek Nikol wykonał fikołka. Chciała się wyrwać z uścisku i biec, byleby jak najdalej. Wpatrywali się w nie z nieufnością i natarczywością skupiając głównie uwagę na ich oczach. Odpowiedziały im tym samym. Zwłaszcza Ruda.
Właśnie.
Dały krok naprzód i coś się zmieniło. Ich spojrzenia. Jeden z mężczyzn coś wymamrotał do drugiego, a uścisk na ramieniu Nikol przybrał na sile. Zdezorientowana i nieświadoma sytuacji dziewczyna patrzyła to na swoją towarzyszkę, to na mężczyzn. Nie wiedziała, w którym momencie uścisk kobiety zelżał. Usłyszała łupnięcie i spojrzała na leżącą i wijącą się z bólu towarzyszkę.
Wiej!! wykrztusiła w jej stronę resztkami sił.
Automatycznie szybkim sprintem Nikol ruszyła przed siebie. Tak szybko jeszcze nigdy nie biegła. Lodowaty dreszcz przerażenia przeszedł wzdłuż jej ciała. Odwróciła się i zauważyła tuż za sobą tą samą osobę, która wpatrywała się w nią przed upadkiem Rudej, której nie było już na ziemi, lecz oprawca był tuż za nią. Mimowolnie zaczęła krzyczeć.
Błąd.
Przestała myśleć. Otoczenie widziała jakby przez mgłę. Gwałtownie rzuciła się w stronę pierwszych lepszych drzwi.
Znalazła się w ogromnym pomieszczeniu z wysokim sufitem i basenami. Wszyscy obecni wpatrywali się na nią zdezorientowani. Rozejrzała się szybko i dała nura pod wodę. Ciepła ciecz otrzeźwiła umysł dziewczyny. Szok zabrał otępienie, a dał jasność myślenia. Usłyszała trzask drzwi. Szybko popłynęła za najbliższą ściankę basenu, tak aby osoba wchodząca do pomieszczenia nie widziała jej. Przez wodę zauważyła ciemną rozmazaną postać rozglądającą się po wszystkich. Podpłynęła pod samo dno, a ciśnienie zakało jej uszy.
Woda była tak głęboka, że mogłaby spokojnie ustać na dnie, a i tak musiałaby wytężyć siły aby się spod niej wydostać. Widziała ciała pływające  nad nią. W tym basenie nie było wielu ludzi zważając na jej głębokość.

 Czuła jak odpływają z niej wszystkie siły. Czuła jakby jej płuca wcisnęły się, a oczy chciały wyjść z orbit. Nie czuła jednak żadnego przerażenia. Tylko spokój. Płuca błagały o tlen, ale nie mogła wyjść z ukrycia. Widziała czarne plamy. Patrzyła nieprzytomnie w górę. Chciała wyjść na powierzchnię i zaczerpnąć choć trochę powietrza, lecz nie mogła. Ciało odmawiało posłuszeństwa, a wyczerpanie dnia dało się we znaki. Popatrzyła nieprzytomnie na bąbelki wydostające się z jej buzi. Nie wytrzymała i otworzyła usta zaciągając do płuc wodę. Nie mogła oddychać. Zaczęła się krztusić. Ciemność nastawała jej przed oczami. Przymknęła je ospale. Gdzieś w oddali usłyszała lekki plusk. Jej ciemne włosy były unoszone przez wodę. Uśmiechnęła się. Zamknęła ciężkie powieki. Poczuła delikatny, jak uderzenie skrzydła motyla, dotyk. Płynęła w daleką nicość. Nie potrzebowała oddechu. Nie był jej potrzebny.