poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 3

            Nikol otworzyła oczy, lecz na początku nie mogła złapać ostrości. Po jakimś czasie wzrok w końcu przyzwyczaił się do palącej bieli. Jej głowa nadal pozostała ciężka, jak po przebyciu gorączki. Uniosła ręce, by przyjrzeć się kroplówce wbitej w zgięcie przedramienia. Westchnęła i wróciła do leżenia.
Zaraz…
Szybko znów przyjrzała się swojej ręce, a konkretnie dłoni. Czegoś jej tam brakowało. Przeszukała pamięć, przez co napłynął jej obraz walki z Ninją.
Matko, jak to brzmi...
Zmarszczyła brwi i doznała szoku. Owładnęła ją panika. Oddech jej przyspieszył. Szybko podniosła się i usiadła na łóżku szpitalnym. Jeszcze raz zerknęła na dłoń bez zakrwawionego bandaża i ani jednej blizny.
Ile spałam? Który dzisiaj? Który miesiąc?!
Słyszała gdzieś z boku, jak urządzenie coraz szybciej pikało. Gdy ogarnęła ją histeria, do pomieszczenia weszła kobieta w białym fartuchu, o tak rudych włosach, że aż raziły. Jej twarz była idealna, a w zielonych oczy o tak samo intensywny kolorze jak Nikol,  bił spokój. Dziewczyna sama nie wiedziała czemu, ale czuła się przy niej bezpiecznie. Z powrotem położyła się i czekała na to, co powie lekarka.
Lekarka? Ona może mieć maksymalnie dwadzieścia siedem lat.
– Witaj Nikol, jestem tu po to, żeby ci pomóc. – odezwała się melodyjnym głosem, który był bardzo przyjemny dla ucha.
– Gdzie ja jestem? Który dziś dzień? – zapytała szybko, gdyż bardzo zależało jej na tych informacjach. Gdy czekała na odpowiedź zerknęła na idealnie wygojoną dłoń. Ruda uśmiechnęła się przyjemnie i podniosła kartki, by spojrzeć w jej kartę.
– Środa, a ty jesteś u nas od jakiejś godziny, więc nic się nie zmieniło. –  Czytała. – Znajdujesz się w szpitalu, aniołku.
Godzinę. Jestem tu godzinę. Czyli nie miałam zranionej ręki? Nie było Ninji?
– Co się stało? – zapytała pomiędzy przerwą jednej myśli a drugą. Pokręciła głową, nic jej nie pasowało do tego, co wiedziała.
– Trafiłaś do nas z migreną, ale na szczęście wszystko jest w porządku. Musisz też odstawić leki, które przyjmowałaś przez ostatnie kilka lat. Już nie są ci potrzebne. Twoja mama właśnie podpisuje wypis i możesz iść do domu.
Odstawić leki? Te leki przez które widziałam Ninje? Przecież dopiero co obiecałam je przyjmować!
Nikol nie zauważyła kiedy lekarka wyszła, a zastąpiła ją Maylena z pielęgniarką. Kobieta miała szarą, zmęczoną twarz. Widać było, że ta godzina dała jej ostro w kość. Gdy pielęgniarka zdjęła dziewczynie wenflon i przylepce, wyszła. Nikol zastanawiała się, dlaczego miała podłączoną aparaturę, skoro to była zwykła migrena, ale szybko odepchnęła tą myśl.
– Chodź, idziemy do domu. – Matka wyciągnęła do niej rękę.
Nikol spuściła nogi z łóżka, przez co trochę zakręciło jej się w głowie, lecz zaraz wszystko wróciło do normy.
Więcej nie wspominała na temat Ninji, ani zaleczonej dłoni, która może wcale nie była skaleczona. Wolała, żeby nie myśleli o niej jak o wariatce.

*
            Osiemnastka Nikol trwała w najlepsze. Ludzie się bawili, inni zaliczali zgony w ubikacjach, a jeszcze inni wymieniali się potem na parkiecie lub przy barze upijali jeden drugiego. To ostatnie liczy się do Niki, przyjaciółki Nikol, która po wypiciu takiej ilości alkoholu powinna być obrzygana i spać gdzieś pod płotem, natomiast wyglądała jakby tylko trochę szumiało jej w głowie. Miała zarumienioną twarz i lepszy humor niż zwykle. Złapała nowe ofiary jakimi były dwie szatynki – koleżanki z ich klasy. Całą paczką, czyli jubilatka z Jacobem i Niką oraz nowymi ofiarami dziewczyny, siedzieli przy barze. Nikol popijała leniwie drinka, przysłuchując się opowieściom Zuzy i Juli, które kolegowały się z nią od przedszkola. Dziewczyna tylko kręciła głową i wybuchała śmiechem na jakieś wspomnienie, a czasami odchodziła na parkiet, bo nie mogła się temu przysłuchiwać. 
            – A pamiętasz, Julia – Zuza o mało nie udusiła się od śmiechu. Musiała sobie zrobić chwilę przerwy, bo zabrakło jej powietrza.
            – Spokojnie, spokojnie, bo się tu nam udusisz. – Poklepała ją po plecach Nika, chichocząc na jej zachowanie.
            – Julcia, skarbie ty moje, pamiętasz swój ulubiony przysmak? Gniecione mrówki ze zjeżdżalni, która stała na mrowisku? – Dziewczyna, która niczym nie dorównywała Nikol czy Nice, przyłożyła palce do ust i cmoknęła. – Delicje! Aż się głodna zrobiłam. – Bar znów omiotły salwy śmiechu.
            – Oho, Julia, może ci pomóc trawić do kibla? – zapytała blond piękność, łapiąc koleżankę za ramię, gdyż ta leciała na blat.
Jej kolor twarzy się zmienił, dlatego Nika szybko zeskoczyła z stołka barowego i złapała ją pod pachę. Wyglądało to komicznie, gdyż ona prawie ją unosiła w powietrzu przy swoich dwustu dwunastu centymetrach, a metr sześćdziesięciu sześciu dziewczyny. Pomimo wysokich obcasów, które dołożyły Nice dodatkowe dziesięć centymetrów, trzymała się stabilnie.
            – Chodź Jul, tylko błagam nie na buty! – pisnęła mając przed czami swoje nowe szpilki w pozostałościach obiadu koleżanki zmieszanej z kolorową wódką.
            – To się nam dziewczyna zaprawiła – powiedziała bardziej do siebie niż do reszty Zuza.
            – Dziwisz się? Z Niką nawet największy gangster by nie wygrał, a ona potem zrobiłaby jaskółkę. – Jacob pokręcił ze śmiechem głową.
Był z tą mocną głową blisko, tak jak Nikol, ale nie tak, jak właśnie z jubilatką. Wzrokiem wyszukał ją w tłumie bawiących się gości, której połowy nawet nie kojarzył z widzenia. Niestety nie dostrzegł jej ponad nimi, więc stwierdził, że musiała wyjść się przewietrzyć. Czasami przydawał się ten ich gigantyzm. Jednym łykiem dopił swojego drinka i zaczął się przepychać do wyjścia.
Nie pomylił się. Stała oparta o ścianę budynku z odchyloną głową i zamkniętymi oczami. Nie wystraszyła się, gdy podszedł do niej, bo bardzo dobrze wiedziała kto to. Jego wzrok jeździł z jej upiętych włosów, potem na odkryte ramiona, następnie na obcisłą, czarną sukienkę z miękkiego materiału, która jeszcze bardziej podkreślała jej idealną figurę. Aż westchnął, gdy zlustrował jej chude, na dodatek długie nogi odziane w czarne szpilki z wiązaniami na kostkach.
– Przestań się na mnie gapić. – powiedziała, nadal mając zamknięte oczy. Parsknął.
– Ja się nie gapię tylko podziwiam widoki. – Podszedł do niej i oparł się obok. – Jak tam impreza? Tak jak chciałaś?
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, przez co on też się uśmiechnął.
– Tak, jest idealnie. Nika upija mi gości, Zuza wypomina moje dojrzałe błędy życiowe, a ty jak zwykle robisz mi za ochroniarza, gdy zniknę na dwie sekundy z oczu.
– Wypraszam sobie. – Złapał się na klatkę piersiową, jakby został urażony. – Mogę pójdź, jeśli nie jestem mile widziany w tym towarzystwie. – Odwrócił się, ale ona chwyciła go za rękę i popatrzyła mu w oczy.
– Zostań. – szepnęła.
Chłopak zamrugał i pozostał na swoim miejscu.
– Więc… – zaczął, przerywając ciszę. – Co jeszcze chcesz dziś zrobić? – Na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
– Chcę zwiać z własnej imprezy. Zbieraj dziewczyny i spadamy stąd. – Jacobowi spodobał się ten pomysł i szybko zniknął za drzwiami.

            – Więc gdzie idziemy? – zapytała Zuza, która robiła za podpórkę Julii.
            – Możemy iść na stare cmentarzysko pod górą Tantos. – powiedziała Nikol, którą niósł na barana Jacob, a w ręku miał jej niewygodne buty. To on wydawał się z nich wszystkich najbardziej trzeźwy.
            Propozycja Nikol spotkała się z jękami dziewczyn.
            – No gdzie! Przecież to jest jakieś trzy kilometry stąd, plus wejście pod górę! – marudziła Julia.
            – A co powiecie na ruiny hrabstwa Ga… Ga…
            – Galar. – Dokończyła za Jacoba Nika.
            – Blondi, jaki ty masz ładny akcencik! – zawołała zdumiona Nikol.
            – A dziękuję, dziękuje. – Nika pokłoniła się kilka razy. – A tak serio, to jest dobry pomysł, bo hrabstwo jest zaraz obok. – Wskazała kierunek.
            – No więc idziemy na imprezę do Galarów! – Pięść Zuzy wystrzeliła w górę. – Ech, Julia, teraz idziesz sama, moje ramię przez ciebie nigdy już nie będzie takie samo. – jęknęła rozmasowując obolałe miejsce.
Nikol także postanowiła iść o własnych nogach, ale buty nie wróciły na pierwotne miejsce. Krzyknęła cicho, gdy jej naga stopa spotkała się z zimną ziemią. Potem szli w ciszy, której nie mogły znieść przyjaciółki.
            – Julia?
            – Tak, Zuza?
            – Czemu idziemy tak te smęty? Zaśpiewajmy coś!
            – Give me love, give me love, give me loooove. – zaśpiewała Julia. Zuza nie pozostała jej dłużna. Razem stworzyły duet wyjców. Nikol owładnęło dziwne uczucie, ale nie miała pojęcia czemu. Patrzyła w ziemie, by nie potknąć się o nierówny chodnik.
– Nikol, ptak ci nasrał na włosy – powiedział ze śmiechem Jacob, wskazując na czubek głowy przyjaciółki.
            – Co?! – pisnęła dziewczyna, w panice łapiąc się za wskazane miejsce. Gdy jej palce nie napotkały żadnej podejrzanej substancji, wybuchły salwy śmiechu.  – Ha, ha – mruknęła sarkastycznie. Nikol zrobiło się jeszcze dziwniej, ale odepchnęła to od siebie.
Blondynka o wysokich kościach policzkowych i idealnej cerze bez skazy zawiesiła rękę na jej ramionach, przyciągając ją do siebie.
            – Oj, głuptasku, nie foszkuj się już. Musimy mieć…
            – Kozła ofiarnego. – Brunetka powiedziała sama do siebie. Nika zdziwiła się.
            – Skąd wiedziałaś? – Nikol wzruszyła ramionami.
            – Mam dziwne Déjà vu. – mruknęła, ale ta wypowiedź znów jakby nie miała trafić do odbiorców. Nika parsknęła.
 Pocałowała ją w policzek, chwiejąc się na wysokich obcasach.
Dwie dziewczyny, które wyglądały karłowato przy tej wielgachnej trójce, szły z przodu, myląc słowa piosenki i wydzierając się na całą okolicę. Jacob zastanawiał się, jak to możliwe, że jeszcze nikt nie wezwał policji, jako że na zegarku dochodziła dwunasta.
            – Och, Julia, Zuzka, zamknijcie w końcu te paszcze, bo… – Nikol zamrugała. Coś jej w tym wszystkim nie pasowało. Nie mogła skojarzyć dlaczego. Wiedziała, że za chwilę Zuza i Julia będą śpiewały jeszcze głośniej.
– Give me love, give me love, give me loooooove. Give me looooooove, oh give me loooooove… – Nie myliła się.
            – Nikol – zaczęła Nika. – Będziemy gorsze? Pokażmy im, jak się śpiewa! Oh give me looo…
            Brunetka uniosła rękę i zakryła usta blondynce, przewracając przy tym oczami.
            – Jeszcze tego by mi brakowało, żebyś ty mi do ucha się darła. Fuuuu!!! – krzyknęła z obrzydzeniem, gdy przyjaciółka zaczęła lizać ją po dłoni. Natychmiast ją puściła, ale ta nadal trzymała rękę zawieszoną na jej ramieniu. Niebieskooka chciała wytrzeć obślinioną skórę o jeansy Niki, ale zatrzymała się w pół ruchu i zdziwiona przypatrzyła jej się dokładniej. Zaczęła panikować. Zatrzymała się gwałtownie, co zauważyli pozostali.
            – Nikol, co ci jest?
            Dziewczyna kręciła głową. Jej oddech przyspieszył, a serce waliło jak oszalałe.
            Ja wiem. Ja wiem. Ja wiem, co się zaraz wydarzy.
            – Źle się czuję, wracajmy… – powiedziała słabo, jednocześnie wypatrując, czy oni się pojawią. Na jej nieszczęście – nie myliła się.
            Najpierw wyrosły przed nimi dwie ciemne sylwetki. Nastolatkowie nie zwrócili uwagi na tak mało ważny szczegół, a już na pewno się nim nie przejęli. Nikol natomiast zachowywała się jak oszalała. 
            – Wracajmy. Wracajmy! – zaczęła krzyczeć.
Nikt nie wiedział, czemu ona się tak zachowuje, ale jak ma im powiedzieć, że za chwilę wydarzy się coś bardzo złego? Nie uwierzyliby. Żadna osoba nie ruszyła się w stronę powrotną, natomiast Jacob podszedł do niej i złapał ją za ramiona, a następnie potrząsnął.
            Potem rozległy się krzyki, i to donośne – tych już nie zignorowali. Wszyscy się odwrócili.
            – Cześć, dziewczyny, dokąd się wybieracie? – wrzeszczeli dwaj faceci z naprzeciwka. – Odprowadzimy was!
            – Tak, chyba do swojego łóżka lub najbliższego krzaka – szepnęła Nika do ucha Zuzy.
Nikol dostała drgawek. Zaczęła się wyrywać Jacobowi. Chłopak chyba wiedział, o co jej chodziło.
            – Będzie dobrze, nie dam cię skrzywdzić. – powiedział poważnie, patrząc jej w oczy. Nie podziałało. Po tych słowach odwrócił się w stronę przybyszy.
            Ty nie rozumiesz!
            – Nie, dziękujemy bardzo miłym dżentelmenom, ale mamy już swoją eskortę – odpowiedziała z przekąsem Julia, wskazując kciukiem przez ramię na Jacoba. Mężczyźni przez chwilę wydawali się niepewni, patrząc na ponad dwumetrowego chłopaka, ale nie zniechęcili się.
            – Będziemy o wiele lepszym towarzystwem.
            Nikol potrząsnęła ramieniem Jacoba, by powiedzieć mu co się wydarzy, ale on strzepnął jej rękę i posunął bliżej Niki. Do oczu dziewczyny napłynęły łzy przerażenia.
Gdy w końcu się zeszli i stanęli naprzeciwko siebie, facet w kapturze oblizał usta i dotknął biodra Zuzki. Dziewczyna błyskawicznie strzepnęła jego dłoń, jednocześnie odskakując w tył, w stronę wysokich koleżanek i chłopaka. Jacob wyszedł naprzód. Pochylił nisko głowę, by spojrzeć w twarze przybyszom.
            – Jakiś problem? – powiedział niskim głosem, łapiąc za bluzę jednego z nich. Ku zdziwieniu zielonookiego, brodacz nie odezwał się, za to na jego usta wkradł się uśmieszek wyższości. Jacob rechotał w duchu, bo przecież to on nad nim górował i na dodatek to ON unosił go kilka centymetrów nad ziemią.
            – Jacob… – usłyszał cichy głos Nikol.
Puścił brutalnie ubranie dresa, odpychając go przy tym, po czym odwrócił się, by spytać, o co chodzi – ale już sam wiedział. Wszystko działo się to samo co w śnie dziewczyny. Tu także dołączyli do dresów przyjaciele.
Za późno. Już jest za późno!
            – Czego chcecie? – Chłopak groźnie pokazał, że się ich nie boi i że nie są mile widziani w ich nowym stowarzyszeniu przyjaźni.
Nika zdawała się otrzeźwieć: stała już pewnie na nogach z podobnym, złowrogim wyrazem twarzy. Ona i Jacob wydawali się pewni siebie, zaś Nikol z dwiema szatynkami przysunęły się bliżej siebie, łapiąc jedna drugą, pilnując siebie nawzajem.
Zginiemy. Wszyscy zginiemy. A może to znów sen? Może znów mi się to wszystko śni, niczym powtórka serialu.
Jeden z dresów zrobił śmiały krok w stronę Nikol, co wyglądało śmiesznie, zważając na to, że dziewczyna przewyższała go o dziesięć centymetrów. On jednak nadrabiał brak wzrostu masą.
W oczach Jacoba zapłonęła furia. Chłopak niemalże warknął na mężczyznę. Doskoczył do niego w tej samej chwili, w której dres próbował objąć Nikol w pasie. Ta szarpnęła się, czując obcą rękę niebezpiecznie nisko na biodrze; Jacob zamachnął się, by wyprowadzić morderczy cios w twarz. Któraś z dziewczyn wrzasnęła przenikliwie, któryś z napastników zarechotał, wybuchło ogólne zamieszanie.
W trakcie szamotaniny Nikol znów nie wiedziała już, czyje ręce jej dotykają, kogo ona sama usiłuje odepchnąć, kto jest jej wrogiem, kto przyjacielem.
Znów. Znów. Znów wszystko to samo.
Jedynym wyraźnym, a nagłym i przeraźliwym doznaniem był ból – ból, który gwałtownie eksplodował w jej jamie brzusznej, ból związany bezpośrednio z nożem zagłębionym w jej ciele. Ból, któremu towarzyszył nieprzyjemny, chlupoczący dźwięk, ale tego nie usłyszała.
Osunęła się na kolana. Jej usta się otworzyły, a ona niemrawo wpatrywała się w dziurę w jej brzuchu. Dotknęła to miejsce dłońmi, które zaraz zostały pokryte czerwoną substancją. Rozejrzała się dookoła. Widziała, jak Nika dopadła jej na kolanach i próbowała zatamować krwawienie, cały czas do niej mówiąc, lecz słowa nie docierały do dziewczyny.
Nie usłyszała pisku opon i huku, spowodowanego wpadnięciem ciała na rozpędzony samochód. Świat zaszedł mgłą. A może było to oślepiające światło reflektorów?  Ktoś odciągnął od niej Nikę, która szamotała się jak oszalała, ale napastnik był o wiele silniejszy. Ktoś krzyczał. Ktoś płakał. Ktoś uciekła. Nic do niej nie dotarło. Nikol straciła podporę. Runęła na ziemię. Widziała biegnące stopy. Nie słyszała wystrzałów. Zamknęła oczy. Tylko na chwilę. Zrobiły się zbyt ciężkie. Gdy je otworzyła dalej leżała we własnej kałuży krwi.  Przed jej oczami ukazały twarze. Całe brudne, mokre twarze Juli i Zuzy, które leżały nieruchome na ziemi. Przechyliła lekko głowę, by zobaczyć ciemną, wielką postać. Wydawała jej się taka znajoma... Trzymała w dłoni połyskujący karabin, z którego najwidoczniej przed chwilą został oddany strzał do jednej z niskich przyjaciółek.
Wszystko się uspokoiło.

Nie mogła krzyczeć, nie mogła mówić. Mogła tylko unieść dłoń, za którą zaraz została podniesiona. Powieki znów jej opadły, ale nie przejmowała się tym. Znajdowała się w bardzo dobrze jej znanych ramionach, a następnie w ciepłym, miękkim pomieszczeniu. 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 2

          – Nikol, skarbie, wzięłaś już tabletki? – zawołała Maylena z kuchni do córki, która siedziała w salonie.
Dziewczyna nie odpowiedziała, ale na pewno usłyszała matkę, gdyż na parterze żaden pokój nie został oddzielony ścianami od reszty. Ciśnienie kobiety poszło w górę. Zacisnęła dłonie, ale zaraz je rozprostowała. Dosyć tego, pomyślała.
            – Nikol, do jasnej cholery, przestań udawać księżniczkę, bo od sprawy z ojcem jesteś tak nieznośna, że oddam cię na wychowanie! – krzyknęła zdenerwowana. Usłyszała parsknięcie, co jeszcze bardziej doprowadzało ją do szału.
            – Pozbądź się jeszcze ty mnie i będziesz zupełnie szczęśliwa. – Jej beznamiętny głos był jak dynamit, który powoli niszczył ścianę spokoju Mayleny. Kobieta wypuściła powietrze nosem i podeszła do córki. Zasłoniła jej ekran telewizora, a dłonie założyła na biodra.
            – Czy tak trudno ci odpowiedzieć na jedno, jedyne pytanie? Specjalnie do ciebie nic nie mówię, bo widzę, że nienawidzisz mnie, jak i ojca. – Nikol przełknęła gulę w gardle. Przekręciła głowę na bok, by nie patrzeć w oczy rodzicielki. – Martwię się i chcę tylko wiedzieć, czy wzięłaś tabletki. – Ukucnęła, by być na poziomie wzroku dziewczyny. Widziała w jej oczach łzy, ale udawała, że ich nie zauważyła, pomimo że działały na nią silnie i miała ochotę wyć razem z córką, chociaż z innego niż ona powodu.
            – Nikol... – zaczęła. Pochyliła głowę i zagryzła wargę.
            Dziewczyna podciągnęła nogi do klatki piersiowej i bardziej zaciągnęła rękawy bluzy na dłonie. Bawiła się nimi przez chwilę, po czym się odezwała.
            – Nie nienawidzę cię, ale tylko ciebie. – Spojrzała jej w oczy, a Maylena aż westchnęła, nie kontrolując tego. Zrobiło jej się o tyle lżej, że ręce same rozłożyły się do uścisku i ku zdziwieniu kobiety, córka zareagowała na nie, wtulając się.
            – Kocham cię, Nikol – szepnęła Maylena w jej ramię, przyciągając ją jeszcze bliżej. Wdychała do płuc tak dobrze znany jej zapach swojego dziecka, o które martwiła się w każdej minucie swojego życia.
            – Ja ciebie też – odszepnęła Nikol po krótkiej przerwie, ściskając ją mocniej. Maylena próbowała się powstrzymać, ale łzy same, bez jej zgody zaczęły płynąć po jej twarzy. Nie kontrolowała tego, ale nie zwracała na to uwagi. Pragnęła delektować się tym, że jednak ma córkę.
            – Mamo… – zaczęła niepewnie Nikol.
            – Tak? – Matka już wiedziała, że ta informacja jej się nie spodoba. Dziewczyna zaczęła kręcić kółka na jej plecach.
            – Bo no, ten… no – jąkała się. Zagryzła wargę. – Pytałaś o te tabletki. Jakoś się tak dziwnie złożyło, sama nie wiem jak, że od dwóch miesięcy ich nie biorę.
            Maylena delikatnie odczepiła córkę od siebie i odsunęła ją na wyciągnięcie ramion. Zamknęła oczy i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale się na  chwilę zawiesiła.
            – Ile, mówisz?  Bo chyba nie dosłyszałam.
            Nikol rozbawiona uniosła rękę do ust i zaczęła gryźć paznokieć.
            – Upss… – powiedziała niewinnie. No to teraz się zacznie armagedon.
            – Ups?! UPS?! Chcesz mi powiedzieć, że nie brałaś tabletek od dwóch miesięcy? Od DWÓCH miesięcy?! Czy ty wiesz, co ty robisz?! Ile ty masz lat, żeby mamusia musiała pilnować cię, żebyś wzięła lekarstwa?! O telefonie pamiętasz, ale o lekach już nie? – wrzeszczała wściekła kobieta, wymachując przy tym gwałtownie rękoma. – Nie wiesz, jakie są tego konsekwencje?!
            Nikol wzruszyła ramionami.
            – Kiedy ja czuję się świetnie, a nawet jeszcze lepiej niż wcześniej. – Wstała z podłogi i ruszyła na górę.
            – A ty gdzie się wybierasz, co? – krzyknęła za nią. – Jeszcze z tobą nie skończyłam!
            – A ja tak. Miłego dnia, mamusiu – zawołała ze schodów i ruszyła do swojego pokoju.
            Kobieta westchnęła i oparła głowę o kanapę, próbując się uspokoić. Jej wzrok przykuła karta, leżąca na stoliku do kawy. Złapała za nią i zorientowała się, że jest to wykaz ocen na półrocze Nikol. Zlustrowała wszystkie przedmioty i nie zauważyła niższych ocen niższych niż bardzo dobre, których i tak było mało, gdyż na kartce przeważały celujące.
–  Niby taka mądra, a taka głupia – powiedziała sama do siebie.


Nikol rozwaliła się na kanapie w salonie, przeglądając stare zdjęcia z telefonu. Nagle natknęła się na jedno, któremu poświęciła więcej uwagi niż reszcie. Było to zdjęcie zdjęcia, na którym widniała ona bez górnej jedynki, uśmiechająca się szeroko w czepku do pływania. Trzymał ją mężczyzna. Wzrok przykuwały jego oczy o takiej samej intensywności koloru jak jej. Pamiętała, gdy mama robiła im to zdjęcie. To wtedy po raz pierwszy ojciec pokazywał jej, jak się pływa. Tak samo uczył ją jeździć na rowerze, wspinać się na drzewo czy liter alfabetu, które znała już w wieku czterech lat. To on opowiadał jej bajki na dobranoc, to on całował rany, gdy otarła kolana, spadając z mebli.
Zrobiło jej się ciepło na sercu, a na twarzy przez chwilę pojawił się uśmiech. Dopóki nie przyszła rzeczywistość, która zwaliłaby ją z nóg, gdyby stała. Nikol czuła, jak pod nią tonie, ale już nie ma tatusia, który mógłby ją uratować. Była sama.
 I bardzo dobrze mi z tym. Jeszcze lepiej niż z nim. Wolał tamtą, to jego strata. Niech teraz żałuje, bo już nigdy nie odzyska tego, co miał.
Zacisnęła zęby – zabolało, ale miała to gdzieś. Szybko pozbyła się zdjęcia z galerii i rzuciła telefonem o podłogę, krzycząc.
            – Niech glizdy na ciebie srają, a ziemia, w której leżysz, gnije razem z tobą – wysyczała w stronę urządzenia.
            Wstała gwałtownie z kanapy, aż zakręciło jej się w głowie. Miała ochotę coś zniszczyć, ale ktoś zrobił to za nią. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Stanęła nieruchomo, zdezorientowana. Nasłuchiwała, ale dźwięk się nie powtórzył. Podniosła telefon i zmarszczyła brwi.
            – Mamo? – zawołała w stronę piętra, ale odpowiedziała jej tylko cisza.
            Ruszyła na górę, cicho stąpając po schodach wyłożonych płytkami. Rozejrzała się za kawałkami szkła, ale na korytarzu niczego nie zauważyła.
Wiatr pewnie stłukł wazon.
Zaśmiała się sama do siebie, że wystraszyła się głupiego dźwięku. Pokręciła głową i już się obracała, by zejść z powrotem na dół, kiedy okiem złowiła ruch w gabinecie mamy.
            – Mamo? – znów zawołała, ale słyszała tylko pisk w uszach, spowodowany ciszą.
            Dobra…
            Dreszcz przeszedł jej po plecach, gdy uchylała szklane drzwi pomieszczenia. Dokładnie zlustrowała cały pokój, ale wyglądało na to, że nie było tam niczego dziwnego ani nowego.
            Wzruszyła ramionami i wyjęła telefon, schodząc na dół. Wybrała numer Jacoba, a gdy usłyszała jego głos, całe napięcie uciekło z jej barków.
            – Hej, brzydalu, co robisz? – Uśmiechnęła się, bo wiedziała, że on też się uśmiecha po drugiej stronie.
            – Oglądam problemy podobno normalnych ludzi w telewizji, a ty?
            Zagryzła język.
            – Aktualnie się nudzę – odpowiedziała spokojnie, ale zaraz serce zaczęło jej bić jak szalone, bo oto ujrzała przed sobą Ninja w czarnym stroju i dwoma ostrzami na plecach. Wojownik zmrużył oczy, patrząc na nią. Zamrugała kilkakrotnie, ale on nadal tam stał. Myślała, że upuściła telefon, ale jednak nadal go trzymała, a na linii był Jacob, który cały czas do niej mówił.
            – Oddzwonię… – powiedziała, a raczej wyszeptała, gdyż głos jej zbyt drżał. Gdy palec sam zakończył połączenie, urządzenie wypadło z jej dłoni.
            – Co tu do…
Nie zdążyła dokończyć, gdyż prawdziwy Ninja wykonał przewrót w przód, chcąc złapać ją za głowę, ale ona z krzykiem uciekła w drugą stronę. Dopadła kuchni i szybkimi ruchami zrzuciła wszystko, co było na wierzchu. Szukała noża, ale nie znalazła go na blacie. Poczuła, że ogarnia ją panika. Rozejrzała się, oddychając szybko. Gdy dostrzegła ostrze, została pociągnięta za kostki, przez co zaryła twarzą o podłogę, zdzierając skórę z brody. Z jej nosa poleciała krew.  Zawyła z bólu. Łzy leciały jej jak grochy, zamazując obraz. Ninja unieruchomił ją, przygniatając stopą. Rozpaczliwie szukała jakiejkolwiek broni, której mogłaby dosięgnąć. Na wyciągnięcie ręki miała tylko nadpękniętą szklankę. Gdy oprawca sięgnął po ostrze zza pleców, ona z całej siły chwyciła szkło i jednym mocnym ruchem rozbiła je na jego głowie.
Do budynku wpadł Jacob, zaniepokojony jej krzykami. W mgnieniu oka znalazł się przy dziewczynie. W szoku rozejrzał się dookoła, rejestrując odłamki szkła na podłodze i wszechobecny bałagan, jaki narobiła. Złapał ją za nadgarstek, ze ściągniętą twarzą przypatrując się krwi, która spływała jej z dłoni. Nic nie rozumiejąc, kierował wzrok z jej twarzy na krew, z krwi na jej oczy, oczekując odpowiedzi. Ona nic nie powiedziała, tylko łkała, trzymając się za szczypiącą dłoń, cały czas czując ból na policzku i brodzie. Jej wzrok błądził po mieszkaniu w poszukiwaniu włamywacza. Ninja jednak zniknął bez śladu już w momencie, w którym odwracała się w  wchodzącego Jacoba.
Chłopak podniósł ją bez problemu i położył na kanapie. Bez słowa poszedł do kuchni i wziął ręczniczki, by potem przyłożyć je do jej krwawiącej dłoni.
            – Trzymaj – nakazał, a sam wyszedł w poszukiwaniu apteczki.
            Nikol coraz bardziej się uspokajała, a jej mózg znów mógł normalnie przesyłać komunikaty i myśli.
            Ninja. Ninja w moim domu. Ninja, który chciał mnie zabić. Będę brać tabletki, naprawdę będę brać.
            Gdy chłopak wrócił z czerwonym pudełkiem, zabrał od niej zakrwawiony ręczniczek i sięgnął po wodę utlenioną. Jej źrenice rozszerzyły się.
            – Chyba sobie kpisz – powiedziała, wystraszona nie Ninją, ale płynem.
            – Tylko czasami. – Zdawał się na nią nie reagować. Dziewczyna zaczęła wyrywać dłoń, ale on ją mocno trzymał. Gdy naruszyła przez to ranę, krzyknęła z bólu. Jacob puścił ją.
            – Nikol, to trzeba oczyścić z krwi i zanieczyszczeń, inaczej nie zobaczę, czy jest tam szkło. – Jego spokojny ton nie zadziałał na nią.
            – Wolę się dać pokroić, niż oddać swoją rękę temu diabelskiemu płynowi bólu! Już i tak dostatecznie boli! – zawołała, kuląc się w rogu kanapy. Pokręcił głową, a jednocześnie zachichotał, rozbawiony jej zachowaniem. Spiorunowała go wzrokiem.
–  Dobra, teraz dasz mi grzecznie dłoń i opowiesz, co się stało. – Wyciągnął swoją. Ku jego zdziwieniu, Nikol przewróciła tylko oczami i wykonała polecenie.
– Nie rozumiem, co się miało wydarzyć. – Wzruszyła ramionami. – Szklanka rozprysła mi się w dłoni i tyle.
Jacob nie zareagował, ale wiedział, że kłamie. Kontynuował swoją pracę, w czasie której dziewczyna cały czas syczała.
– Nikol… – powiedział poważnie, na co ona zagryzła policzek.
Nie powiem mu przecież, że zaatakował mnie Ninja!
–  Och, nic się nie stało, czego panikujesz. Nie umarłam przez głupią szklankę. – Przez głupiego Ninja, ty bohaterze. Jej ton zaczął się robić opryskliwy.
– Gadaj, a nie się użalasz. – Zagryzł język w skupieniu, gdy polewał wodą utlenioną miejsca, gdzie wystawały szkiełka. Wyrwała się, jęcząc wniebogłosy.
– Skończ przeżywać.
Przewróciła oczami i westchnęła. Miała dość przesłuchania. Jacob zmierzył ją wzrokiem.
 – Potknęłam się, zaryłam o szafkę i stłukłam szklankę. Pasuje? Przestań zachowywać się jak moja matka, która cały czas chce wiedzieć co robię, z kim i jak. Już nawet nie mogę się potknąć, bo zaraz z tego wielka afera! – Wkurzyła się, coraz bardziej podnosząc głos. Chciała dalej ciągnąć swój wywód, ale nagle dostała tak potwornego bólu głowy, że świat zawirował jej przed oczami. Jacob złapał ją zaniepokojony za ramię.
– Nikol, wszystko w porządku?
Nie odpowiedziała, tylko wciągnęła powietrze, zaciskając powieki.
– Tak. Przydaj się na coś i daj mi ze dwie paczki prochów, bo moja głowa zaraz eksploduje. – Zaczęła jęczeć i odchyliła się, opierając o zagłówek.
– Uderzyłaś głową? – Jacob coraz bardziej się niepokoił. Dotknął jej czoła: było rozpalone. Zerwał się na nogi. Prawie biegiem dopadł szuflady kuchennej i wyciągnął z niej aspirynę. Dziewczyna z wdzięcznością przyjęła lekarstwo i popiła wodą, też podaną przez chłopaka.
– Nie wiem, nie pamiętam. – Daj. Już. Mi. Święty. Spokój.
– Zaraz wrócę. – Zaczął się podnosić, ale ona szybko złapała go za rękę, mierząc morderczym spojrzeniem.
– Ani mi się waż do niej dzwonić. Jesteś moim kumplem, a kumple nie kablują na siebie do swoich matek. – Jacob zagryzł wargę, zastanawiając się chwilę. W końcu wyrwał się delikatnie i wyciągnął komórkę, a następnie wybrał numer Mayleny. Dziewczyna wznowiła zawodzenie ze zdwojoną siłą, zarówno z powodu bólu, jak i zdenerwowania.
– Muszę, Nikol. A jeśli to wstrząśnienie mózgu?
Chciał dotknąć jej dłoni, ale ona zaraz ją zabrała. Była na niego zła i nie zamierzała tego ukrywać. Niestety, nie miała na to zbyt wiele czasu.. Fala bólu powróciła, na co Nikol wciągnęła powietrze. Mimo to podniosła się. Jacob chciał ją zatrzymać, ona jednak skierowała na niego wzrok pełen jadu i ruszyła do kuchni. Jej celem była szuflada z lekami. Chłopak bacznie się jej przyglądał, relacjonując matce dziewczyny, co się stało.
Nikol jak pijana doszła do kuchni, a następnie wyjęła lekarstwa. Jacob szybko rozłączył się. Wyrwał jej aspirynę i uniósł wysoko nad głową.
– Nie potrzebuję niańki. Oddaj to. – Wypowiedzenie tych słów kosztowało ją dużo wysiłku, dlatego oparła się o blat. Jacob chciał jej pomóc, ale ona nie chciała wsparcia.
– Daj mi tabletki. Myślisz, że jak poczęstujesz mnie jednym małym krążkiem, to coś mi pomoże? Człowieku, ja tu umieram. – Żeby skonstruować tak złożoną wypowiedź, musiała zrobić przerwę w kilku miejscach. Próbowała podnieść dłoń, ale nie miała siły. Chłopak poczuł ukłucie w klace piersiowej i nie zważając na jej krzyki, jeśli przeciwne mruczenie można nazwać krzykami, położył ją z powrotem na kanapę.
– Nie dam ci się naćpać – powiedział poważnie, gdy wyjmował szkła z jej dłoni, a ona prawie nie reagowała, nie licząc cichych jęków.
– Z bólu? – Uniosła brwi. – Jeśli nie widzisz, to już się stało.
Jacob sprawnie owinął jej dłoń w bandaż i zakleił brodę oraz policzek. Po półgodzinnej ciszy, jaka zapadła między nimi, Nikol powoli zaczęła odzyskiwać siły. Głowa nadal nie dawała o sobie zapomnieć, ale przynajmniej nie wybuchała co kilka sekund niemiłosiernym bólem. Dziewczyna poszła na górę się przebrać, żeby matka dała jej spokój chociaż w kwestii ubrań w związku z krwią na tkaninie.
Gdy Maylena wpadła do domu jak burza, zbladła jeszcze bardziej, jak tylko ją zobaczyła. Nikol przyglądała jej się, jakby oceniając, czy aby zaraz nie zejdzie na zawał i to jej nie trzeba będzie ratować. Ostatecznie nic nie powiedziała, tylko przewróciła oczami..
Czy wszystkie matki tak reagują, gdy ich dziecko się skaleczy?
– Co się stało?! – Piskliwy głos Mayleny rozniósł się po całym domu.
– Tak ci się historia spodobała, że jeszcze raz chcesz jej słuchać? – Jej córka kierowała gniewne spojrzenie na kwaśną minę Jacoba.
– Jedziemy do szpitala – powiedziała matka tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nikol miała tego dość i wstała z kanapy, kierując się na górę.
– Jak tak potrzebujesz, to jedź. Ja cię nie trzymam.
– Nikol…
Dziewczyna odwróciła się na piecie.
– No co Nikol? O co ci w ogóle chodzi?! Gdy człowiek się skaleczy, to zaraz wyprawiają mu pogrzeb?  – zakpiła. Po spotkaniu z Ninją, raczej zeskrobują jego części.
– O to mi chodzi, że jesteś moim jedynym dzieckiem i nie zamierzam urządzać ci stypy! Cały czas mnie niepokoisz, a ja się martwię! Jesteś nierozważna, uparta, nie dbasz o swoje bezpieczeństwo i masz gdzieś to, że nie jesteś nieśmiertelna! Mam tylko ciebie. Jak ja mam ci teraz pozwolić na wyprawienie osiemnastki w klubie? Jeszcze cię porwą, zgwałcą, zabiją i Bóg wie co! – krzyczała zrozpaczona kobieta, a jej ręce fruwały w powietrzu. To było za dużo. Oczy Nikol zrobiły się wielkie jak spodki, a usta same się otworzyły. Pokręciła głową, unosząc palec.
– Nie zrobisz mi tego. Dobrze wiesz, ile ta impreza dla mnie znaczy! – Jej skóra rozgrzała się do czerwoności.
– Niki… Nie tym tonem. Zachowujesz się jak David. Jesteś taka podobna do niego! Pyskata, bezmyślna i żyjesz w obłokach – powiedziała poważnie Maylena.
Te kilka zdań, jedno głupie zdrobnienie, którym posługiwał się jej ojciec, wywołało w niej lawinę. Nikol czuła, jak w jej żyłach płynie furia, która kazała wyżyć się na matce i zniszczyć ją. Popatrzyła na kobietę z nienawiścią, tak jak tamtego dnia na ojca.  Nie krzyczała, ale jej spokój był jeszcze gorszy od krzyku.
– Nie traktuj mnie jak samego Dzieciątka Jezus. Wiesz, co mnie najbardziej satysfakcjonuje w życiu? To, że mogę ci je niszczyć, powodować, że płaczesz po nocach. Mogę sprawiać, że odczuwasz ból każdego dnia, gdy na mnie patrzysz. Jesteś taka sama jak on. Identyczna – podkreśliła. – Moja nienawiść rośnie każdego dnia, gdy o nim myślę. Nie mogę na ciebie patrzeć, bo płonie we mnie furia, gdy tylko widzę twoją mordę. Nie dziwię się mu, że cię zostawił. Sama mam ochotę to zrobić. Nawet popieram jego pomysł. Jesteś beznadziejną matką, jeśli w ogóle zasługujesz na ten tytuł.
Po tych słowach szybko odwróciła się na pięcie i pobiegła na górę.
– Nikol Ubesejret, nie waż się tak mówić, rozumiesz?! Nie masz prawa!
Głos Mayleny zaczął się łamać. Ona sama stała osłupiała, dopóki nogi się pod nią nie załamały. Z jej oczu popłynął potok łez, których nie była w stanie opanować. Miała ochotę położyć się na ziemi i już nigdy z niej nie wstawać. Zamknąć się i nie otwierać, dopóki jej ciało nie zmieni się w proch. Z każdym dniem brakło jej sił, ale tego popołudnia już kompletnie je wykorzystała.



– Spieprzaj – odpowiedziała Nikol, leżąc na łóżku i patrząc na ocean, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Przysunęła bliżej swoje nogi, by je objąć. Pomimo jej sprzeciwu, osoba po drugiej stronie drzwi o mlecznej szybie nie zważała na jej słowa i weszła do środka.
– Nikol – zaczęła łagodnie Maylena.
– Głucha jesteś czy niedorozwinięta? Bo chyba obie rzeczy. – Dziewczyna nie raczyła obdarzyć jej spojrzeniem, ale poczęstowała ją gniewem kipiącym w jej środku.
– Nikol, zrozum, że... – mówiła delikatnie Maylena.
– Wyjdź. – Córka wskazała jej palcem drzwi. Kobieta zagryzła wargę i pokręciła głową.
– Nie możesz…
– Mogę. Wyjdź. Nie rozumiesz!? – Nikol zaczęła się unosić.
I tak znów przechodzimy do krzyku, pomyślała Maylena. Nie posłuchała swojego dziecka, tylko zbliżyła się i usiadła na łóżku obok dziewczyny. Jednak ta dalej nie miała cukierkowego nastroju. Tej jednak daleko było od idealnego nastroju. Jej wzrok był tępo utkwiony w wodzie. Na matkę nawet nie zwróciła uwagi.
– Nie możesz się tak zachowywać, zrozum, że ja chcę dla ciebie jak najlepiej. – Ani na chwilę nie zeszła z delikatnego, spokojnego tonu, który zawsze uspokajał jej córkę.
Chciała pogłaskać ją po plecach, ale ona odsunęła się. Mina kobiety zrzedła. Nikol się nie odezwała. Zapadła niezręczna cisza.
– Psujesz mi marzenia, o których tak dobrze wiedziałaś. Porównujesz mnie do ojca, którego bardzo dobrze wiesz, że nienawidzę. Nie powinnaś wciągać w to jego – powiedziała wreszcie Nikol. Jej głos był wyzuty z uczuć, tak jak cała postawa. Maylena znów żałowała, że córka się nie wścieka, nie płacze, nie krzyczy, tylko zachowuje, jakby jej to w ogóle nie obchodziło.
– Kochanie, wiem, przepraszam za to i wiem, że zawsze chciałaś tak spędzić swoje urodziny, ale strasznie się o ciebie boję. Nie wiadomo, jacy ludzie chodzą w okolicy, a na dodatek masz poranioną rękę, a z tego co mówił Jacob, nie troszkę. Twoja broda, twój policzek… Jaką bym była matką, gdybym pozwoliła na coś takiego? Kochanie, proszę, nie gniewaj się na mnie. Wiem, nie powinnam na dodatek o nim wspominać... – westchnęła. Miętoliła kołdrę w dłoniach. – Wiem, że nie cierpisz tego tematu, ale zrobiłam to w przypływie emocji. Wiesz, jak cię kocham. Nikol, proszę...
 Dziewczyna się nie odezwała. Siedziała z tym samym wyrazem twarzy, nie ruszając się, udając, że nic jej nie obchodzi, ale w głębi serca było wręcz przeciwnie. Starała się jednak tego nie pokazać.
– I tak zrobię tę imprezę i dobrze o tym wiesz. – Powiedziała to tak, jakby nie usłyszała wcześniejszych słów matki. Czuła, jak zaschnięte łzy ciągną jej skórę.
– Niki... – westchnęła Maylena.
No nie, znowu?!
– Co Niki? Co? Nie jestem małym dzieckiem. Już niedługo nie będziesz mogła mi niczego zabronić. Pogódź się z tym. Już nie  jestem małą dziewczynką, chodzącą na spacery z tatusiem. – Jej głos zaczął się niebezpiecznie trząść. – Już nie jestem malutką córeczką tatusia, kochającą sobotnie wieczory spędzane wspólnie z mamusią i ojczulkiem z popcornem i bajkami w telewizji. To już nie ta sama osoba, mamo. Wybacz. – Pomimo starań, łzy znów leciały jej jak grochy, blokując moc wypowiedzi i zniekształcając niektóre słowa. – To nie jest już Niki. Te–teraz jest Nikol. Nieodpow–wiedzialna, pyssskata Nikol, uprzykrzająca swojej matce życie. Teraz już jest o-o-okropna Nikol, nie Niki – szepnęła zapłakana. Zacisnęła powieki, gdyż emocje był zbyt silne. Skuliła się jeszcze bardziej.
Maylena patrzyła na plecy córki, która płakała razem z nią. Dziewczyna nagle szybko się odwróciła i przytuliła do tak dobrze jej znanego ciała. Ściskała mocno matkę, szlochając w jej klatkę piersiową, w dłoni miętosząc jej koszulkę.
 – Przepraszam, mamo. Tak bardzo cię przepraszam.
– Ja też cię przepraszam, kochanie – szepnęła Maylena, całując czubek głowy córki.
– Kocham cię, mamo. – Nikol wtuliła twarz w zagłębienie szyi matki. Kobieta poczuła przyjemne ukłucie w dole brzucha, a jej łzy popłynęły jeszcze mocniej.
– Ja ciebie bardziej – Maylena przytuliła ciaśniej córkę, tak wyrośniętą, tak różną od drobnego dziecka, jakim była kilkanaście lat temu, a jednocześnie wciąż taką samą. Dziewczyna wtuliła się w ciepłą matkę. Pocałowała ją w policzek i dalej trwała w bezpiecznym uścisku.

*
– Wstawaj – usłyszała przy uchu głos Jacoba. Zacmokała i leniwie otworzyła niezwykle niebieskie ślepia oczy. [ślepia brzmią, jakby była dzikim zwierzem] Podniosła się i spojrzała na niego zaspana, przeciągając się. Zmrużyła oczy i chciała runąć na materac, ale uderzyła głową o zagłówek łóżka.
– Szlag! – krzyknęła.  Jacob gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę, zaniepokojony krzykiem.
– Co ci?
– Szkoła boli – stwierdziła, rozmasowując tył głowy. Zachichotał.
– Dopiero teraz się o tym przekonałaś?
– Nie – powiedziała, przewracając oczami i spuściła nogi z łóżka.

Zakręciło jej się w głowie i pojawiły się mroczki. Próbowała patrzeć w jeden punkt, aby nabrać stabilności, ale to nie skutkowało. Wzięła głęboki wdech, gdyż nagle zaczęło jej braknąć powietrza. Obraz zaczął się zamazywać. Zacisnęła oczy, po czym znów je otworzyła. Nic nie pomagało. Czuła jak jej głowa stała się ciężka. Zbyt ciężka, nie mogła jej uradzić. Obraz zaczął robić się mglisty, nagle poczuła, jak jej czaszka eksploduje ogromna falą niemiłosiernego bólu. Zaczęła krzyczeć, następnie wrzeszczeć. Złapała się za palące miejsce i ściskała z nadzieją, że cierpienie ustąpi; myliła się. Nic nie działało. Oddychała szybko, nie przestając się wydzierać. W pewnym momencie przestała widzieć nad sobą Jacoba i Maylenę. W tym momencie uderzyła nowa fala.
– Błagam, niech przestanie! –  krzyczała co chwilę.

Szamotała się z własnym ciałem, z którym nie mogła wygrać. Cała jej czaszka pulsowała, a wewnątrz czuła, jakby płonęła żywcem. Straciła kontakt z rzeczywistością. Następna fala była już słabsza. Ból ustawał. Mogła złapać oddech. Wszystko wracało do normy. Myślała, że to już koniec, mogła odetchnąć z ulgą. Uspokoiła się. Nagle niespodziewanie, w jednej sekundzie, wszystko powróciło. Ogień niszczył nerwy w jej mózgu. Nie miała już siły krzyczeć.  Ledwie słyszała szloch matki i krzyki, nic poza tym. Powietrze zostało jej odebrane z płuc. Nie mogła oddychać, a ból w każdej następnej chwili narastał. Pisk. Szum. Cisza. Spokój. Krzyk. Płacz. Syreny. Światło. Ciemność.