poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 2

          – Nikol, skarbie, wzięłaś już tabletki? – zawołała Maylena z kuchni do córki, która siedziała w salonie.
Dziewczyna nie odpowiedziała, ale na pewno usłyszała matkę, gdyż na parterze żaden pokój nie został oddzielony ścianami od reszty. Ciśnienie kobiety poszło w górę. Zacisnęła dłonie, ale zaraz je rozprostowała. Dosyć tego, pomyślała.
            – Nikol, do jasnej cholery, przestań udawać księżniczkę, bo od sprawy z ojcem jesteś tak nieznośna, że oddam cię na wychowanie! – krzyknęła zdenerwowana. Usłyszała parsknięcie, co jeszcze bardziej doprowadzało ją do szału.
            – Pozbądź się jeszcze ty mnie i będziesz zupełnie szczęśliwa. – Jej beznamiętny głos był jak dynamit, który powoli niszczył ścianę spokoju Mayleny. Kobieta wypuściła powietrze nosem i podeszła do córki. Zasłoniła jej ekran telewizora, a dłonie założyła na biodra.
            – Czy tak trudno ci odpowiedzieć na jedno, jedyne pytanie? Specjalnie do ciebie nic nie mówię, bo widzę, że nienawidzisz mnie, jak i ojca. – Nikol przełknęła gulę w gardle. Przekręciła głowę na bok, by nie patrzeć w oczy rodzicielki. – Martwię się i chcę tylko wiedzieć, czy wzięłaś tabletki. – Ukucnęła, by być na poziomie wzroku dziewczyny. Widziała w jej oczach łzy, ale udawała, że ich nie zauważyła, pomimo że działały na nią silnie i miała ochotę wyć razem z córką, chociaż z innego niż ona powodu.
            – Nikol... – zaczęła. Pochyliła głowę i zagryzła wargę.
            Dziewczyna podciągnęła nogi do klatki piersiowej i bardziej zaciągnęła rękawy bluzy na dłonie. Bawiła się nimi przez chwilę, po czym się odezwała.
            – Nie nienawidzę cię, ale tylko ciebie. – Spojrzała jej w oczy, a Maylena aż westchnęła, nie kontrolując tego. Zrobiło jej się o tyle lżej, że ręce same rozłożyły się do uścisku i ku zdziwieniu kobiety, córka zareagowała na nie, wtulając się.
            – Kocham cię, Nikol – szepnęła Maylena w jej ramię, przyciągając ją jeszcze bliżej. Wdychała do płuc tak dobrze znany jej zapach swojego dziecka, o które martwiła się w każdej minucie swojego życia.
            – Ja ciebie też – odszepnęła Nikol po krótkiej przerwie, ściskając ją mocniej. Maylena próbowała się powstrzymać, ale łzy same, bez jej zgody zaczęły płynąć po jej twarzy. Nie kontrolowała tego, ale nie zwracała na to uwagi. Pragnęła delektować się tym, że jednak ma córkę.
            – Mamo… – zaczęła niepewnie Nikol.
            – Tak? – Matka już wiedziała, że ta informacja jej się nie spodoba. Dziewczyna zaczęła kręcić kółka na jej plecach.
            – Bo no, ten… no – jąkała się. Zagryzła wargę. – Pytałaś o te tabletki. Jakoś się tak dziwnie złożyło, sama nie wiem jak, że od dwóch miesięcy ich nie biorę.
            Maylena delikatnie odczepiła córkę od siebie i odsunęła ją na wyciągnięcie ramion. Zamknęła oczy i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale się na  chwilę zawiesiła.
            – Ile, mówisz?  Bo chyba nie dosłyszałam.
            Nikol rozbawiona uniosła rękę do ust i zaczęła gryźć paznokieć.
            – Upss… – powiedziała niewinnie. No to teraz się zacznie armagedon.
            – Ups?! UPS?! Chcesz mi powiedzieć, że nie brałaś tabletek od dwóch miesięcy? Od DWÓCH miesięcy?! Czy ty wiesz, co ty robisz?! Ile ty masz lat, żeby mamusia musiała pilnować cię, żebyś wzięła lekarstwa?! O telefonie pamiętasz, ale o lekach już nie? – wrzeszczała wściekła kobieta, wymachując przy tym gwałtownie rękoma. – Nie wiesz, jakie są tego konsekwencje?!
            Nikol wzruszyła ramionami.
            – Kiedy ja czuję się świetnie, a nawet jeszcze lepiej niż wcześniej. – Wstała z podłogi i ruszyła na górę.
            – A ty gdzie się wybierasz, co? – krzyknęła za nią. – Jeszcze z tobą nie skończyłam!
            – A ja tak. Miłego dnia, mamusiu – zawołała ze schodów i ruszyła do swojego pokoju.
            Kobieta westchnęła i oparła głowę o kanapę, próbując się uspokoić. Jej wzrok przykuła karta, leżąca na stoliku do kawy. Złapała za nią i zorientowała się, że jest to wykaz ocen na półrocze Nikol. Zlustrowała wszystkie przedmioty i nie zauważyła niższych ocen niższych niż bardzo dobre, których i tak było mało, gdyż na kartce przeważały celujące.
–  Niby taka mądra, a taka głupia – powiedziała sama do siebie.


Nikol rozwaliła się na kanapie w salonie, przeglądając stare zdjęcia z telefonu. Nagle natknęła się na jedno, któremu poświęciła więcej uwagi niż reszcie. Było to zdjęcie zdjęcia, na którym widniała ona bez górnej jedynki, uśmiechająca się szeroko w czepku do pływania. Trzymał ją mężczyzna. Wzrok przykuwały jego oczy o takiej samej intensywności koloru jak jej. Pamiętała, gdy mama robiła im to zdjęcie. To wtedy po raz pierwszy ojciec pokazywał jej, jak się pływa. Tak samo uczył ją jeździć na rowerze, wspinać się na drzewo czy liter alfabetu, które znała już w wieku czterech lat. To on opowiadał jej bajki na dobranoc, to on całował rany, gdy otarła kolana, spadając z mebli.
Zrobiło jej się ciepło na sercu, a na twarzy przez chwilę pojawił się uśmiech. Dopóki nie przyszła rzeczywistość, która zwaliłaby ją z nóg, gdyby stała. Nikol czuła, jak pod nią tonie, ale już nie ma tatusia, który mógłby ją uratować. Była sama.
 I bardzo dobrze mi z tym. Jeszcze lepiej niż z nim. Wolał tamtą, to jego strata. Niech teraz żałuje, bo już nigdy nie odzyska tego, co miał.
Zacisnęła zęby – zabolało, ale miała to gdzieś. Szybko pozbyła się zdjęcia z galerii i rzuciła telefonem o podłogę, krzycząc.
            – Niech glizdy na ciebie srają, a ziemia, w której leżysz, gnije razem z tobą – wysyczała w stronę urządzenia.
            Wstała gwałtownie z kanapy, aż zakręciło jej się w głowie. Miała ochotę coś zniszczyć, ale ktoś zrobił to za nią. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Stanęła nieruchomo, zdezorientowana. Nasłuchiwała, ale dźwięk się nie powtórzył. Podniosła telefon i zmarszczyła brwi.
            – Mamo? – zawołała w stronę piętra, ale odpowiedziała jej tylko cisza.
            Ruszyła na górę, cicho stąpając po schodach wyłożonych płytkami. Rozejrzała się za kawałkami szkła, ale na korytarzu niczego nie zauważyła.
Wiatr pewnie stłukł wazon.
Zaśmiała się sama do siebie, że wystraszyła się głupiego dźwięku. Pokręciła głową i już się obracała, by zejść z powrotem na dół, kiedy okiem złowiła ruch w gabinecie mamy.
            – Mamo? – znów zawołała, ale słyszała tylko pisk w uszach, spowodowany ciszą.
            Dobra…
            Dreszcz przeszedł jej po plecach, gdy uchylała szklane drzwi pomieszczenia. Dokładnie zlustrowała cały pokój, ale wyglądało na to, że nie było tam niczego dziwnego ani nowego.
            Wzruszyła ramionami i wyjęła telefon, schodząc na dół. Wybrała numer Jacoba, a gdy usłyszała jego głos, całe napięcie uciekło z jej barków.
            – Hej, brzydalu, co robisz? – Uśmiechnęła się, bo wiedziała, że on też się uśmiecha po drugiej stronie.
            – Oglądam problemy podobno normalnych ludzi w telewizji, a ty?
            Zagryzła język.
            – Aktualnie się nudzę – odpowiedziała spokojnie, ale zaraz serce zaczęło jej bić jak szalone, bo oto ujrzała przed sobą Ninja w czarnym stroju i dwoma ostrzami na plecach. Wojownik zmrużył oczy, patrząc na nią. Zamrugała kilkakrotnie, ale on nadal tam stał. Myślała, że upuściła telefon, ale jednak nadal go trzymała, a na linii był Jacob, który cały czas do niej mówił.
            – Oddzwonię… – powiedziała, a raczej wyszeptała, gdyż głos jej zbyt drżał. Gdy palec sam zakończył połączenie, urządzenie wypadło z jej dłoni.
            – Co tu do…
Nie zdążyła dokończyć, gdyż prawdziwy Ninja wykonał przewrót w przód, chcąc złapać ją za głowę, ale ona z krzykiem uciekła w drugą stronę. Dopadła kuchni i szybkimi ruchami zrzuciła wszystko, co było na wierzchu. Szukała noża, ale nie znalazła go na blacie. Poczuła, że ogarnia ją panika. Rozejrzała się, oddychając szybko. Gdy dostrzegła ostrze, została pociągnięta za kostki, przez co zaryła twarzą o podłogę, zdzierając skórę z brody. Z jej nosa poleciała krew.  Zawyła z bólu. Łzy leciały jej jak grochy, zamazując obraz. Ninja unieruchomił ją, przygniatając stopą. Rozpaczliwie szukała jakiejkolwiek broni, której mogłaby dosięgnąć. Na wyciągnięcie ręki miała tylko nadpękniętą szklankę. Gdy oprawca sięgnął po ostrze zza pleców, ona z całej siły chwyciła szkło i jednym mocnym ruchem rozbiła je na jego głowie.
Do budynku wpadł Jacob, zaniepokojony jej krzykami. W mgnieniu oka znalazł się przy dziewczynie. W szoku rozejrzał się dookoła, rejestrując odłamki szkła na podłodze i wszechobecny bałagan, jaki narobiła. Złapał ją za nadgarstek, ze ściągniętą twarzą przypatrując się krwi, która spływała jej z dłoni. Nic nie rozumiejąc, kierował wzrok z jej twarzy na krew, z krwi na jej oczy, oczekując odpowiedzi. Ona nic nie powiedziała, tylko łkała, trzymając się za szczypiącą dłoń, cały czas czując ból na policzku i brodzie. Jej wzrok błądził po mieszkaniu w poszukiwaniu włamywacza. Ninja jednak zniknął bez śladu już w momencie, w którym odwracała się w  wchodzącego Jacoba.
Chłopak podniósł ją bez problemu i położył na kanapie. Bez słowa poszedł do kuchni i wziął ręczniczki, by potem przyłożyć je do jej krwawiącej dłoni.
            – Trzymaj – nakazał, a sam wyszedł w poszukiwaniu apteczki.
            Nikol coraz bardziej się uspokajała, a jej mózg znów mógł normalnie przesyłać komunikaty i myśli.
            Ninja. Ninja w moim domu. Ninja, który chciał mnie zabić. Będę brać tabletki, naprawdę będę brać.
            Gdy chłopak wrócił z czerwonym pudełkiem, zabrał od niej zakrwawiony ręczniczek i sięgnął po wodę utlenioną. Jej źrenice rozszerzyły się.
            – Chyba sobie kpisz – powiedziała, wystraszona nie Ninją, ale płynem.
            – Tylko czasami. – Zdawał się na nią nie reagować. Dziewczyna zaczęła wyrywać dłoń, ale on ją mocno trzymał. Gdy naruszyła przez to ranę, krzyknęła z bólu. Jacob puścił ją.
            – Nikol, to trzeba oczyścić z krwi i zanieczyszczeń, inaczej nie zobaczę, czy jest tam szkło. – Jego spokojny ton nie zadziałał na nią.
            – Wolę się dać pokroić, niż oddać swoją rękę temu diabelskiemu płynowi bólu! Już i tak dostatecznie boli! – zawołała, kuląc się w rogu kanapy. Pokręcił głową, a jednocześnie zachichotał, rozbawiony jej zachowaniem. Spiorunowała go wzrokiem.
–  Dobra, teraz dasz mi grzecznie dłoń i opowiesz, co się stało. – Wyciągnął swoją. Ku jego zdziwieniu, Nikol przewróciła tylko oczami i wykonała polecenie.
– Nie rozumiem, co się miało wydarzyć. – Wzruszyła ramionami. – Szklanka rozprysła mi się w dłoni i tyle.
Jacob nie zareagował, ale wiedział, że kłamie. Kontynuował swoją pracę, w czasie której dziewczyna cały czas syczała.
– Nikol… – powiedział poważnie, na co ona zagryzła policzek.
Nie powiem mu przecież, że zaatakował mnie Ninja!
–  Och, nic się nie stało, czego panikujesz. Nie umarłam przez głupią szklankę. – Przez głupiego Ninja, ty bohaterze. Jej ton zaczął się robić opryskliwy.
– Gadaj, a nie się użalasz. – Zagryzł język w skupieniu, gdy polewał wodą utlenioną miejsca, gdzie wystawały szkiełka. Wyrwała się, jęcząc wniebogłosy.
– Skończ przeżywać.
Przewróciła oczami i westchnęła. Miała dość przesłuchania. Jacob zmierzył ją wzrokiem.
 – Potknęłam się, zaryłam o szafkę i stłukłam szklankę. Pasuje? Przestań zachowywać się jak moja matka, która cały czas chce wiedzieć co robię, z kim i jak. Już nawet nie mogę się potknąć, bo zaraz z tego wielka afera! – Wkurzyła się, coraz bardziej podnosząc głos. Chciała dalej ciągnąć swój wywód, ale nagle dostała tak potwornego bólu głowy, że świat zawirował jej przed oczami. Jacob złapał ją zaniepokojony za ramię.
– Nikol, wszystko w porządku?
Nie odpowiedziała, tylko wciągnęła powietrze, zaciskając powieki.
– Tak. Przydaj się na coś i daj mi ze dwie paczki prochów, bo moja głowa zaraz eksploduje. – Zaczęła jęczeć i odchyliła się, opierając o zagłówek.
– Uderzyłaś głową? – Jacob coraz bardziej się niepokoił. Dotknął jej czoła: było rozpalone. Zerwał się na nogi. Prawie biegiem dopadł szuflady kuchennej i wyciągnął z niej aspirynę. Dziewczyna z wdzięcznością przyjęła lekarstwo i popiła wodą, też podaną przez chłopaka.
– Nie wiem, nie pamiętam. – Daj. Już. Mi. Święty. Spokój.
– Zaraz wrócę. – Zaczął się podnosić, ale ona szybko złapała go za rękę, mierząc morderczym spojrzeniem.
– Ani mi się waż do niej dzwonić. Jesteś moim kumplem, a kumple nie kablują na siebie do swoich matek. – Jacob zagryzł wargę, zastanawiając się chwilę. W końcu wyrwał się delikatnie i wyciągnął komórkę, a następnie wybrał numer Mayleny. Dziewczyna wznowiła zawodzenie ze zdwojoną siłą, zarówno z powodu bólu, jak i zdenerwowania.
– Muszę, Nikol. A jeśli to wstrząśnienie mózgu?
Chciał dotknąć jej dłoni, ale ona zaraz ją zabrała. Była na niego zła i nie zamierzała tego ukrywać. Niestety, nie miała na to zbyt wiele czasu.. Fala bólu powróciła, na co Nikol wciągnęła powietrze. Mimo to podniosła się. Jacob chciał ją zatrzymać, ona jednak skierowała na niego wzrok pełen jadu i ruszyła do kuchni. Jej celem była szuflada z lekami. Chłopak bacznie się jej przyglądał, relacjonując matce dziewczyny, co się stało.
Nikol jak pijana doszła do kuchni, a następnie wyjęła lekarstwa. Jacob szybko rozłączył się. Wyrwał jej aspirynę i uniósł wysoko nad głową.
– Nie potrzebuję niańki. Oddaj to. – Wypowiedzenie tych słów kosztowało ją dużo wysiłku, dlatego oparła się o blat. Jacob chciał jej pomóc, ale ona nie chciała wsparcia.
– Daj mi tabletki. Myślisz, że jak poczęstujesz mnie jednym małym krążkiem, to coś mi pomoże? Człowieku, ja tu umieram. – Żeby skonstruować tak złożoną wypowiedź, musiała zrobić przerwę w kilku miejscach. Próbowała podnieść dłoń, ale nie miała siły. Chłopak poczuł ukłucie w klace piersiowej i nie zważając na jej krzyki, jeśli przeciwne mruczenie można nazwać krzykami, położył ją z powrotem na kanapę.
– Nie dam ci się naćpać – powiedział poważnie, gdy wyjmował szkła z jej dłoni, a ona prawie nie reagowała, nie licząc cichych jęków.
– Z bólu? – Uniosła brwi. – Jeśli nie widzisz, to już się stało.
Jacob sprawnie owinął jej dłoń w bandaż i zakleił brodę oraz policzek. Po półgodzinnej ciszy, jaka zapadła między nimi, Nikol powoli zaczęła odzyskiwać siły. Głowa nadal nie dawała o sobie zapomnieć, ale przynajmniej nie wybuchała co kilka sekund niemiłosiernym bólem. Dziewczyna poszła na górę się przebrać, żeby matka dała jej spokój chociaż w kwestii ubrań w związku z krwią na tkaninie.
Gdy Maylena wpadła do domu jak burza, zbladła jeszcze bardziej, jak tylko ją zobaczyła. Nikol przyglądała jej się, jakby oceniając, czy aby zaraz nie zejdzie na zawał i to jej nie trzeba będzie ratować. Ostatecznie nic nie powiedziała, tylko przewróciła oczami..
Czy wszystkie matki tak reagują, gdy ich dziecko się skaleczy?
– Co się stało?! – Piskliwy głos Mayleny rozniósł się po całym domu.
– Tak ci się historia spodobała, że jeszcze raz chcesz jej słuchać? – Jej córka kierowała gniewne spojrzenie na kwaśną minę Jacoba.
– Jedziemy do szpitala – powiedziała matka tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nikol miała tego dość i wstała z kanapy, kierując się na górę.
– Jak tak potrzebujesz, to jedź. Ja cię nie trzymam.
– Nikol…
Dziewczyna odwróciła się na piecie.
– No co Nikol? O co ci w ogóle chodzi?! Gdy człowiek się skaleczy, to zaraz wyprawiają mu pogrzeb?  – zakpiła. Po spotkaniu z Ninją, raczej zeskrobują jego części.
– O to mi chodzi, że jesteś moim jedynym dzieckiem i nie zamierzam urządzać ci stypy! Cały czas mnie niepokoisz, a ja się martwię! Jesteś nierozważna, uparta, nie dbasz o swoje bezpieczeństwo i masz gdzieś to, że nie jesteś nieśmiertelna! Mam tylko ciebie. Jak ja mam ci teraz pozwolić na wyprawienie osiemnastki w klubie? Jeszcze cię porwą, zgwałcą, zabiją i Bóg wie co! – krzyczała zrozpaczona kobieta, a jej ręce fruwały w powietrzu. To było za dużo. Oczy Nikol zrobiły się wielkie jak spodki, a usta same się otworzyły. Pokręciła głową, unosząc palec.
– Nie zrobisz mi tego. Dobrze wiesz, ile ta impreza dla mnie znaczy! – Jej skóra rozgrzała się do czerwoności.
– Niki… Nie tym tonem. Zachowujesz się jak David. Jesteś taka podobna do niego! Pyskata, bezmyślna i żyjesz w obłokach – powiedziała poważnie Maylena.
Te kilka zdań, jedno głupie zdrobnienie, którym posługiwał się jej ojciec, wywołało w niej lawinę. Nikol czuła, jak w jej żyłach płynie furia, która kazała wyżyć się na matce i zniszczyć ją. Popatrzyła na kobietę z nienawiścią, tak jak tamtego dnia na ojca.  Nie krzyczała, ale jej spokój był jeszcze gorszy od krzyku.
– Nie traktuj mnie jak samego Dzieciątka Jezus. Wiesz, co mnie najbardziej satysfakcjonuje w życiu? To, że mogę ci je niszczyć, powodować, że płaczesz po nocach. Mogę sprawiać, że odczuwasz ból każdego dnia, gdy na mnie patrzysz. Jesteś taka sama jak on. Identyczna – podkreśliła. – Moja nienawiść rośnie każdego dnia, gdy o nim myślę. Nie mogę na ciebie patrzeć, bo płonie we mnie furia, gdy tylko widzę twoją mordę. Nie dziwię się mu, że cię zostawił. Sama mam ochotę to zrobić. Nawet popieram jego pomysł. Jesteś beznadziejną matką, jeśli w ogóle zasługujesz na ten tytuł.
Po tych słowach szybko odwróciła się na pięcie i pobiegła na górę.
– Nikol Ubesejret, nie waż się tak mówić, rozumiesz?! Nie masz prawa!
Głos Mayleny zaczął się łamać. Ona sama stała osłupiała, dopóki nogi się pod nią nie załamały. Z jej oczu popłynął potok łez, których nie była w stanie opanować. Miała ochotę położyć się na ziemi i już nigdy z niej nie wstawać. Zamknąć się i nie otwierać, dopóki jej ciało nie zmieni się w proch. Z każdym dniem brakło jej sił, ale tego popołudnia już kompletnie je wykorzystała.



– Spieprzaj – odpowiedziała Nikol, leżąc na łóżku i patrząc na ocean, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Przysunęła bliżej swoje nogi, by je objąć. Pomimo jej sprzeciwu, osoba po drugiej stronie drzwi o mlecznej szybie nie zważała na jej słowa i weszła do środka.
– Nikol – zaczęła łagodnie Maylena.
– Głucha jesteś czy niedorozwinięta? Bo chyba obie rzeczy. – Dziewczyna nie raczyła obdarzyć jej spojrzeniem, ale poczęstowała ją gniewem kipiącym w jej środku.
– Nikol, zrozum, że... – mówiła delikatnie Maylena.
– Wyjdź. – Córka wskazała jej palcem drzwi. Kobieta zagryzła wargę i pokręciła głową.
– Nie możesz…
– Mogę. Wyjdź. Nie rozumiesz!? – Nikol zaczęła się unosić.
I tak znów przechodzimy do krzyku, pomyślała Maylena. Nie posłuchała swojego dziecka, tylko zbliżyła się i usiadła na łóżku obok dziewczyny. Jednak ta dalej nie miała cukierkowego nastroju. Tej jednak daleko było od idealnego nastroju. Jej wzrok był tępo utkwiony w wodzie. Na matkę nawet nie zwróciła uwagi.
– Nie możesz się tak zachowywać, zrozum, że ja chcę dla ciebie jak najlepiej. – Ani na chwilę nie zeszła z delikatnego, spokojnego tonu, który zawsze uspokajał jej córkę.
Chciała pogłaskać ją po plecach, ale ona odsunęła się. Mina kobiety zrzedła. Nikol się nie odezwała. Zapadła niezręczna cisza.
– Psujesz mi marzenia, o których tak dobrze wiedziałaś. Porównujesz mnie do ojca, którego bardzo dobrze wiesz, że nienawidzę. Nie powinnaś wciągać w to jego – powiedziała wreszcie Nikol. Jej głos był wyzuty z uczuć, tak jak cała postawa. Maylena znów żałowała, że córka się nie wścieka, nie płacze, nie krzyczy, tylko zachowuje, jakby jej to w ogóle nie obchodziło.
– Kochanie, wiem, przepraszam za to i wiem, że zawsze chciałaś tak spędzić swoje urodziny, ale strasznie się o ciebie boję. Nie wiadomo, jacy ludzie chodzą w okolicy, a na dodatek masz poranioną rękę, a z tego co mówił Jacob, nie troszkę. Twoja broda, twój policzek… Jaką bym była matką, gdybym pozwoliła na coś takiego? Kochanie, proszę, nie gniewaj się na mnie. Wiem, nie powinnam na dodatek o nim wspominać... – westchnęła. Miętoliła kołdrę w dłoniach. – Wiem, że nie cierpisz tego tematu, ale zrobiłam to w przypływie emocji. Wiesz, jak cię kocham. Nikol, proszę...
 Dziewczyna się nie odezwała. Siedziała z tym samym wyrazem twarzy, nie ruszając się, udając, że nic jej nie obchodzi, ale w głębi serca było wręcz przeciwnie. Starała się jednak tego nie pokazać.
– I tak zrobię tę imprezę i dobrze o tym wiesz. – Powiedziała to tak, jakby nie usłyszała wcześniejszych słów matki. Czuła, jak zaschnięte łzy ciągną jej skórę.
– Niki... – westchnęła Maylena.
No nie, znowu?!
– Co Niki? Co? Nie jestem małym dzieckiem. Już niedługo nie będziesz mogła mi niczego zabronić. Pogódź się z tym. Już nie  jestem małą dziewczynką, chodzącą na spacery z tatusiem. – Jej głos zaczął się niebezpiecznie trząść. – Już nie jestem malutką córeczką tatusia, kochającą sobotnie wieczory spędzane wspólnie z mamusią i ojczulkiem z popcornem i bajkami w telewizji. To już nie ta sama osoba, mamo. Wybacz. – Pomimo starań, łzy znów leciały jej jak grochy, blokując moc wypowiedzi i zniekształcając niektóre słowa. – To nie jest już Niki. Te–teraz jest Nikol. Nieodpow–wiedzialna, pyssskata Nikol, uprzykrzająca swojej matce życie. Teraz już jest o-o-okropna Nikol, nie Niki – szepnęła zapłakana. Zacisnęła powieki, gdyż emocje był zbyt silne. Skuliła się jeszcze bardziej.
Maylena patrzyła na plecy córki, która płakała razem z nią. Dziewczyna nagle szybko się odwróciła i przytuliła do tak dobrze jej znanego ciała. Ściskała mocno matkę, szlochając w jej klatkę piersiową, w dłoni miętosząc jej koszulkę.
 – Przepraszam, mamo. Tak bardzo cię przepraszam.
– Ja też cię przepraszam, kochanie – szepnęła Maylena, całując czubek głowy córki.
– Kocham cię, mamo. – Nikol wtuliła twarz w zagłębienie szyi matki. Kobieta poczuła przyjemne ukłucie w dole brzucha, a jej łzy popłynęły jeszcze mocniej.
– Ja ciebie bardziej – Maylena przytuliła ciaśniej córkę, tak wyrośniętą, tak różną od drobnego dziecka, jakim była kilkanaście lat temu, a jednocześnie wciąż taką samą. Dziewczyna wtuliła się w ciepłą matkę. Pocałowała ją w policzek i dalej trwała w bezpiecznym uścisku.

*
– Wstawaj – usłyszała przy uchu głos Jacoba. Zacmokała i leniwie otworzyła niezwykle niebieskie ślepia oczy. [ślepia brzmią, jakby była dzikim zwierzem] Podniosła się i spojrzała na niego zaspana, przeciągając się. Zmrużyła oczy i chciała runąć na materac, ale uderzyła głową o zagłówek łóżka.
– Szlag! – krzyknęła.  Jacob gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę, zaniepokojony krzykiem.
– Co ci?
– Szkoła boli – stwierdziła, rozmasowując tył głowy. Zachichotał.
– Dopiero teraz się o tym przekonałaś?
– Nie – powiedziała, przewracając oczami i spuściła nogi z łóżka.

Zakręciło jej się w głowie i pojawiły się mroczki. Próbowała patrzeć w jeden punkt, aby nabrać stabilności, ale to nie skutkowało. Wzięła głęboki wdech, gdyż nagle zaczęło jej braknąć powietrza. Obraz zaczął się zamazywać. Zacisnęła oczy, po czym znów je otworzyła. Nic nie pomagało. Czuła jak jej głowa stała się ciężka. Zbyt ciężka, nie mogła jej uradzić. Obraz zaczął robić się mglisty, nagle poczuła, jak jej czaszka eksploduje ogromna falą niemiłosiernego bólu. Zaczęła krzyczeć, następnie wrzeszczeć. Złapała się za palące miejsce i ściskała z nadzieją, że cierpienie ustąpi; myliła się. Nic nie działało. Oddychała szybko, nie przestając się wydzierać. W pewnym momencie przestała widzieć nad sobą Jacoba i Maylenę. W tym momencie uderzyła nowa fala.
– Błagam, niech przestanie! –  krzyczała co chwilę.

Szamotała się z własnym ciałem, z którym nie mogła wygrać. Cała jej czaszka pulsowała, a wewnątrz czuła, jakby płonęła żywcem. Straciła kontakt z rzeczywistością. Następna fala była już słabsza. Ból ustawał. Mogła złapać oddech. Wszystko wracało do normy. Myślała, że to już koniec, mogła odetchnąć z ulgą. Uspokoiła się. Nagle niespodziewanie, w jednej sekundzie, wszystko powróciło. Ogień niszczył nerwy w jej mózgu. Nie miała już siły krzyczeć.  Ledwie słyszała szloch matki i krzyki, nic poza tym. Powietrze zostało jej odebrane z płuc. Nie mogła oddychać, a ból w każdej następnej chwili narastał. Pisk. Szum. Cisza. Spokój. Krzyk. Płacz. Syreny. Światło. Ciemność.

25 komentarzy:

  1. Omg to jest świetne !

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybacz, że komentuje wszystko co tutaj dotychczas przeczytałem właśnie pod tym rozdziałem, ale czynie tak dlatego, bo w tym miejscu zakończyłem czytanie na dziś. Poza tym też winę za to ponoszą pierwsze rozdziały i prolog, które nie były za długie i niewiele się w nich działo. Z resztą nadal się niewiele dzieje.

    Najpierw sprawy techniczne:
    - Dialogi błędnie zapisane
    - Dużo powtórzeń
    - Brak spacji i kilku przecinków (to się akurat każdemu zdarza)

    Zauważyłem, że powtarzasz nie tylko słowa, ale też całe może nie zdania, ale kilka słów pod rząd, typu "była wysoka" a chwile później "był wysoki".

    190 cm to olbrzymia była, a nie wysoka. aaa przy okazji, to liczebniki piszemy słownie w opowiadaniach, a nie zapisujemy cyframi.

    Co do wyglądu Nici, to ideały nie istnieją, moim ideałem dziewczyna z pewnością nie jest.

    W opowiadaniu na razie nie dzieje się nic ciekawego i mnie osobiście nie dało rady zainteresować, a winę za to ponoszą bohaterowie - nie o ich charaktery i zachowania, bo mają prawo nie być idealni i ja nawet takich wolę, ale brak mi w nich "życia", opisania ich tak by wzbudzili we mnie jakieś uczucia i emocje, bo na tym polega pisanie i taka rola bohaterów by wzbudzali emocje.

    U ciebie wszyscy są piękni, młodzi, wysportowani, bogaci... co w tym fajnego? Tak jest na większości blogów. Wyzbądź się kanonu idealnego świata i idealnego bohatera - i świat i bohaterowie muszą mieć wady.

    Wprowadzasz dużo bohaterów na raz, ale nam ich nie opisujesz na tyle by móc ich zapamiętać i coś do nich poczuć. Był jakiś Marcel, ojciec... byli, znikli, za dwa rozdziały już nawet nie będę pamiętał co mówili, robili i jaki był tego sens.

    DO POPRAWKI. Oczywiście rozumiem, że się dopiero uczysz, że może to być twoje pierwsze opowiadanie, itd, i od czegoś trzeba zacząć by się rozwijać. Ja jak patrzę na moje pierwsze wypociny to jestem załamany ("Arenę" nawet opublikowałem by ludzie mieli porównanie). Jednak u mnie zawsze była fabuła, i nakreślałem ją tak by była wiadomą od pierwszych rozdziałów, a u ciebie to już trzeci rozdział, a jest nudno - nic się nie dzieje. Nicol histeryzuje, wrzeszczy na matkę, oni nad nią wszyscy skaczą jakby była dziecięciem z niepokalanego poczęcia i swoją mocą samego Jezusa przewyższała... nic ciekawego jak na razie, ale wrócę tutaj zapewne jutro i zobaczymy co będzie dalej.

    Pozdrawiam:
    j-i-s.blogspot.com
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za opinie. Dała mi dużo do myślenia. Postaram się popracować nad błędami i ogólnie wszystko pozmieniać. Jeszcze raz dziękuję za pokazanie mi tego wszystkiego.

      Usuń
    2. Przeczytałem jeszcze raz.
      Ciągle nie rozumiem, dlaczego komentarze są widoczne dopiero po zatwierdzeniu ;-)
      Ale wracając do sedna, to stworzyłaś bardzo hermetyczne, bogate środowisko rozpuszczonych dzieciaków. Jeden samochód dostaje od ojca, druga też taka chowana pod kloszem, że lekkie otarcie, kilka zadrapań, a już chcą z nią jechać do szpitala czy na pogotowie.
      Marlena (będą spolszczał) jest bardzo nadopiekuńcza, i choć nie godzę się z jej decyzją, to nie podoba mi się też brak szacunku dziewczyny do matki. O ile umiałbym to zaakceptować u nastolatki (12-15) o tyle 18 lat to już dorosła kobieta, która powinna nieco nad sobą panować.
      Bohaterowie jednak są tacy w jakimś konkretnym celu, więc nie oczekuję od ciebie ich zmieniania, ja tylko wyrażam swoją opinię o nich.
      Ja można spać z nóg? (jeszcze kilka było takich zdań co mnie dziwiły, ale już nie pamiętam, które to, bo czytałem rano, ale nie miałem czasu rano skomentować).
      Czy Jacob zabrał dziewczynę od tego łysego, bo wiedział, że ta osoba to ktoś kto na nią poluje? Spodziewał się jakiegoś zagrożenia?
      Ciekawy jest też watek ojca, który nie wiedział, że ma córkę, a więc dziewczyny wspomnienia dotyczą kogoś kto nie jest jej biologicznym tatą. Tylko gdzie on jest?

      Pozdrawiam i zapraszam do siebie (możesz sobie wybrać któreś opowiadanie):
      dariusz-tychon.blogspot.com

      Usuń
    3. dziękuję za komentarz :D Nikol została specjalnie stworzona na rozpuszczoną córeczkę a jej matka też jest dla czegoś cały czas nadopiekuńcza.
      komentarze są widoczne po zatwierdzeniu, dla mojej wygody. : nie muszę klikać kilka razy dziennie błąkać się po internecie, żeby sprawdzić czy jest nowy, tylko od razu wszystko wiem czy się pojawił jakiś nowy.
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz oczywiścię zajrzę, ale znowu szkoła zabiera mi cały czas, więc jestem słabo dostępna, co widać od razu po czasie pojawiania się nowego rozdziału. Dziękuję . :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z wcześniejszym komentarzem, ale nie jest tak źle :) Błędy w pisaniu zdarzają się każdemu :D Jestem pewna, że się poprawisz, a twoje wpisy będę ciekawsze i przede wszystkim dłuższe ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękują bardzo za opinie, zamierzam się poprawić i już nad tym pracuję, jestem naprawdę wdzięczna za komentarz, gdyż wiem gdzie jest błąd i zamierzam go poprawić. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. <3

      Usuń
    2. Mam pytanie. Piszesz coś? Bo zaczęłam mieć regułę czytanie za czytanie i ogólnie jestem ciekawa :3

      Usuń
  4. Wyłapałam, że kilka razy zgubiłaś literki i trochę chaotycznie w tym rozdziale wszystko opisałaś. Jakoś w tej pierwszej części, która nawiasem mówiąc nie rozumiem, dlaczego jest zaznaczona białym tłem, w ogóle nie mogłam się połapać w akcji w ogóle. Ale dałam radę :)
    Czasami brakuje Ci opanowania w pisaniu, ale zobaczymy, jak to dalej jest w nowszych rozdziałach - zobaczymy :)
    Ogólnie, to zaczęła mnie bardzo, że tak powiem, wkurwiać postać Nikol xD Zrobiłaś z niej taką cholernie pyskatą dziewuszkę, która musi wszystko mieć, robi z siebie gwiazdę i nie szanuje ludzi xD Doprawdy zaczęłam ubolewać nad biednym Jacobem, że jest z tą dziewczyną xD Ale jak napisałaś, to jest po przeżyciach, więc może czeka mnie miła niespodzianka i jej charakter się zmieni? :)
    Pozdróweczka i pjona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz :D postaram się jakoś zapanować nad akcją xD. Jest to moje pierwsze opowiadanie, wiec jeszcze słabo mi idzie. Man nadzieję, że się poprawię z czasem i będzie lepiej :). Jeszcze raz dziękuję za komentarz :D

      Usuń
  5. Jeśli chcesz usunąć białe tło spod tekstu, to:
    Utwórz na pulpicie nowy dokument tekstowy (nie wordy, tylko ten podstawowy, najstarszy najprostszy dokument, który masz. Nazywa się po prostu 'dokument tekstowy']. Stworzysz go poprzez kliknięcie na pulpicie prawym przyciskiem myszy, klikasz nowy i klikasz dokument tekstowy.
    Kopiujesz tekst z bloga, następnie wklejasz go do tego dokumentu. Później wklejasz go z powrotem na bloga. Gotowe ;)

    Podoba mi się pomysł na opowiadanie, chociaż zgadzam się z DARIUSZ TYCHON. W porównaniu do poprzedniego rozdziału, ten jest pogmatwany, duużo powtórzeń, kilka błędów. Polecam ci po jakimś czasie poprawiać posty, lub zanim dodasz to przeczytaj go na drugi dzień, gwarantuję Ci, że po upływie tej odrobiny czasu, zmianie emocji i nastawienia - dostrzeżesz nowe błędy. Bardzo często piszesz wyrazy typu "zaczą" zamiast zaczął - nic innego [prócz masła maślanego] mnie nie kuje w oczy tak jak to. Boli mnie to xD
    Często brakuje przecinków etc, etc.
    Polecam Ci albo przeglądać i poprawiać błędy jakiś czas po napisaniu tekstu, lub znaleźć betę na bloga, która zrobi to za Ciebie. :)

    Ogólnie mogłoby dziać się trochę więcej, ale jestem pozytywnie nastawiona i jutro jak trochę odeśpię - kontynuuję czytanie.

    Pozdrawiam serdecznie, życzę motywacji, niezrażania się do negatywnych komentarzy i nieskończonej weny.
    KatieKate

    OdpowiedzUsuń
  6. A co do długości postów... ja preferuję średniej długości posty. Nie takie, które będzie się czytało godzinami - bo mało kto będzie Ci takie chciał nadrabiać, ale też nie takie, które skończę po 3 minutach i nie wiem czy to była notatka do postu, czy taki zremiksowany rozdział.
    Długość TEGO postu - jest idealna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że mam problem z Ł xD. Często je zjadam. A co do przecinków to przez kawałek będziesz musiała się pomordować, bo dopiero później przyszła Carrie i Agnieszka, które wyłapują mi je.

      Jak pisałam rozdziały, to nikt się nie odzywał co do długości i później będą one krótkie. :/

      Jak wkleję do tego dukumentu to nie usunie mi formatowania? Kiedyś próbowałam wkeljać do notatnika,ale zjadł mi wszystkie akapity, kursywy itd. Dzięki za podpowiedź. Wypróbuję :D

      Usuń
    2. No tak format Ci usunie niestety, ale pozbędziesz się tła, które utrudnia czytanie Twojego bloga. :D
      Pozdrawiam, KatieKate ;*

      Usuń
  7. Jak dla mnie wszystko jest dobrze napisane i przejrzyste XD. Ja tam nie wiem dlaczego Ci w komentarzach powyżej się tak czepiali :P
    Hmm, no ciekawie, ciekawie... Co stało się z jej ojcem? Jak opisywałaś ten wypadek to na początku myślałam, że w tym samochodzie są ci źli i że chcą ją albo porwać albo zabić XDDD A tu nic XD I ta końcówka... co jej się stało? Umarła? XD
    Dobra lecę czytać kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zza te komentarze :D Kocham je czytać, a od tygodnia nic nie dostałam. To takie piękne uczucie, kiedy zobaczyłam 3 nowe komentarze :D Dzięki :*

      Usuń
  8. O kurczę, o co chodzi z tym autem, czy kierowca specjalnie próbował ją potrącić? Jakoś tak nie wyłapałam i dlaczego Nikol nie przyznała się do tego co tak naprawdę się stało. A jeśli już o niej mowa, to ma dziewczyna charakterek, ma cięty język i chyba jeszcze nie wypowiedziała żadnego zdania bez ironii, póki co nawet mi się to podoba, dobrze, że jest "jakaś" tylko mogłaby tak nie syczeć na Jacoba, który skacze koło niej jak koło jajka :)

    Jeśli chodzi o błędy to jest ich naprawdę niewiele, wyłapałam kilka literówek, np Parskną - powinno być parsknął (chyba druga linijka od góry) oraz pukną - brakuje ł na końcu wyrazu.
    trawa na trawniku - nie lepiej po prostu trawnik, takie trochę masło maślane.

    Pozdrawiam i lecę dalej :)
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś z tego co pamiętam pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na samochód xD Dobrze patrzysz i tu ci się to przyda dalej :D Dzięki za komentarz i to, że czytasz <3

      Usuń
  9. Jako, że postów jest dużo, to nie wiem, czy będę komentować każdy. Pewnie raz na ileś, żeby szybciej nadrobić. Dlatego też ten komentarz też będzie mega krótki, a jak będę na bieżąco, wtedy będę się wysilać;D

    Tutaj powiem tyle, że główna bohaterka strasznie zaczyna działać mi na nerwy. Jacob zajął się nią, opatrzył, a ta zamiast być wdzięczna, to rzuca takimi tekstami, jakby jej krzywdę robił. No i potem to, co wykrzyczała matce... że ją nienawidzi, że niedziwne, że ojciec odszedł. To było poniżej pasa! Dobrze, że potem przeprosiła.
    Jednym słowem, dziewczyna ma chakterek.. i to w pewnym sensie dobrze, bo jest wyrazista, ale coś czuję, że jeszcze nie raz będę na niej psy xD

    sila-jest-we-mnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha nie miałam żadnych zamiarów z jej charakterem, gdy ją tworzyłam xD Jesteś jedną z większości, która jej nie lubi na początku haha. Nie ma sprawy, komentuj ile chcesz i jak chcesz. Ważne, że jesteś :)
      Dziękuję za komentarz :D

      Usuń
    2. zjadłam wieszać* w ostatnim zdaniu :/
      :D

      Usuń
  10. Hello this is somewhat of off topic but I was wanting to know if blogs use
    WYSIWYG editors or if you have to manually code with HTML.
    I'm starting a blog soon but have no coding knowledge so I wanted to get guidance from someone with
    experience. Any help would be enormously appreciated!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i don't know how use manually code with HTML. I watched films on youtube and did all what i saw on films, but not in HTML but in settings blog template. :)

      Usuń
  11. Incredible points. Solid arguments. Keep up
    the amazing spirit.

    OdpowiedzUsuń