poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 8


Gdy się obudziła, nareszcie nie bolała ją głowa. Nie zastanawiała się nad tym, co wydarzyło się wcześniej. Była tak obojętna, że nie zdziwiłoby jej nawet uznanie Mickiewicza za najwybitniejszego pisarza przez Słowackiego. Leżała tak po prostu, o niczym nie myśląc pierwszy raz od kilku dni. Nie zaciekawił jej nawet za bardzo widok łysego mężczyzny, który wszedł do pomieszczenia dzięki rozsunięciu się ścian. Zerknęła na niego i dalej wpatrywała się bez wyrazu w biały sufit.
Nikol, jak się czujesz? usłyszała. Zerknęła na niego znudzona.
Okey – odpowiedziała obojętnie i wróciła do wpatrywania się w swój punkt.
Ubierz się a jak skończysz przyjdę po ciebie. – powiedział, po czym przypatrzył się jej chwilę  i wyszedł.
Dziewczyna nie zastanawiała się w co ma się ubrać. Po prostu rozejrzała się i zauważyła dziurę w ścianie a w niej jej bieliznę oraz czarne jak jej wymarły umysł legginsy i bluzę z kieszeniami, w której często chodziła w weekendy, nie zważając czy na dworze był upał, czy szaleńczy mróz, przyjaciel jej nowego serca. Nie odpowiedziała sobie na pytanie, które nawet nie powstało, skąd zestaw zagrzebany pod łóżkiem znajdował się właśnie w jej dłoniach. Wzięła je tylko, położyła na łóżku, ubrała. Jej umysł robił się jednak coraz mniej obojętny. Lodowy system sterujący życiem, który kiedyś nazywany był sercem jakby odmarzał, powodując spięcia w oprogramowaniu, wydostając usunięty z softwara ból i strach. Obróciła się lekko ze wzdrygnięciem, gdy usłyszała za sobą znanego mężczyznę.
Chodź. Już czas żeby cię zobaczył.
Miał cichy głos, który i tak odbił się od pustego pomieszczenia. Obejrzał ją od stóp do głów, czarną postać z siwą twarzą, czarnymi oczodołami nadającymi upiorności  i ciemnymi włosami. W panującej wokół bieli była jak reflektor w gęstej nocy. Ruszyła za nim jak śmierć, drepcząca tuż za jego plecami.
Gdy stanęli przed ścianą, ta rozsunęła się, ukazując pusty bez drzwi i okien tunel, a raczej świecący w połysku korytarz. Nikol jednak nie zwracała uwagi na fakt, że nie było drogi ucieczki. Już dawno się z tym pogodziła. Wsłuchiwała się w głośny odgłos swoich butów i cichuteńki mężczyzny, którego rzecz biorąc, prawie nie było. Po pewnym czasie skręcili wprost na ścianę. Łysy wyciągnął swoją dłoń do niej, przycisnął a powierzchnia pod nią rozświetliła się na niebiesko i ściany rozsunęły się, ukazując duży stół z krzesłami dla trzydziestu osób. Pomieszczenie w całości okazało się być pokryte lustrami, co tworzyło niekończącą się przestrzeń ginących, ciemnych tuneli.
Przy stole stał następny łysy mężczyzna, który mógł podchodzić pod czterdziestkę. Gdy tylko ich ujrzał, przejechał ręką po czarnej dłuższej brodzie. Jego ostre, poważne rysy twarzy jeszcze bardziej się zaostrzyły, jak zaczął się jej przyglądać, co wywołałoby w niej strach, gdyby nie była jeszcze tak otumaniona. Umysł Nikol jednak powoli przezwyciężał mgłę obojętności i zaczął powoli oceniać sytuację. Serce w końcu bardziej pompowało krew, dotleniając organizm, ożywiając mózg.
Dlaczego nikt nic nie mówi? Co chcą mi zrobić? Czy zaraz dokonają transakcji sprzedając mnie na szkolenie a następnie wystawią do walki lub zrobią ze mnie swojego żołnierza z przystawioną spluwą do skroni? Gdzie jest Jacob? Gdzie są jego obietnice? Gdzie jest moje zapewniane bezpieczeństwo.
Hershey przyglądał się jej uważnie. Zauważył, że obudził się jej instynkt samozachowawczy, który prawdopodobnie krzyczał “Uciekaj!”, ale ona stała skamieniała, nie wiedząc co zrobić. Nie tego się spodziewał.
Jesteś silniejsza niż myśleliśmy. Twój umysł broni się przed lekami. Nie chce zostać uśpiony.  – zamyślił się na chwilę. – Wciąż żyjesz. – Odsunął krzesło i usiadł na nie, wzdychając. – I co my mamy teraz z tobą zrobić, Nikol Ubesejret? – odezwał się twardym głosem, który odbijał się od ścian.
Wypuście lub zabijcie, zgadzam się tylko na te opcje.
Nikol stała jakby była betonową ozdobą tego miejsca. Nie wiedziała co ma robić.
Uciekać.
Rozejrzała się, myśląc że dyskretnie, za drzwiami za którymi mogłaby zniknąć w ciągu jednej i pół sekundy, niczym dziewczyna w sklepie na widok siedemdziesięcio procentowej przeceny, ale wyjścia nie było. Znowu. Poczuła dłoń na plecach. Odwróciła się gwałtownie, patrząc na twarz mężczyzny, który ją przyprowadził.
Nikol nikt nie powiedział ci czemu się tu znalazłaś, prawda? – powiedział brodaty facet, wskazując jej, żeby usiadła. Ona jednak nie drgnęła.
Nnnie.
Hershey przypatrzył się chwilę jej twarzy, która na moment złagodniała.
– Masz zupełnie takie same oczy jak ojciec.
Poczuła jakby dostała obuchem w łeb. Zamrugała, analizując czy na pewno dobrze usłyszała.
Ojciec? Ojciec był gangsterem? To dlatego jestem tutaj? To przez niego. Może… może jego też kiedyś porwali? Albo… obserwowali mnie.
S...skąd zna ppan mojego oo...ojca? – wydukała ze ściśniętym gardłem.
Znam go i to bardzo dobrze. – Uśmiechnął się do niej. – Ale nie chodzi tu o to, skąd go znam. Tu chodzi kim on jest. – Spojrzał jej w oczy i przysunął się bliżej. – I jak to się stało, że tu jesteś. Usiądź.nakazał.
Nikol poczuła, że łysol zza niej ją popchnął w stronę krzesła. Odwróciła się do niego, a on grzecznym gestem wskazał, żeby usiadła. Lekko kiwnęła głową i zrobiła jak kazał.
Kojarzy ci się nazwa „kasyczi”? – zapytał straszny łysol, który uniósł brodę wyżej a na jego twarzy zawitała duma.
Kojarzy mi się z kasyci. Jednym ze starożytnych narodów, którego pochodzenie nie jest do końca jasne. W Mezopotamii Kasyci po raz pierwszy pojawili się w okresie starobabilońskim - ich najstarsze ślady pochodzą z osiemnastego wieku przed naszą erą. – wyrecytowała.
Mądra. Dobra pamięć. – mruknął do siebie. – Ja opowiem ci jak to było od samego początku. Od samego powstania człowieka. Przypomnijmy sobie wiedzę z zakresu antropogenezy.
Jak wszyscy doskonale wiemy, cztery milionów lat temu na świecie żył Australopitek, czyli pierwszy ssak człowiekowaty, od którego powstał dzisiejszy Homo sapiens. Otóż na początku wszystko jest tak, jak ludzie to ją opisują. Do czasu. Otóż ludzi i kasyczi łączyła wspólna ewolucja do czasów Australopithecus sediba, kiedy to równolegle z nim na ziemi żył Homo gautengensis. Ludzka historia mówi jednak, że Homo gautengensis jest boczną, ślepą gałęzią w drzewie genealogicznym hominidów, ssaków człowiekowatych. Lee Berger nawet nie uznaje go jako gatunek istniejący i jego szczątki przypisał do wcześniejszego gatunku Australopithecus sediba. Prawda jest taka, że właśnie wtedy wytworzył się nowy gatunek. Kroczący bardzo blisko dalszych ludzkich homo, dlatego jesteśmy do siebie tak bardzo podobni. Zewnętrznie i wewnętrznie. Lecz nie do końca.
Hershey wskazał na swoją głowę.
Homo gautengensis rozwijał się znacznie szybciej. Zdobywał więcej wiedzy, szybciej się uczył. On dużo prędzej niż człowiek korzystał z ognia i hodował zwierzynę, czego nauka ludzi już nie podaje. Ale nie bez powodu, lecz o tym za chwilę. Syntetyzując Homo gautengensis, kasyczi to podobny gatunek do homo sapiens, lecz mądrzejszy. Doskonalszy. Lecz w przyrodzie dochodzi do hybrydyzacji. Kasyczi łączy się z człowiekiem, generując czasami bezpłodne potomstwo. Intelektualne stworzenia w parze z “rozumnym” osobnikiem formują organizmy genetycznie pół na pół, co wyjaśnia wysoki lub średni iloraz inteligencji. Wiele osób na świecie jest potomkiem takiej hybrydy, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Geny mogły uzyskać nawet po dziadkach, którzy otrzymali ich stosunkowo więcej. Wszystkie doświadczenia, odkrycia i wynalazki nie są stworzone przez przez człowieka, ale hybrydy lub osobniki czystej krwi kasyczi. Niestety świat nie zna tej prawdy, ponieważ czyści kasyczi stworzyli swoją własną populację wiele, wiele lat temu, aby nie doprowadzić do całkowitego zaniku gatunku. Pozostają nieznane, by chronić ich czystość, dlatego każda informacja, która wspomina lub może wspominać istnienie kasyczi należycie szybko ulega destrukcji. Lecz każdy ma wolną wolę. Może wyjechać z Narodu, ówcześnie zapominając o jego istnieniu, dlatego tak wiele hybryd nie ma pojęcia o specjalnych genach, znajdujących się w ich organizmach. Zapytasz więc kim jest człowiek, najinteligentniejsze stworzenie na ziemi? Jest mieszanką genetyczną  mądrego kasyczi i jego antonimu “człowieka”. Znany człowiek jest natomiast gamoniowatą istotą, której inteligencja pozostawia sobie wiele do życzenia. Tak, nadal znajdują się jednostki czystej krwi, bądź jedynie zaplamione mądrością kasyczi. Niestety ich geny są o wiele silniejsze od naszych, dlatego mamy efekty w ludzkiej populacji, jakie mamy. Reasumując, na ziemi rozróżniamy takie gatunki jak: człowiek, kasyczi, czyli my oraz hybrydy.
Nikol popatrzyła na niego z uniesionymi brwiami.
Tak jak myślałam, jest to psychiatryk, a to mój nowy kolega z oddziału.
 – I co ta wasza teoria powstania człowieka ma wspólnego z moim porwaniem? – spytała cicho.
– Nikol, to nie jest teoria... – powiedział stojący za nią łysol.
– Spójrz na siebie. – wciął mu się Hershey, zwracając się do dziewczyny.
Nikol wykonała polecenie ze zmarszczonymi brwiami.
– A teraz spójrz na nas. Widzisz różnicę? Ja i Szejn mamy czyste drzewo tak jak ty. Ale zauważyłaś coś? Różnimy się.
Wstał i wskazał jej żeby poszła w jego ślady. Zdezorientowana stanęła przy nim. Mężczyzna mógł mieć lekko ponad sto osiemdziesiąt, ale i tak odchylił głowę, aby spojrzeć jej w oczy.
– Podejdź do lustra.
Zerknęła na niego, ale po chwili znaleźli się przed odbijającą szybą.
– Spójrz na swoje oczy a potem na moje.
Nikol przyjrzała się swoim tęczówkom, które najbardziej rzucały się wzrokowi przez swój niezwykle nasycony niebieski kolor zupełnie jak pięknych postaci w grach komputerowych o ostrej grafice i kolorystyce.  Później zwróciła uwagę na oczy Hersheya. Były zwykłe, powoli wygaszające z biegiem lat.
– Nigdy nie zastanawiałaś się dlaczego ty i twoi znajomi tak bardzo wyróżniacie się z tłumu?
Nic nie odpowiedziała, tylko mu się przyglądała, słuchając do czego zmierza. Kazał jej z powrotem usiąść. Usiadła.
– Ludzie zawsze pragnęli być idealni, lecz nawet nie wiadomo jak by się starali, to i tak nie pozwolą im na to ich człowiecze geny. Są jak zaraza wybijająca dobre bakterie. My jednak potrafimy stworzyć organizmy udoskonalone, będące marzeniem zakompleksionej kobiety, członka klubu sportowego a nawet niespełnionego naukowca. GMO jest dobre. Dzięki niemu możemy tworzyć wszystko jak tylko chcemy. Udoskonalać niedoskonałe rzeczy. Dodawać piękna, siły oraz inteligencji. Zmienić wszystko. Kolor włosów, oczu czy rozmiar stopy. Wykluczyć wszystkie choroby. Zwiększyć. Zmniejszyć.
            Zatrzymał się na chwilę i uśmiechnął delikatnie z triumfem.
            – Możemy być bogami. Tworzyć świat tak, jak chcemy, gdyż to nie tyczy się tylko kasyczi ale i zwierząt czy roślin.
Robi się coraz dziwniej…
              A więc jestem kasyczi czystej krwi, ale genetycznie zmodyfikowanym? – zapytała niepewnie, starając się nie rozgniewać na pewno silniejszych od niej mężczyzn tym, że niezbyt przemawiają do niej ich poglądy i teorie.
            – I tu jest właśnie ten problem. – Hershey rozsiadł się wygodniej, opierając łokieć o stół. – A właściwie twój ojciec.
            Nikol wyprostowała się jak struna słysząc ostatnie dwa słowa. Nie polegało to na tym, że przypisują sobie do niego jakąś historię, tworząc nowe społeczeństwo i gatunek, bo do tego ma prawo każdy pisarz, reżyser czy kowalski spod dwójki. Chodzi o to, że jakaś sekta, gang lub inna niebezpieczna porywająca bezbronne dziewczyny grupa zna jej ojca.
            I to podobno bardzo dobrze.
Ojca, który na dodatek od kilku lat nie żyje, więc to nie mogła to być świeża sprawa.
Blef.
            – Co jest z moim ojcem? – Była poważna, zimna i nie przerażona. Ciekawa.
            – David był jednym z nas. I nie tylko. Był także pierwszym dzieckiem, które zostało genetycznie zmodyfikowane. Dostał dużą dawkę oksycydru, substancji odpowiedzialnej za płodzenie potomstwa. Urodził się bezpłodny.
            Nastała cisza. Ciężka jak życie ze świadomością, że już nigdy Bez, Julia ani Zuzka się nie uśmiechną. Chyba że w trumnie na widok pracownika domu pogrzebowego. Jeśli w ogóle go zobaczą.
            Kim jesteś łgarzu, żeby oskarżać moją matkę o puszczalstwo? Kim jesteś, żeby wmawiać mi, iż ten człowiek był zraniony przez niewierną żonę, podczas gdy zerżnął pierwszą pod następną nocną latarnią? Może jeszcze rzucić przy kawie, że tak naprawdę to miał prawo, co? Bo ona była pierwsza? Kim jesteś śmieciu! Ja ci powiem. Jesteś zwykłym sukinsynem, porywającym młode kobiety, niszczącym im obraz dotychczasowego życia by stały się bezbronne. Ale wiesz co ja na to?
            – Aha. – mruknęła znudzona pod nosem. Wciągnęła powietrze i zaczęła zrywać skórki przy paznokciach. Nikt nic dalej nie mówił, dlatego spojrzała spod rzęs na faceta, pytając czy to wszystko.
            Nagle on wyciągnął dłoń w bok, czekając aż ktoś mu coś poda. Podszedł do niego Szejn wręczając mu plik kartek. Dziewczyna nie miała pojęcia kiedy je zdobył. Hershey rzucił je przez stół, że doleciały po nim aż do niej i zatrzymały się.
            – My nie używamy papieru, ale stwierdziłem że bardziej będziesz ufna starym przyzwyczajeniom. – Wskazał kartki, widząc jak patrzyła na nie nieufnie zdezorientowana.– No dalej, nie gryzą.
Wzięła je do ręki i przyjrzała się im. Nigdy nie widziała podobnych dokumentów, ale wiedziała, że są to wyniki badań potwierdzające słowa mężczyzny. Spojrzała na rok urodzenia, wzrost, kolor oczu i na zdjęcie. Gdy zobaczyła tę twarz, łzy na szczęście nie napłynęły jej do oczu. Wykorzystała na niego już wszystkie zasoby oraz te trzymane w rezerwach. Nie czuła nic. Zjechała wzrokiem niżej na wynik badania. Wiedziała co tam zastanie, w końcu nie bez powodu go dostała. Odłożyła kartki i zwróciła uwagę z powrotem na brodatego łysola.
            – Między nimi dochodziło do wielu kłótni. Rozstali się. David wtedy nie mógł tego wytrzymać. Bardzo ją kochał, jego emocje zostały wzmocnione, więc oddczuwał bardziej. Postanowił popełnić samobójstwo, lecz nie uśpił się. Podejrzewamy, że przemawiało przez niego takie szaleństwo, iż wziął co miał pod ręką i rozpruł sobie brzuch by jak najbardziej cierpieć. By zagłuszyć ból psychiczny.
            Nikol także czuła ból, ale fizyczny. Przed oczami miała białą linię na brzuchu ojca, linię po “dawnej operacji, która wcale nie bolała, bo gdy się wybudził, mama pokazała mu zdjęcie jego najukochańszej córki na świecie”. Linię, którą ojciec tak bardzo nie lubił. Dziewczyna złapała się za brzuch, starając się powstrzymać łzy, zagryzając z całych sił wargę, co choć na chwilę odwracało jej uwagę. Hershey spojrzał w jej zbolałą twarz i oczy, które momentalnie zrobiły się czerwone i szkliste.
– Maylena zarzekała się, że to jego dziecko. Namówiła mnie, żebym jej pomógł. Prosiła, żebym wykonał test na ojcostwo. – zrobił przerwę i spojrzał jej w oczy. – I miała rację.
Nikol poderwała głowę. Zaczęła się gubić w całej tej historii. Przeczesała włosy palcami i zatrzymała je na karku. Była zdezorientowana jak zepsuty kompas, wskazujący północ na południu.
            – Do niego system wezwał pomoc zaraz po tym, jak wyczół krew, co jeszcze bardziej wskazuje na to, iż był to akt desperacji. Potem ponowiliśmy wszystkie badania i bez wyjątku wychodziły tak samo. David nadal był bezpłodny. – Wskazał na dokumenty, w które patrzyła wcześniej. Wzięła je już bez zachęty. Zszokowana wpatrywała się w papier.
            – Zostawił sobie nawet bliznę. Maylena mówiła, że nie lubi jej, ale z jakiegoś powodu chciał ją mieć.
            Nikol przełknęła gulę w gardle. Starała pamiętać to, że ojciec nie był bez winy, ale nie potrafiła. Cały czas wyobrażała sobie, jak bardzo musiał cierpieć przez nią, ale jednocześnie jak bardzo ją kochał.
            A jak bardzo musiałyście cierpieć przez niego wy.
            – Wracając do twojego pytania. Nie. Nie jesteś kasyczi z GMO. Dlatego właśnie tu jesteś. Pomimo braku ingerencji w twój organizm z racji tego, że David pozabijałby wszystkich, którzy by tylko spróbowali, jesteś jaka jesteś. Przy genetycznej modyfikacji zmieniamy pewne rzeczy, ale tak jak je wygenerujemy, tak one zostają. U ciebie natomiast DNA się mutuje. Samoudoskonala. Komórki z roku na rok wytwarzają substancje, które poprawiają twój wzrok, słuch, siłę, wygląd, inteligencję, jednym słowem – wszystko. My możemy interweniować w DNA tylko w okresie prenatalnym, po narodzinach nie jesteśmy w stanie nic zrobić. U ciebie to wygląda zupełnie inaczej. Przeformułowywuje go cały czas.
– Jesteś chodzącą wielką niewiadomą. Jesteś czymś, o czym nie mamy pojęcia. Czymś co nie miało prawa powstać. Czymś, co może zmienić się w coś bardzo niebezpiecznego. – Przybliżył się, opierając łokcie na kolanach. – Zdradzić ci tajemnicę? – Zniżył głos do złowrogiego szeptu – Jesteśmy trochę podobni do ludzi. Boimy się tego co niewyjaśnione. Co przeczy wszystkim prawom nauki. A jeśli tak się dzieje to, co trzeba z tym czymś zrobić? – Nastała cisza jakby oczekiwał od niej odpowiedzi. – Trzeba to zniszczyć, bo może się okazać złowrogie dla otoczenia. Jesteś mutantem, który może wymordować nas wszystkich. – Odsunął się a ona przerażona spojrzała na niego.
Zaczęła kręcić głową. Otwierać i zamykać usta. Nie mogła tego zrozumieć. Nie mogła pojąć tego wszystkiego. Nie wierzyła w nic. Nie wierzyła, że może być niebezpieczna a skoro ona uważała się za nędznego słabeusza, dlaczego oni mówili coś innego? Dlaczego nie widzieli tego co ona?
– Boicie się mnie? To mi trzęsą się kolana. Zabilibyście mnie jednym ciosem, przed którym uciekłabym z krzykiem. Jestem tak niebezpieczna przy was jak puchaty połamany króliczek. Naprawdę? Boi się mnie pan? – Zacisnęła szczękające zęby. Nie wiedziała już jak się ratować. Jak pokazać, że jest zwykłą mazgają, która wrzeszczy, gdy zahaczy o szafkę małym palec u nogi.
Chyba zaraz zwymiotuję.
– To co wydaje się bezpieczne, wcale nie musi takie być. Twój organizm nie bez powodu wzmocnił nadzwyczajnie samoregenerację, zapewniając błyskawiczne dochodzenie do siebie. Buntuje się przeciw podwójnym dawkom leków usypiających, z których wychodzi bez zmasakrowanego serca  i poparzonych, sflaczałych płuc. Jesteś w stanie powiedzieć mi, że jesteś normalna? Wiesz w ile twój organizm leczy brzuszną ranę kłutą?
Przełknęła ślinę.
            – Niecały tydzień temu było to czterdzieści minut. Dzisiaj komórki są jeszcze silniejsze.
            Wciągnęła powietrze i starała się je wypuścić powoli, jednym ciągiem a nie przerywanie jak warcząca kosiarka. Nie patrzyła na Hersheya. Rozejrzała się po lustrzanym wnętrzu. Brak klamek.
            Jestem w dupie.
– Tamci co chcieli mnie zabić, też się mnie bali, prawda? To dlatego mnie szukali? – zaczęła grać na zwłokę. Tak naprawdę już miała to gdzieś, kto chciał ją zabić, za co chciał ją zabić, bo już w tych algorytmach pogubiła się dawno temu.
– Najpierw chcieli wyciągnąć twój kod genetyczny, a potem wykonać na tobie eksperymenty. Lecz jeśli biorąc pod uwagę, że niektórych mogłabyś nie przeżyć, to odpowiedź mogłaby być jednocześnie potwierdzająca.
Co tu się dzieje…
Znów się rozejrzała za wyjściem jak w domu, gdy otwierała lodówkę, bo może coś ty razem będzie w niej nowego do jedzenia.
– Zabijecie mnie. – Nie było to pytanie a stwierdzenie, z którym miała nadzieję, że się pogodzi. Myliła się jednak.
Nie oczekiwała odpowiedzi.
– Nie.
Gwałtownie spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami. Jeszcze bardziej zaczęła się gubić w tym wszystkim. Przetarła twarz dłońmi, nie wiedząc co innego mogłaby zrobić.
– Nie zabijemy cię a wyszkolimy. Możesz okazać się dobrą bronią. Zaczniesz w najbliższym czasie. Zaraz poznasz Rusha. To on jest odpowiedzialny za stworzenie z ciebie wojownika. – Pokazywał swoją dostojną powagę i kamienną twarz. Pokazywał, że w tej wypowiedzi nie było pytania a rozkaz. Ma się podporządkować, być posłuszna.
W domu dziewczyna zaczęłaby pyskować. Krzyczeć. Buntować się. Nienawidziła, gdy ktoś jej dyktował, co ma robić, ale tu nie była w domu. Była w rękach, pomimo że niższego to rosłego mężczyzny, z którym się nie dyskutuje, nie pyskuje i nie krzyczy. Nie chciała być żadną bronią. Nie chciała przechodzić żadnego szkolenia, ale czy życie dało jej wybór? Zawsze była przekonana, że każdy szczegół w jej własnej historii zależy od tego, jakie decyzje podejmie sama. Prawda była jednak inna. Dalsze rozwinięcia gry wybierał najsilniejszy lub najbogatszy. Tak jak w “The Sims”. Postaci idą i robią co chcą, dopóki nie przyjdzie gracz i nie porozstawia ich po kątach, decydując co on właśnie chce zrobić z ich życiem. One nie mają takiej siły, by się przeciwstawić. Zupełnie jak Nikol.
Mama...
Po jej twarzy popłynęły łzy.
– Ale co z mamą? Ja muszę wracać do domu. Oni ją zabiją. Ona tam jest. Zemszczą się na niej. To moja wina. Nie mamy. – zaczęła panikować, mówić szybko. Oddychała wdech za wdechem. Złapała krzesło w drżące dłonie. Ponownie rozejrzała się. Lewa. Prawa. Wdech. Drżący wydech. Mama.
A jakby zbić to lustro? Może jest weneckie? Może jest wyjście. Musi być. Musi.
Znajdą cię, nim jeszcze tam dotrzesz. Myślisz, że nie wiedzą już, gdzie mieszkasz? Jak ty to sobie wyobrażasz? Myślisz, że jak tam wrócisz to co? Powstrzymasz ich? Zadzwonisz na policję? A może poprosisz, żeby wyszli z twojego domu? – W jego głosie było słychać pogardę dla jej planu, ale nie był zimny jak wcześniej.
Straciłam wszystkich. Jak stracę ją, nie będę mieć już nikogo.
Zrobię cokolwiek w mojej mocy. Nie będę stać i patrzeć jak robią jej krzywdę. Nawet jeśli nie dam rady, to nie pozwolę, żeby umierała w samotności.  Nie dam  jej  skrzywdzić. Rzucę się na nich, będę walczyć, krzyczeć, bić, drapać i gryźć po kostkach. Rozszarpię każdego, kto się do niej zbliży. Zabije wszystkich po kolei.
Dyszała ciężko, poważnie patrząc mu w oczy. Odezwała się w niej lwica, rycząca jakby odebrano jej młode. Ogień bił ją od środka, podniecając chęć obronienia matki. Myślała przez chwilę, żeby rzucić się na mężczyznę, ale nie zrobiła tego.
Nikol spięła się, przygotowana do wparowania w lustro jak buldożer.
Co jeśli coś jej zrobią? Co jeśli ma otwarte drzwi w nadziei, że wrócę? Co jeśli wpuści każdego, kto tylko powie, że ma informacje na mój temat? Jest bezbronna. Sama.
Mężczyzna patrzył jej w oczy, jakby chciał coś z nich wyczytać. Miał skrzyżowane ręce na piersi. Stał wyprostowany. Jego twarz nie zmieniła wyrazu z kamiennej maski, ale jeśli w oczy spojrzałby mu ktoś, kto go dobrze zna, zobaczyłby, że nie maska ich nie sięgnęła.
Co jeśli już leży gdzieś, krzycząc pomocy? Może nikt jej nie słyszy. Może nie chce, żeby ktoś ją słyszał...
– Tylko byś jej zaszkodziła, ponieważ prawdopodobnie tylko ją obserwują i czekają kiedy z zakrwawioną peleryną przylecisz jej na pomoc. Nie zrobią jej krzywdy z tego względu, że nie miałabyś po co wracać. A będziesz wiedzieć, bo nie tylko oni się nią interesują. Jeśli się zbliżą, będziemy o tym wiedzieć. Nie zależy im na niej, tylko na tobie.  ­– Imponowała mu jej ochota do walki za własną matkę, ale myślał, że jest mądrzejsza niż takie samobójcze podejście do sytuacji.
Trzeba będzie ją jeszcze wiele nauczyć, ale jest w niej potencjał. Najważniejsze, że jest w stanie poświęcić wszystko dla danej sytuacji. Nawet zabić. – pomyślał, dokładnie obserwował jej zachowanie. W jednej chwili płacze pokonana, w drugiej jest opętana furią a następnie zagubiona.
Zbyt emocjonalna – pomyślał – A emocje są najlepszym joystickiem.
– A co jeśli nie chcę tego szkolenia?
– A jest w ogóle jakaś twoja opcja do wyboru? Chyba że wolisz, aby cię zlikwidować, bo jak mówiłeś, jesteś zbyt niebezpieczna. Oraz wtedy nie uratujesz matki. – Nikol miała wrażenie jakby był posągiem wielkiego uczonego, znającego wszystkie pojęcia, ale to jedno było dla niego zbyt trudne: empatia.
Kombinuje jak tylko może, ale nie wykazuje zbytniej inteligencji. Nie myśli o za i przeciw. Podejmuje spontaniczne decyzje. Jak narazie nie wydaje się lepsza od nas. – analizował.
Do pomieszczenia wszedł ponad dwumetrowy umięśniony mężczyzna. Brunet miał duże, niesamowicie ciemnobrązowe oczy, które wydawały się aż czarne. Jego poważna, nie znosząca sprzeciwu mina nie zdradzała żadnych uczuć poza wyższością. Kości policzkowe wystawały mu widocznie, dodając poważnego wyrazu. W tym poukładanym chłopaku aniele tylko dłuższe włosy były rozwiane jakby przeczesane palcami nie ułożone równo jak cały on. Gdy poświęcił jej setną część sekundy swojej uwagi miała wrażenie, że mógłby ją pokonać samym dmuchnięciem i wzrokiem stanowczego dowódcy.
Nie pasowała jej jego postawa. Był zbyt dumny, zbyt pewny siebie. Ale pomimo to wgapiała się w niego jak w nieistniejący ideał, dopracowany w każdym calu. Ustał na baczność przed łysolem, z którym rozmawiała.
Gdzie on jest? Gdzie mój wojownik najlepszy z najlepszych? Wszyscy się niecierpliwią. – odezwał się miękkim, niskim głosem, powodującym ciarki na plecach. Nie zwrócił uwagi ani na dziewczynę, ani na Szejna, ponieważ patrzył w oczy Hersheyowi.
Rush, poznaj Nikol. – Mężczyzna z lekkim uśmiechem wskazał dłonią na dziewczynę. Ten zmierzył ją wzrokiem a następnie spojrzał z niedowierzaniem na Hersheya, potem z obrzydzeniem na Nikol i znów na Hersheya. Jeszcze raz popatrzył na czerwoną od łez wystraszoną, zagubioną twarz. Na zaciśnięte z przerażenia palce. Na chudziutką, drobną sylwetkę.
No chyba sobie jaja robisz. – rzucił przez ramię ze zmarszczonymi brwiami zwrócony do dziewczyny. – To? – Wskazał na nią a w jego oczach malowała się pogarda i wściekłość. – To ma budzić grozę w kasyczi? Tyle szumu o TO? Hershey, proszę zachowajmy się jak poważni kasyczi i skończmy te nie zabawne przedstawienie. Zbyt długo czekaliśmy. Powiedz, że to jakiś kiepski żart i przejdźmy dalej. – Wciągnął powietrze zirytowany całą sytuacją. Czekał, ale Hershey stał poważny ze skrzyżowanymi rękoma, wpatrując się w chłopaka z kamienną maską.
Ten spojrzał w górę i przeniósł wzrok na Szejna, który stał za dziewczyną.
Szejn. – zaczął poirytowany. – Czy możesz łaskawie przyprowadzić mojego ucznia?
Ten natomiast poklepał brunetkę, żeby wstała a następnie położył dłoń na jej ramieniu.
– Rush, przedstawiam ci Nikol Ubesejret. Dziecko niemożliwie zrodzone.
Dziewczyna skuliła się delikatnie, widząc wzrok mężczyzny, którego ogarniała głębsza wściekłość. Reszta twarzy i ciała pozostała natomiast niewzruszona. Wziął wdech i złożył dłonie razem.
– Czy raczycie mi w takim razie wytłumaczyć jak ja mam z tego wychudzonego kurczaka – Złapał ją za rękę, uniósł i puścił, przez co opadła ona bezwiednie. – Zrobić niszczącą maszynę? Jestem w stanie zrobić naprawdę wiele, ale ze szmaty nie wykonam jedwabiu. – Jego głos był tak lodowaty, iż miało się wrażenie, że w pomieszczeniu temperatura spadła o kilka stopni. Nikol czekała aż rozniesie wszystko, co znajdowało się w pomieszczeniu, ale jego opanowanie i spokój mroził krew w żyłach, powodując że dziewczyna nie odważyła się nawet patrzeć na niego, obawiając się, iż zamorduje ją samym spojrzeniem.
  A ty Hershey, następnym razem jeśli będziesz chciał wmawiać wszystkim, że Ciemne Dni nadejdą końca, to spójrz wcześniej na towar jaki przywozisz, bo w tym momencie zniszczyłeś wszystko, w co wierzyliśmy. Zgniotłeś butem nadzieję, która umarła przed nami. – Patrzył mu morderczo w oczy.
I wyszedł.
W pomieszczeniu nastała cisza. Hershey wziął głęboki oddech i przetarł twarz dłońmi.
No proszę, jakaś reakcja! Czyli jednak człowieku kamieniu ty coś czujesz!
Nikol nadal stała przerażona po ataku na nią. Czuła się osaczona. Puściła zagryzaną wargę, o której nawet nie wiedziała. Miała ochotę coś powiedzieć temu Rushowi, ale słowa ugrzęzły jej w gardle, trochę ze strachu, trochę z oburzenia i tego całego dzisiejszego szlamu.
No dobrze, nie jest jakoś tam umięśniona czy dobrze zbudowana, ale to nie jest powód, żeby nazywać mnie “Tym Czymś”, jakbym była gorsza, splugawiona. To jak na mnie patrzył, jakbym była trędowata... A w czym on niby jest lepszy? Nażarł się sterydów i co? Myśli, że zaraz mu się będą wszyscy podporządkowywać? Dobra fakt, nikogo nie zamierzam zbijać, ale to nie powód, żeby tak się zachowywać! Kim jesteś, żeby ustawiać sobie wszystkich wokół!
Strach i rozpacz przechodziły we wściekłość. Nienawiść do tego chłopaka. To na niej się skupiła. Dała jej siłę. Odwagę, by się stamtąd wydostać, ale żeby to zrobić, musiała ich pokonać. Stać się tym, kim boją się, że się stanie. A potem uratować mamę. I siebie, jeśli się uda.
Nikol… Nikol!
Wzdrygnęła się. Nie zauważyła, że Hershey coś do niej mówił zdenerwowany.
Przepraszam, zamyśliłam się – Rumieniec wpełz na jej twarz.
  Widzę ­– warknął. – Szejn pokaże ci gdzie będziesz mieszkać. – Wskazał ręką na mężczyznę, który ją przyprowadził.
Chodź.­ – odezwał się i położył rękę na jej plecach.
Gdy wyszli Hershey usiadł, wzdychając. Popatrzył na miejsce, w którym było zamaskowane wyjście, za którym zniknął Rush a następnie dziewczyna.
– Dlaczego chłopcze nie wiesz, że cisza nie grzmot jest twoim największym wrogiem? – szepnął do siebie.

11 komentarzy:

  1. Bardzo fajny komentarz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o post ? Jak tak to dziękuję :D

      Usuń
  2. Mam dwa pytanie
    Kiedy nastepnty rozdział?
    Skąd bierzesz takie fajne pomysly na rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział będzie hen długo a pomysły hm.. nie wiem. Głownie mi się ta historia przyśniła a tak to, to słucham muzyki i piszę nawet nie wiem co xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział a nie komentarz sry dopiero teraz zauważyłem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ! Ciesze sie ze ci się podoba !!! Mam nadzieje ze będziesz ze mną i mnie nie opuścisz♡♡

      Usuń
  5. Jest okejka! dlugość w końcu fajna, coś się dzieje, mniej opisów i już mi się podoba.
    O, czemu robisz z Jacoba tego złego. On nie jest złyy, on jest fajny. bardzo go lubię, nie rób tak. ehh.
    Usypia ją puknięciem , a to dobre , hahahah :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale podjar Patrycji w końcu się coś podoba xD. Fajnie że to przeczytałaś :D

      Usuń
    2. Ale podjar Patrycji w końcu się coś podoba xD. Fajnie że to przeczytałaś :D

      Usuń
  6. Parsknął* śmiechem. No i trochę tak nie łączy się ze sobą, że skoro Jacob był i chyba nada jest jej chłopakiem, a tu określiłaś go mianem "przyjaciel". Bynajmniej dla mnie jest to uważane jako błąd.
    No ale ogólnie widzę, że robi się coraz ciekawiej. Akcja pełna grozy, chociaż może nie jak z horroru, którą lubię, ale jednak coś tam mną ruszyło, więc plusik jest :D Zobaczymy, dokąd dalej ją tam wiozą i co z nią zrobią :)
    Bardzo mnie ciekawi to, co Nikol ma w sobie takiego wyjątkowego, co potrafi robić, czego inny nie potrafi? Hmmm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku dziękuję za komentarz :D Naprawdę bardzo mnie podbudował :D Jacob nigdy nie był jej chłopakiem. Nigdy nie napisałam, że nim był, ale wiem, że można odnieść takie wrażenie. Cząstki horroru pojawią się później ( tak zdradzę ). Uczę się dopiero pisać horror i mogłabyś mi powiedzieć jak mi idzie w nowym opowiadaniu z horrorem mamoonatujest.blogspot.com

      Jeszcze raz dziękuję za komentarz :D

      Usuń