poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 1

ROK WCZEŚNIEJ

            – Nikol, ptak ci nasrał na włosy – powiedział ze śmiechem Jacob, wskazując na czubek głowy przyjaciółki.
            – Co?! – pisnęła dziewczyna, w panice łapiąc się za wskazane miejsce. Gdy jej palce nie napotkały żadnej podejrzanej substancji, wybuchły salwy śmiechu.  – Ha, ha – mruknęła sarkastycznie.
Blondynka o wysokich kościach policzkowych i idealnej cerze bez skazy zawiesiła rękę na jej ramionach, przyciągając ją do siebie.
            – Oj, głuptasku, nie foszkuj się już. Musimy mieć kozła ofiarnego.
 Pocałowała ją w policzek, chwiejąc się na wysokich obcasach, zupełnie niepotrzebnych przy dwustu dwunastu centymetrach wzrostu.
Dwie dziewczyny, które wyglądały karłowato przy tej wielgachnej trójce, szły z przodu, myląc słowa piosenki „Give me love” i wydzierając się na całą okolicę. Jacob zastanawiał się, jak to możliwe, że jeszcze nikt nie wezwał policji, jako że na zegarku dochodziła dwunasta.
            – Och, Julia, Zuzka, zamknijcie w końcu te paszcze, bo uszy nam odpadają – jęknęła Nikol.
            – Give me love, give me love, give me loooooove. Give me looooooove, oh give me loooooove… – śpiewały jeszcze głośniej.
            – Nikol – zaczęła Nika. – Będziemy gorsze? Pokażmy im, jak się śpiewa! Oh give me looo…
            Brunetka uniosła rękę i zakryła usta blondynce, przewracając przy tym oczami.
            – Jeszcze tego by mi brakowało, żebyś ty mi do ucha się darła. Fuuuu!!! – krzyknęła z obrzydzeniem, gdy przyjaciółka zaczęła lizać ją po dłoni. Natychmiast ją puściła, ale ta nadal trzymała rękę zawieszoną na jej ramieniu. Niebieskooka wytarła obślinioną skórę o jej jeansy.

            Najpierw wyrosły przed nimi dwie ciemne sylwetki. Nie zwrócili uwagi na tak mało ważny szczegół, a już na pewno się nim nie przejęli. Szatynki dalej prezentowały swoje zdolności wokalne, zaś reszta się temu przysłuchiwała.
            Potem rozległy się krzyki, i to donośne – te trudniej było zignorować.
            – Cześć, dziewczyny, dokąd się wybieracie? – wrzeszczeli dwaj faceci z naprzeciwka. – Odprowadzimy was!
            – Tak, chyba do swojego łóżka lub najbliższego krzaka – szepnęła Nika do ucha przyjaciółki, o którą się opierała.
            – Nie, dziękujemy bardzo miłym dżentelmenom, ale mamy już swoją eskortę – odpowiedziała z przekąsem Julia, wskazując kciukiem przez ramię na Jacoba. Mężczyźni przez chwilę wydawali się niepewni, patrząc na ponad dwumetrowego chłopaka, ale nie zniechęcili się.
            – Będziemy o wiele lepszym towarzystwem.
Gdy w końcu się zeszli i stanęli naprzeciwko siebie, facet w kapturze oblizał usta i dotknął biodra Zuzki. Dziewczyna błyskawicznie strzepnęła jego dłoń, jednocześnie odskakując w tył, w stronę wysokich koleżanek i chłopaka. Jacob wyszedł naprzód. Pochylił nisko głowę, by spojrzeć w twarze przybyszom.
            – Jakiś problem? – powiedział niskim głosem, łapiąc za bluzę jednego z nich. Ku zdziwieniu zielonookiego, brodacz nie odezwał się, za to na jego usta wkradł się uśmieszek wyższości. Jacob rechotał w duchu, bo przecież to on nad nim górował i na dodatek to ON unosił go kilka centymetrów nad ziemią.
            – Jacob… – usłyszał cichy głos Nikol.
Puścił brutalnie ubranie dresa, odpychając go przy tym, po czym odwrócił się, by spytać, o co chodzi – ale już sam wiedział. Do grona napastników dołączyło jeszcze około dziesięciu typków. Chłopak dostrzegł w rękach niektórych z nich ostrza, które połyskiwały niespokojnie w świetle lamp.
            – Czego chcecie? – Groźnie pokazał, że się ich nie boi i że nie są mile widziani w ich nowym stowarzyszeniu przyjaźni.
Nika zdawała się otrzeźwieć: stała już pewnie na nogach z podobnym, złowrogim wyrazem twarzy. Ona i Jacob wydawali się pewni siebie, zaś Nikol z dwiema szatynkami przysunęły się bliżej siebie, łapiąc jedna drugą, pilnując siebie nawzajem.
Jeden z dresów zrobił śmiały krok w stronę Nikol, co wyglądało dość komicznie, zważając na to, że dziewczyna przewyższała go o dziesięć centymetrów. On jednak nadrabiał brak wzrostu masą.
W oczach Jacoba zapłonęła furia. Chłopak niemalże warknął na mężczyznę. Doskoczył do niego w tej samej chwili, w której dres próbował objąć Nikol w pasie. Ta szarpnęła się, czując obcą rękę niebezpiecznie nisko na biodrze; Jacob zamachnął się, by wyprowadzić morderczy cios w twarz. Któraś z dziewczyn wrzasnęła przenikliwie, któryś z napastników zarechotał, wybuchło ogólne zamieszanie.
W trakcie szamotaniny Nikol nie wiedziała już, czyje ręce jej dotykają, kogo ona sama usiłuje odepchnąć, kto jest jej wrogiem, kto przyjacielem. Jedynym wyraźnym, a nagłym i przeraźliwym doznaniem był ból – ból, który gwałtownie eksplodował w jej jamie brzusznej, ból związany bezpośrednio z nożem zagłębionym w jej ciele. Ból, któremu towarzyszył nieprzyjemny, chlupoczący dźwięk, ale tego nie usłyszała.
Osunęła się na kolana.

            – Nikol…  Nikol, do jasnej cholery, wstawaj! –  odbijało się echo kobiecego głosu gdzieś w jej czaszce.

            Brunetka, leżąc w kałuży własnej krwi, uniosła zbyt ciężkie powieki. Przed jej oczami ukazały się twarze. Całe brudne, morke twarze Juli i Zuzy. Wszystko widziała jak przez mgłę, wydarzenia rozgrywały się w zwolnionym tempie. Dziewczyna była ich bohaterem, ale jednocześnie obserwatorem, który nie może nic powiedzieć, nic zrobić. Gdy otwierała usta, by krzyczeć, powiedzieć coś, nie wypływał z nich żaden dźwięk. Mogła tylko poruszyć palcami dłoni, która zaraz została pociągnięta do góry.


            – Nikol, złaź na dół, bo za chwilę własnoręcznie wywlokę cię z łóżka! – wydzierała się od bitych pięciu minut Maylena, matka Nikol.
 Dziewczyna wciągnęła głęboko powietrze, nie orientując się najpierw w otoczeniu. Nie wiedziała, gdzie jest, co ona tam robi i jaki jest dzień, miesiąc czy rok. Po chwili otrzeźwiła się i zamknęła oczy, przecierając twarz dłońmi. Nigdy więcej nie zjem słodyczy na noc. Ostatni raz spojrzała na ocean przez oszkloną ścianę swojej sypialni i spuściła na podłogę szczupłe, długie nogi. Następnie zeszła do kuchni.
            – Czego się tak drzesz? Uważaj, bo sąsiedzi wezwą policję, że się nade mną znęcasz – powiedziała opryskliwym tonem.
            Przeczesała włosy, które sięgały jej do pasa. Opadła na krzesło przy wyspie kuchennej i wpatrzyła się w ekran płaskiego telefonu.
            – Uważaj, żebym czasem nie zaczęła. Niedługo na dobre wykończysz mnie psychicznie – burknęła niska kobietka, posyłając córce wymowne spojrzenie, ale dziewczyna nie raczyła zwrócić najmniejszej uwagi na zmęczoną twarz rodzicielki.
– Po kimś muszę to mieć – mruknęło pod nosem stworzenie piękniejsze od niejednej modelki.
Maylena głośno postawiła jej talerz z naleśnikami przed nosem i wyrwała telefon z ręki.
            – Ej! – krzyknęła zbulwersowana Nikol, wyciągając dłoń po swoją własność, ale matka się nie dała i schowała urządzenie do kieszeni. Uniosła palec, podkreślając swój ton.
            – Niedługo zablokuję ci go i skończy się siedzenie po nocach. Wtedy się śpi, a nie pisze z Jacobem czy Niką. – Okręciła się na pięcie i poszła po swoją torebkę.
            – Jak będzie mi bliżej trumny niż życia, to też zacznę spać – powiedziała sama do siebie, podnosząc widelec.
Maylena nic nie odpowiedziała. Słychać było tylko jej westchnienie kończące bezsensowną dyskusję. W tym momencie wszedł chłopak – istny cud, na którego widok odwracała się i fantazjowała niemal każda dziewczyna. Uśmiechnął się do kobiety, ukazując idealne, białe zęby. Tylko ona, szara niedoskonałość, nie pasowała do tych pięknych, perfekcyjnych siedemnastolatków.
            – Cześć, Jacob. Zabieraj mi ją szybko z oczu, bo nie chcę sobie brudzić rąk.
Podeszła do drzwi wejściowych, gdzie z szafy wyciągnęła marynarkę i jednym ruchem zebrała klucze z telefonem. Już miała wychodzić, gdy coś jej się przypomniało. Podeszła do chłopaka i wyciągnęła z kieszeni spodni komórkę Nikol. Podała mu ze słowami:
            – Masz. Oddasz jej, gdy nabierze rozumu.
            Jacob zaczął chichotać, kręcąc przy tym głową.
            – Nie wiem, czy kiedykolwiek bym tego dożył. Prędzej odetnie mi dłoń.
            Machnęła na niego i wyszła, trzaskając drzwiami.

*

– Nikol… Nikol! – krzyknął jej do ucha Jacob. Zamrugała kilkakrotnie swoimi nieziemsko niebieskimi oczami, po czym zwróciła uwagę na bruneta.
– Sorki, zamyśliłam się – powiedziała i wypuściła powietrze z płuc, jednocześnie przeczesując swoje długie, czekoladowe włosy. Rozejrzała się po twarzach przyjaciół: wszyscy wyczekiwali od niej odpowiedzi. Zmarszczyła brwi i spojrzała na szatynkę z jasnym pasemkiem na grzywce,  siedzącą obok – Julię.
– Co mówiliście? – Wszyscy zachichotali.
– Telefon dzwoni ci od kilku minut, a ty w ogóle nie reagujesz – wyjaśniła z uśmiechem pieguska – Zuzka.
Nikol ze zmarszczonymi brwiami złapała za torebkę. Przerzuciła wszystkie rzeczy na bok w poszukiwaniu smartfona. Gdy ostatecznie go nie znalazła, westchnęła i zaczęła wytrząsać zawartość na zewnątrz. Po chwili komórka znów się rozdzwoniła, wydając z siebie dźwięki ulubionej piosenki właścicielki: „Hello” Adele. Dziewczyna przewróciła oczami, gdy poczuła wibracje w kieszeni. Jednym ruchem wyciągnęła aparat i przysunęła go do ucha.
– Halo. – Odebrała i rozejrzała się po rozbawionych twarzach. Cisza. – Halo? – odezwała się, z lekka zirytowana. Cisza. Spojrzała na numer, zastrzeżony. Przewróciła oczami i odłożyła sprzęt na stolik różowej kawiarenki.
– Dzięki za tyle zachodu. Ciekawe, ile szmalu wyciągnęli mi z konta. Pewnie i tak się nie pocieszyli, bo matka ma mi dopiero jutro doładować. – Poprawiła włosy i oparła łokcie o stół. – No więc? O czym rozmawialiście?
Niezwykle piękna blondynka nie mogła odpowiedzieć, gdyż jej wypowiedź przerwała piosenka Adele. Zdenerwowana Nikol złapała za telefon i szybko go odebrała, nie patrząc na numer.
– Czego znowu? – warknęła.
– Nie tym tonem! – usłyszała wpieniony głos matki. – Nie po to kupiłam ci ten telefon, żebyś go nie odbierała! Miałaś być w domu trzy godziny temu! Martwiłam się, a ty…
– Dobra, dobra, skończ już, bo rozmawiam z tobą pięć sekund, a mam cię dość. Gdy wrócę, to będę. Przestań się zamartwiać, bo więcej ci tych siwych włosów wyskoczy. – Nikol przewróciła oczami. Nie chciało jej się słuchać ględzenia rodzicielki, więc już szykowała się, żeby wyłączyć smartfona.
– Nikol! Nie waż mi się nawet rozłączać! Nikol!
Brunetka zakończyła jej wywód i włożyła urządzenie do torebki.

*

Zdenerwowana Maylena po rozmowie z córką rzuciła telefon na biurko pełne papierzysk. Spojrzała w swoje odbicie w laptopie, przyglądając się włosom. Złapała między palce siwe włoski, które gdzieniegdzie wychodziły spod jej skóry.
– Gdyby nie ty, to by ich nie było – mruknęła sama do siebie.
Zamknęła klapę komputera i oparła się wygodniej w swoim fotelu.
–  Sto dziewięćdziesiąt pięć centymetrów nerwów. Od kogo ona się tak nauczyła pyskować! Identyczna jak jej ojciec. – Sfrustrowana przetarła twarz dłońmi. – Wpędzisz mnie go grobu, jeśli nie umrę prędzej ze strachu o ciebie.
            Jej monolog przerwał denerwujący, wysoki dźwięk telefonu stojącego na jej biurku. Podniosła słuchawkę i zamknęła oczy.
– Słucham cię, Anno – powiedziała zmęczonym głosem, który odzwierciedlał jej samopoczucie.
– Pani Ubesejret, przyszedł pan Marcel, mam go wpuścić? – odezwała się sekretarka.
Maylena poczuła, jak jej ciśnienie rośnie jeszcze bardziej. Zacisnęła zęby i potarła zielone oczy, sama nie wiedząc, czy jest bardziej zła, czy przestraszona. Po chwili odpowiedziała „tak” i dała pracownicy pół godziny wolnego. Wstała, wyprostowała się i wygładziła swój czarny strój do pracy, składający się ze spódniczki, białej koszuli i marynarki. Była gotowa psychicznie, żeby stawić czoło gościowi.
Gdy zobaczyła Marcela, zlustrowała go od stóp do głów. Nic się nie zmienił, pomyślała. Jego łysa głowa i niemiła twarz bez zarostu mogły budzić postrach, ale ona dobrze go znała. Nie bała się go z powodu wyglądu, ale z powodu tego, po co tu przyszedł. Uśmiechnął się do niej, ale jej twarz pozostała sroga i nie zmieniła się ani na chwilę. Chciała mieć to już za sobą.
–  Szejn, moja odpowiedź nadal brzmi: nie. Nie musisz się trudzić. Ułatw mi życie, które zostało przez was zniszczone – powiedziała stanowczo, wwiercając się spojrzeniem w jego oczy. Pomimo że na zewnątrz była skałą, to w środku czuła się miękka i wystraszona, że może tym razem Marcel wprowadzi w życie swoje zamiary bez pytania jej o zgodę.
– Myślisz, że z tobą jest bezpieczna? Nie mając o niczym pojęcia? Myślisz, że dasz radę sama? Tak uważasz, prawda? Twoja bezmyślność może ją zabić nawet w tej chwili –  mówił poważnie, a żaden nerw mu nie zadrżał, nie poruszył się.
Kobietę przeszedł dreszcz. Zagryzła wargę.
Wiedział, że to zadziała najlepiej.
            – Ona musi się znaleźć na szkoleniu, nie rozumiesz? Zabijesz ją – dodał ciszej.
Zrobił krok w jej stronę. Musiał mocno schylić głowę, by zobaczyć jej twarz, przy swoich ponad dwóch metrach. Widział przerażenie w jej oczach i walkę, jaką ze sobą toczyła. Trafił w punkt, którego się obawiała, ale taka była prawda.
Po chwili Maylena opanowała się i obeszła biurko, żeby za nim usiąść. Pod drewnianym meblem ściskała palce, zastanawiając się, co mu odpowiedzieć. Gdy poczuła ból języka, który powodowały zaciśnięte zęby, wzięła głęboki wdech i wyprostowała palce.
– Nie znajdą jej. Tak, tak właśnie myślę. Ze mną jest bezpieczna. Nie poślę jej na jakieś mordercze szkolenie. Po co ma się szkolić, skoro może i tak tego nie przeżyć? Może żyć tu ze mną. Z daleka od was wszystkich. Wy nie dbacie o jej dobro. Myślicie tylko o sobie, ale pomyślcie, że ona też odczuwa ból, że może czegoś nie potrafić,  że może nie jest taka jak on. Nie! Wy chcecie ją wykorzystać, a nie chronić! Nigdy jej nie oddam! Rozumiesz?! – Wstała gwałtownie, opierając dłonie na biurku. – Nigdy jej nie oddam! Jest moja! Jestem jej matką i to ja dbam o to, żeby była zdrowa i żeby nie stała jej się krzywda! Wynoś się stąd i powiedz mu, że ma się do niej nie zbliżać, bo zabiję was wszystkich.
Jej klatka piersiowa unosiła się szybko i nierówno. Ręce jej drżały, tak samo jak całe ciało. Twarz wykrzywiła wściekłość i waleczność, ale Marcel zwany Szejnem nie zwracał na to uwagi. Też był zły. Poczuł się znieważony. Podszedł do jej biurka i uderzył w nie pięścią.
– Uważasz, że mi na niej nie zależy?! Że Davidowi na niej nie zależy?! A przypomnij sobie, dzięki komu się tu znalazłaś i do dziś was nie znaleźli! Przypomnij sobie, kto wypruwa sobie flaki, poświęca całe swoje życie, by ją chronić. No powiedz, kto?! Bo na pewno nie ty. Ty siedzisz tylko za tym swoim biureczkiem i kontrolujesz ją za każdym kroku. Niedługo obróci się przeciw tobie. Oni ją dopadną i nie będzie czego ratować. Uduszą ją we śnie we własnym domu, a ty będziesz na to patrzeć. Zobaczysz, pożałujesz, że nie zadbałaś lepiej o jej bezpieczeństwo, ale wtedy już nie będzie czego chronić. Znajdą ją i zabiją wszystkich, którzy wiedzieli, gdzie ona jest, a tego nie powiedzieli. Gratuluję pomysłowości.
Odwrócił się na pięcie i wściekły trzasnął drzwiami.

NOTKA (Ważne!! (01.10.2016))
Przedstawiam nową wersję Kasyczi. Nie zmieni się ona jakoś przesadnie, ale parę szczegółów zostanie zmienionych ;) Przepraszam za te nieszczęsne akapity, ale aktualnie walczę z formatowaniem...
Ze zmianą początku związały się także inne numerowania rozdziałów, także treść starego komentarza może się nie zgadzać z tekstem. Dopiero od 11. wszystko idzie jak dawniej. 
Dla zainteresowanych: pierwsze 4 części są zupełnie nowe, reszta pozostała taka jaka była. 

19 komentarzy:

  1. Super nie wiedziałam że umiesz tak pisać :) Paulina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, fajnie że ci się podoba :D

      Usuń
  2. Fajny rozdział, oby tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję. Cieszę się, że się podoba, naprawdę jeszcze raz dziękuję. :D

      Usuń
  3. "nie wydawał się na osobę" - nie wyglądał na osobę albo nie wydawał się osobą.
    Strasznie dziwne te imiona. W końcu zacznę je mylić, albo skracać, albo nadam im jakieś ksywki - uprzedzam.
    Są dużo lepsze opisy, to na pewno, ale sama postać Nicole nadal mnie nie przekonuje. Coś czuję, że jej nie polubię, ale nie muszę lubić bohatera, by spodobało mi się opowiadanie.
    Tajemnica intryguje... ;-)
    Zmieniła wygląd? Pofarbowała włosy, czy przeszła operacje plastyczną?

    Pozdrawiam
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za wskazówki, imiona wiem, że są dziwne, są orginalne, bo wymyślone xD Właśnie wiem, że mam problem, żeby dać życia tym bohaterom. Dziękuję jeszcze raz za komentarz, :)

      Usuń
  4. To 1 rozdział za mną :)
    Ogólnie to masz wielkiego plusa, bo już po przeczytaniu pierwszego strasznie mnie zaciekawiłaś do dalszego czytania, jednak zostawię to sobie na później. Nie umknęło mi kilka błędów, jak np. uśmiechną - powinno być uśmiechnął, bo on coś zrobił, a nie np. "czekała, aż oni się uśmiechną". Nie bierz tego do siebie, po prostu chcę Ci zwrócić uwagę na przyszłość :) Podobnie nadużywasz powtórzeń, zamiast poszukać jakichś zamienników słów - czyli " oni, ich" i ogólnie jest to w tej 2 części rozdziału, kiedy Maylena odbywa rozmowę.
    No, to tyle mojego marudzenia, a że mi się podoba, to lecę czytac dalej :P
    Przy okazji 1 rozdział właśnie dodany ^^ http://further-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejku bardzo dziękuję :D naprawdę :D dziękuję za błędy, za przeczytanie i wg bardzo dziękuję :D naprawdę nie wiesz jak się cieszę :D ostatnio nie dostałam żadnej pochwały i informacje że przynudzam. Naprawdę bardzo jeszcze raz dziękuję :D

      Usuń
  5. Jestem po pierwszym rozdziale i już mogę stwierdzić, że to opowiadanie będzie świetne! Jeżeli Ty tak piszesz, to śmiem stwierdzić że nigdy Ci nie dorównam. Jednak mimo wszystko, bardzo się ciesze że dzięki Tobie tutaj trafiłam i przeczytam coś naprawdę dobrego! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och... aż nie wiem co napisać O.O Dziękuję bardzo! Naprawdę, wiele to dla mnie znaczy <3

      Usuń
    2. wcześniej jest jeszcze króciutki prolog ;D

      Usuń
  6. O kurczę, cieszę się, że cudem trafiłaś na mnie w blogosferze, a dzięki temu, ja mogłam odnaleźć Ciebie. ;D Opowiadanie bardzo zachęcające. Postać tej dziewczyny... to chyba będzie główna bohaterka? Wydaje mi się w porządku, aczkolwiek już teraz odnoszę wrażenie, że będzie mnie irytować. xdd
    Pojawiło się kilka błędów i brakło kilka przecinków, ale poza tym to świetnie Ci to wyszło. Zachęciłaś mnie ;D Zaobserwowałam. :D
    Z dużo tutaj się nie rozpiszę, bo rozdział jest króciutki i nie ma tu zbyt wielu wydarzeń. Sytuacja, która wywiązała się między Mayleną, a tym gostkiem - ciekawa, dająca do myślenia.
    Czytam dalej. ;))

    Pozdrawiam, KatieKate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że na ciebie trafiłam :D
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  7. Ogólnie, to czytam już chyba odcinek 3, lecz jest to strasznie męczące, ponieważ mogę czytać jedynie na telefonie. No i niestety na nim wszystkie blogi wyświetlają się około 3/4 minuty, a po tym czasie przeglądarka zamyka się i muszę włączać wszystko od nowa. Czyli jest to całkiem żmudne i zniechęcające, a na dodatek pisanie komentarzy na telefonie jest istnym koszmarem. Tak więc do czasu powrotu mojego laptopa nie będę pisać komentarzy pod każdym odcinkiem, no chyba, że będę je pisać, ale będą one dosyć krótkie :/

    No ale dobra tak przechodząc do rozdziału to powiem ci, że bardzo mi się spodobał. Tak to opisałaś, że naprawdę bardzo dobrze sobie to wyobraziłam. Polubiłam tą Nicol :) No no i od razu jakieś wprowadzenie w tajemniczą przeszłość :O Ale, że ona zrobiła sobie operację plastyczną? No i przed kim uciekły?Zapowiada się extra <3 Tak więc lecę pisać komentarz pod kolejnym odcinkiem (jestem na komputerze brata XD)i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że wpadłaś. Ja ostatnio mam wielkie zaległości na blogach. Jestem teraz u koleżanki, ale jak znajdę chwilę to wpadnę i rozumiem z tym telefonem xd Dziękuję, że napisałaś ten komentarz. Wiesz, że jesteś jedyną osobą, która polubiła Nikol? xD Zazwyczaj ludzie za nią nie przepadali a tu taka fajna zmiana :*

      Usuń
  8. Podoba mi się fakt, że nie wszytsko zostało tak od razu powiedziane. Chodzi mi o tą rozmowę Mayleny z Marcelem (czy Marcelo?) Dlaczego ona i Nikol się ukrywają? Przed kim? i dlaczego ten ktoś zabije je kiedy je znajdzie? Ciekawy pomysł, wybacz krótkie komentarze, ale piszę z telefonu, więc sama rozumiesz :)
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podoba. Na początku nie jest nic wyjaśnione i to dobrze? Poczekaj jak będziesz szła coraz dalej. Będą robić potem coraz większą wodę z mózgu a ok 33 rozdziału będą wyjaśnienia xD

      Usuń
  9. Hej! ;) Przeczytałam rozdział i wcale nie uważam, by był zły. Widziałam Twoją informację, w której piszesz, że początki nie wyszły Ci zbyt dobrze, ale potem jest coraz lepiej, ale ja i tak nie byłabym zniechęcona.
    W rozdziale nie działo się zbyt wiele, ale czytało mi się go dobrze. Podoba mi się to, że końcówka rozdziału wprowadza taki tajemniczy klimat. Wiemy, że coś może się stać bohaterom, że nie są bezpieczni, a to wzmaga ciekawość. Tym bardziej, że tak naprawdę nie wiemy dokładnie o co chodzi. Super! ;)

    Pozdrawiam! ;*
    I zapraszam też do siebie: sila-jest-we-mnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz. Czy mi się zdaje, czy ty u mnie już nie byłaś? Bo cię znam ;D, ale trudno. Ważne, że jesteś :D. Dzięki za słowa pociechy, ale i tak początek jest zmieniany, będzie to zupełnie coś innego. Masz jeszcze okazje poznać starą wersję xD. Tak więc, dzięki za poświęcony czas :)

      Usuń