piątek, 11 sierpnia 2017

Epilog

– Przepraszam. – odezwał się głos za plecami chłopaka, który trzymał dłoń na drzwiach do Arnemi Nikol. Rush nie odwrócił się, tylko oparł czoło o zimną nawierzchnię zamykając oczy. Nic nie powiedział. Nie był w stanie.
– Wiesz, że ojciec jest czasem porywczy, ale nie można powiedzieć, że źle myśli. – Szejn podszedł bliżej niego powolnym krokiem.
Rush przekręcił głowę ukazując czarne, puste oczy, gdzie na białka weszła krew, a siny kolor pożerał je dookoła. Mrugał nienaturalnie powoli, patrząc na niego, nie wydobywając z siebie dźwięku. Nie musiał.
– Co ja pieprze, jest beznadziejny. – Mężczyzna machnął zamaszyście ręką, zmywając wypowiedziane słowa. Rush wrócił do wcześniejszej pozycji.
– On nie jest jej ojcem. Ojcowie nie zabijają swoich dzieci. – szepnął do siebie chłopak. Przymknął oczy.
– Ludzie… – zaczął mężczyzna. Rush spiął się.
– Ludzie nie należą do naszego grona. Oni obydwoje się także do nich nie zaliczają. To nie miało prawa się u nas wydarzyć. – zagrzmiał ostro, zaciskając lewą, a następnie prawą pięść.
Szejn zamyślił się. Owładnęła ich cisza. Przełknął ślinę i potarł dłonie o spodnie. Musiał załatwić to etapowo, by nie ponieść konsekwencji. W końcu podniósł głowę i uchylił usta.
– Ona była człowiekiem.
Odczekał chwilę, bacznie obserwując sytuację niczym pies, który zauważy kawałek wędzonego mięsa w rękach właściciela.
– Rush, ona nie istnieje. – odezwał się cichym głosem, ale pomimo to wiedział, że nie pominął żadnego dźwięku.
Otrzymał brak reakcji. Czemu? Bo te wypowiedziane dwa zdania to idealne przykłady antonimów. Dlatego nie zareagował. Nic i wszystko nie istnieją razem.
Przyłożył dłoń do czytnika i udostępnił wejście, by mógł się schować tam, gdzie ona też była.
– Rush, poczekaj. – zawołał za nim mężczyzna, ale on jakby ni słyszał jego prośby i wszedł do środka. Szejn zaraz znalazł się obok niego, chciał podążyćza nim, ale dowódca zagrodził mu przejście własnym ciałem, by nie mógł skazić tego miejsca. Stanął niczym dąb, wielki na osiem metrów wzdłuż i wszerz. Chociaż tak naprawdę nawet nad nim nie górował, bo jego oczy znajdowały się na tej samej wysokości co Szejna, lecz przewyższał go postawą i obłędem, który powoduje, że granice zostają wytarte. Łysy jednak nie przestraszył się go.
– Musisz coś zrozumieć. – Położył dłoń na ścianie Arnemi Nikol, żeby się oprzeć. Przez chwilę myślał, że Rush strzepie ją, ale nawet nie obdarzył jej swoją uwagą.
– Muszę rozumieć, że ojciec – splunął. – zmordował JĄ, ale tak naprawdę była tylko człowiekiem, lecz nie istniejącym? Szejn, błagam, zostaw to w spokoju albo ty także znajdziesz się na mojej czarnej liście, którą już niedługo wypełnię. Nie rób tego. – W jego spojrzeniu zawitała się jego dusza. Czarna i mroczna. Suche morze pełna śmierci i zniszczenia.
– Nie będziesz musiał tego robić, bo wykonają to za ciebie kasyczi, którzy się dowiedzą, że znasz te informacje. – Szejn dźgnął go w pierś. Jego źrenice się powiększyły, a sam nagle jakby urósł o kilka metrów, niczym dąb przed nim.
– Nikol Ubesejret to ludzkie, odrestaurowane, mechaniczne zwłoki z sztuczną inteligencją stworzone na wzór dziecka, które jeszcze się nie narodziło.
Cisza.
– Dlaczego mi to mówisz?
– Bo tylko ty możesz je ochronić. – Szejn złagodniał, natomiast Rush nadal stał jako martwe ruiny twierdzy, przyciągające opętane dusze.
– 3024N jest obiektem, który stworzyliśmy na wzór tego dziecka. Mogliśmy dzięki temu zebrać uwagę całego niebezpieczeństwa na 3024N, a nie na nim. Mogliśmy sprawdzić, jak będzie się zachowywać. Ludzkie zwłoki umożliwiły stworzyć nie niezniszczalną wersję dziewczynki. Zrozum Rush, to co się niebawem wydarzy, nie mogło wyjść bez sprawdzenia oraz odseparowania każdego niebezpieczeństwa. Teraz będę potrzebował twojej pomocy. Ona zginie. Rozumiesz? Zginie jak ci kasyczi razem z 3024N. – Łysy szukał w nim wsparcia. Opoki, na której może oprzeć swoje nadzieje.
Rush wszedł w głąb Arnemi. Przycisnął dłoń. Zablokował wejście. Rozejrzał się. Wciągnął powietrze. Przełknął ślinę. Otworzył dłoń. Wypadła kapsułka. Zamknął oczy. Rozchylił usta. Zagryzł zęby. Ugiął kolana. Usiadł.  I zmarł.
A bynajmniej miał taką nadzieję.

Ale przecież było ich dwoje.

3 komentarze:

  1. Bogowie x.x bynajmniej=/=przynajmniej! Czytam i oczy mi krwawią, bo styl... Ręce opadają. Skończ podstawówkę, a potem pisz, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie skończyłam podstawówki to oznacza, że nie mogę pisać? Jest wyznacznik wiekowy? Przykro mi, ale nie zaznajomiłam się z tym dokumentem.

      Usuń
    2. Anonimowy użytkowniku na górze jeśli coś ci nie odpowiada w stylu pisania Kasi nie musisz tego czytać. Po za tym od kiedy błędy oznaczają czy ktoś może pisać bloga czy nie ?

      Usuń